sobota, 10 maja 2014

Ulubione maseczki do twarzy...

Dzisiaj, postanowiłam odpocząć po cały zabieganym tygodniu, dlatego też dzisiaj aktywnie dnia nie spędzę. :) będzie relaks i chillout! Czasem potrzeba nam takiego wyciszenia i ukojenia. Jest to czas idealny żeby odpocząć, zrelaksować się, poleżeć pod kocem z ciepłą herbatką z miodem i cytryną, przeczytać jakąś ciekawą książkę, na którą nie mamy czasu zabiegane w tygodniu, przejrzeć magazyny, albo odpocząć poprawiając sobie humor takim domowym spa. :) dzisiaj będzie trochę o takich polepszaczach, które większość z nas na pewno bardzo lubi, czyli maseczki, taaaram! Ja niestety stosuje je raczej nieregularnie, zazwyczaj nie mam czasu, jedynie czasem jak mi się przypomni w środku tygodnia, to umilę sobie kończący się dzień, natomiast w weekend sięgam już po nie znacznie częściej. Mam swoje ulubione i sprawdzone, do których zawsze wracam, dzisiaj chciałabym i Wam je pokazać. Posegregowałam je w 'grupy', tak, żeby łatwiej byłoby mi je opisać. Maseczki dobieram sobie w zależności na jaką mam ochotę, albo czego akurat potrzebuje moja skóra. Nie przeciągając... oto gwiazdy wieczoru...!
                                                                                   
Na pierwszy ogień idą maseczki rossmannowskie, firmy Rival de Loop, łatwo dostępne i bardzo tanie, dostępne oczywiście w każdym Rossmannie. Bardzo je lubię, mają fajne, wygodne podwójne saszetki, z których łatwo wydobyć produkt. Zawartość w jednej saszetce jest odpowiednia akurat na jedno użycie. Maseczki kosztują około 1,60zł, na promocji można dostać je jeszcze taniej. Wszystkie maseczki mają ph neutralne dla skóry, nie zawierają parabenów, silikonów ani barwników, są więc przyjazne dla naszej buzi.



1. Rival de Loop Hydro maseczka nawilżająca - jedna z moich ulubionych z tej linii. Zawiera kwas hialuronowy, który intensywnie nawilża i wygładza skórę. ma ładny zapach. Kiedyś dostępna była z innym składem i w trochę innej szacie graficznej, ale pamiętam, że po nałożeniu troszkę mnie szczypała buzia, w tej wersji nic takiego nie miało miejsca, ładnie nawilża i ładnie się wchłania.
2. Rival de Loop maseczka oliwkowa, zawiera oliwę z oliwek i ekstrakt z kwiatu lotosu. Maseczka łagodzi podrażnienia i chroni skórę przed wysuszeniem. Ma dziwny ale niedrażniący zapach (przynajmniej dla mnie), jest w formie kremu, bardzo przyjemnie się ją aplikuję. 
3. Rival de Loop maseczka złuszczająca peel-off - zawiera ekstrakt z rumianku i aloesu, które nawilżają i koją skórę. Bardzo lubię maseczki typu peel-off, są specyficzne, nie każdemu jednak przypadną do gustu. Maseczka bardzo ładnie i głęboko oczyszcza skórę, ma trochę gęstą konsystencję, bardzo łatwo się ją jednak nakłada, i dosyć dobrze 'ściąga'. Najczęściej nakładam ją po wcześniej zrobionym peelingu, wtedy działanie jest mocniejsze. 
4. Rival de Loop maseczka zielone jabłuszko, odświeżająca - ma ładny, miły dla nosa zapach świeżutkiego jabłuszka, który już rozpieszcza naszą skórę. Fajnie odświeża buzię, nie podrażnia i nie piecze po nałożeniu, ma bogaty skład - olejek jojoba, masło shea, olejek z moreli, olej z pestek jabłka i winorośli. Chroni skórę przed utratą wody, skóra wygląda na wypoczętą, odświeżoną, nawilżoną i odżywioną. 

Z serii Rival de Loop lubię także bardzo maseczkę odżywczą truskawka i wanilia, a także wersję miód i mleko, których akurat na zdjęciu nie ma. Są również bardzo dobre i mają piękne zapachy, które poprawiają mi humor.

Druga 'grupa' to maseczki z Bielendy. Są łatwo dostępne, kupimy je raczej bez problemu w każdej drogerii czy aptece. Kosztują coś około 3,50 zł, ale nie pamiętam dokładnie. Moje ulubione to prezentowane na zdjęciu dwie wersje.



1. Bielenda Awokado dla cery suchej i odwodnionej - to wg producenta wysoko skoncentrowany preparat o silnym działaniu nawilżającym i regenerującym; ekspresowo przynosi ukojenie oraz przywraca komfort i świetną kondycję suchej i odwodnionej skórze. Saszetka, którą dostajemy, to nic innego jak dwu-krokowa maseczka nawilżająca, podzielona na dwa etapy. Etap, czyli krok pierwszy to kompres nawilżający, który ma za zadanie intensywnie nawilżyć naszą skórę, a także złagodzić i ukoić podrażnienia. Nakładamy na twarz i pozostawiamy do wchłonięcia. Etap drugi to maseczka, która chroni, intensywnie regeneruje i odżywia skórę, wzmacnia ją i wygładza. Maseczkę nakładamy na twarz, i również zostawiamy do wchłonięcia - nie trzeba jej zmywać. 
Produkt przeznaczony jest do suchej, szorstkiej, odwodnionej skóry, wrażliwej na zmiany temperatury. Idealnie nadaje się po zimie, zregeneruje naszą skórę. Ma bardzo fajny, bogaty skład, zawiera d-pantenol, olej kokosowy, olej palmowy, hydromanil, ekstrakt awokado. 

2. Bielenda Olejek arganowy cera dojrzała i sucha - tak jak w poprzedniej wersji i tu dostajemy saszetkę podzieloną na dwie części: wygładzające serum i odmładzający koncentrat. Mimo, że na opakowaniu widnieje informacja, iż produkt jest dla cery bardzo dojrzałej, ja również po niego chętnie sięgam. To że ma działanie odmładzające i wygładzające nikomu jeszcze krzywdy nie zrobiło ;) Produkt zawiera koenzym Q10, ceramidy, kwas hialuronowy, olejek arganowy, a także masło shea, które mają za zadanie odżywić, zregenerować naszą skórę. Buzia po użyciu staje się promienna, gładsza, a zmarszczki mniej widoczne. Wg producenta produkt nadaje się dla nas, jeśli nasza cera jest sucha, bardzo dojrzała, pozbawiona elastyczności i jędrności, jeśli występują na niej przebarwienia spowodowane słońcem lub procesami starzenia się skóry, a skóra na ciele jest szorstka, przesuszona, wymagająca intensywnej regeneracji. 

Będąc kiedyś w H&M natknęłam się na stoisko z kosmetykami, które swoją drogą są bardzo dobre jakościowo. Chapsnęłam jedną maseczkę na próbę, ale tak się polubiliśmy, że wróciłam po więcej. Tak też maseczki z popularnej sieciówki stały się jednymi z moich ulubionych. Maseczki przepięknie pachną, Opakowanie jest dosyć spore, jedno wystarcza co najmniej na dwa razy, saszetka mogłaby być podzielona na pół, wygodniej byłoby jej używać a produkt starczał by na dłużej. Jedyna wada jest taka, że są one dostępne w sklepach H&M ( i niestety nie we wszystkich) i są dosyć drogie. Około 5 zł za jedno opakowanie.



1. Maseczka uspokajająca gruszka&melon ma za zadanie wyciszyć zmysły i zrelaksować naszą skórę. Dodatkowo oczyszcza twarz. Kolor jest lekko zielony, jest łatwa w aplikacji, maseczkę nakładamy na twarz i po 10/15 minutach zmywamy ciepłą wodą. Skóra jest gładka i miła w dotyku. 
2. Malinowa maseczka oczyszczająca - ma w składzie ekstrakt z maliny, mango, moreli, brzoskwini i granata. Pięknie owocowo pachnie, jak owocowy kisiel. Zapach jest odprężający. Ma biały kolor (swoją drogą, myślałam, że będzie raczej różowy). Rzeczywiście oczyszcza, i wygładza naszą buzię. 
3. Ochronna maseczka kokosowa zawiera masło shea i masło kokosowe, fajnie nawilża i delikatnie oczyszcza skórę. Zapach jest dosyć intensywny, maseczka lekko zastyga na buzi. Jest kojąca, sprawia, że nasza twarz jest gładka w dotyku.
4. Ostatnia, którą miałam okazję testować to przeciwutleniająca maseczka jagodowa. Tą wersję lubię najbardziej. Ba fajny, bogaty skład, zawiera przeciwutleniacze, chroni i odświeża skórę. Jest też delikatnie oczyszczająca. Zawiera olejek z pestek brzoskwini, który dobrze nawilża. Pachnie naprawdę obłędnie! 
Wiem, że są też dostępne inne wersje maseczek: wygładzająca z glinką z jagodami goji i granatem, delikatna maska z miodem manuka i jaśminem, oczyszczająca,rozgrzewająca waniliowaaloesowa oczyszczająca, pomarańczowa maseczka peel-off, energetyzująca limonkowa, i ta, na którą mam największą ochotę - czekoladowa


Zbliżamy się ku końcowi (troszkę Was jeszcze jednak ponudzę), teraz będą maseczki, z których śmieje się mój chłopak :) Czyli nazywane przeze mnie tzw. 'szmaciaki' :) Maski, zwane potocznie kompresami...



1. Maska Mooya - tak jak te z Bielendy podzielona jest na dwa etapy, bioaktywną maskę i serum. Pierwszy raz miałam z nią do czynienia za sprawą pudełka Glossybox. Wtedy po raz pierwszy widziałam w ogóle taką maseczkę do twarzy :) Nie widziałam jej nigdzie stacjonarnie, szkoda, byłaby wtedy łatwiej dostępna. Wiem, że można ją kupić na stronie producenta (www.beautyface.pl) Teraz jest promocja, kupimy je za około 14 zł, normalna cena to coś koło 25 zł, więc dużo drożej. Jest ich parę rodzai, ja mam wariant perła - gładkość i delikatność. To moje drugie opakowanie tego wariantu. Pierwsze opakowanie, z jakim miałam przyjemność się spotkać było to Total Efekt Wypełniacz Kolagenowy. Wszystkich wariantów jest około 20, więc jest w czym wybierać. Dla każdego, co innego :) Na opakowaniu znajdziemy informację, że jest to produkt profesjonalny. Nie zawiera parabenów, barwników, ani konserwantów i jest przebadany dermatologicznie. Opakowanie zawiera intensywnie działającą maskę na twarz i szyję, w postaci bawełnianego płata silnie nasączonego naturalnymi substancjami oraz aktywne serum, którym kończymy zabieg, i które ma za zadanie odmłodzić i poprawić stan naszej skóry. Ogólnie aplikacja jest bardzo łatwa i przyjemna (po prostu wyciągamy produkt z opakowania i kładziemy na buźkę). Maska ma przyjemny, delikatny i świeży zapach. Można się zrelaksować i odpocząć. W moim odczuciu jest to produkt taki trochę luksusowy :) Żałuję jedynie, że produkt jest dosyć drogi w cenie regularnej i niestety trudno dostępny...
2. Maska kompres 4D intensywnie liftingująca i modelująca twarz marki Dermo pHarma+. Ja swoją kupiłam w Hebe, widziałam, że też jest spory wybór tych masek. Cena to niecałe 7 zł. Kompres, który nakładamy na twarz nasączony jest aktywnymi składnikami, w składzie znajdziemy m.inn.; kawior, kwas hialuronowy, ekstrakt z zielonej herbaty, ekstrakt z granatu, wit. E, glukozaminę i wiele innych. Kompres równomiernie rozprowadza się na buzi, wnika w głębokie warstwy skóry, wygładza zmarszczki i poprawia elastyczność, nawilża, i podobno rozjaśnia przebarwienia. Bardzo ładnie pachnie, mam ochotę na inne warianty. Działa bardzo fajnie, trzeba jednak zastosować parę razy, żeby zobaczyć efekt. Jak na taki profesjonalny zabieg, który możemy samemu sobie zrobić w domu, maska nie jest droga i łatwo dostępna. 
3./4. Maski kolagenowe firmy skin Recovery/Purederm koreańskiego producenta Adwin. Cena coś około 6zł, ale widziałam, że często są w promocji, ja swoje kupiłam w drogerii Hebe. dostępnych było parę wersji, ja skusiłam się na malinową a także czekoladowo-kakaową. Mają w składzie kolagen i witaminę e, które mają zapobiec starzeniu się skóry, oraz ją rozświetlić. Kupiłam je jedynie ze względu na zapach, wcześniej nie miałam przyjemności poznać się z nimi. Wcześniej miałam jeszcze wariant lawendowy, na pewno skuszę się jeszcze na delikatny rumiankowy. Kompres jest porządnie nasączony, jednak po nałożeniu nic nam na szczęście z buzi nie spływa. Producent zapewnia, że są w 100% wykonane ze składników naturalnych, w składzie natomiast mają parabeny... :/ Jeżeli ktoś lubi azjatyckie kosmetyki, na pewno będzie zachwycony, maski są dobrze dostępne, dosyć tanie, i warte wypróbowania.

Ostatnia 'grupa' to chyba najbardziej popularne i znane maski - Firmy Ziaja. Ziaję uwielbiam w każdej postaci. Uważam, że mają świetne, godne uwagi i polecenia produkty. No i co najważniejsze - nasze, rodzime! Maseczki z glinką to jeden z moich ulubionych must have. Spośród tej grupy, nie mam ulubieńca. Kocham je wszystkie tak samo. Wszystkie robią mojej skórze dobrze <3. Lubię je aplikować w zależności od tego jaki mam humor. Dostać je możemy niemal wszędzie, są najłatwiej dostępne ze wszystkich przedstawionych. Są najtańsze, kupić je możemy już nawet za 1,20 zł. Ja zazwyczaj kupuję je w firmowych sklepach Ziaji, albo w Rossmannie. Maski są wydajne, jedno opakowanie spokojnie wystarczy na dwa użycia.



1. Maska regenerująca z glinką brązową - przeznaczona jest dla każdego rodzaju skóry, po nałożeniu na twarz glinka rzeczywiście ma kolor brązowy. W składzie ma olej canola, proteiny ze słodkich migdałów, glicerydy kokosowe, wit. E i prowitaminę B5. Odżywia i regeneruje podrażnioną skórę. Łatwo się zmywa, ma przyjemny kokosowo kakaowy zapach. 
2. Maska anty-stres z żółtą glinką. Działa chyba naprawdę, bo zawsze poprawia mi nastrój - fajnie wygląda na buzi ;) Jakby się miało musztardę na buzi ;) Ma bardzo bogaty skład, skóra jest jakby bardziej odżywiona. Skóra nabiera zdrowego blasku, zapach przypomina mi trochę zapach migdałów, relaksuje i odpręża. 
3. Maska dotleniająca z glinką czerwoną - ma kolor taki bardziej pomarańczowy, aktywnie rewitalizuje skórę, łagodzi podrażnienia, i wzmacnia proces dotlenienia komórek skóry. Po zmyciu maseczki skóra jest mięciutka i nawilżona, nie zapycha i nie uczula. Miło, łagodnie pachnie. 
4. Maska oczyszczająca z glinką szarą - to była pierwsza maska Ziaji, jaka wpadła w moje ręce. 'Wyglądam' w niej jak bladziok i ufo ;) Przeznaczona jest do skóry mieszanej, trądzikowej i tłustej. Ja mam mieszaną w kierunku do suchej i krzywdy mi nie zrobiła. Używam jej zawsze jak mam jakieś niedoskonałości. Jestem jej wierna, nie próbowałam żadnej innej maseczki oczyszczającej tego typu. Dobrze oczyszcza, zmniejsza pory, pochłania sebum. Zapobiega powstawaniu podrażnień, aktywnie nawilża, ma też składniki o właściwościach kojących. 
5. Maska kojąca z glinką różową. Łagodzi, redukuje podrażnienia na skórze, aktywnie nawilża i tworzy warstwę osłaniającą naskórek. Polecana jest dla skóry wrażliwej. Ma delikatny, nienachalny zapach, zmniejsza zaczerwienienia, nie wysusza, zmiękcza naskórek i bardzo dobrze odżywia. Używam jej zawsze jeśli moja buzia napotka jakiś kosmetyk, który mnie podrażni, uspokaja wtedy moją cerę. 
6. Ostatnia maseczka, Phyto Aktiv, to moje ostatnie odkrycie, nie próbowałam jej nigdy wcześniej, bo nie miałam takiej potrzeby. Od jakiegoś czasu zaobserwowałam że na mojej buzi widoczne zaczęły być pojedyncze naczynka, przy okazji jakiś tam zakupów sięgnęłam więc po maseczkę żelową wzmacniającą, przeznaczoną dla cery naczynkowej. Jak nazwa wskazuje ma konsystencję żelową, bardzo dobrze się nakłada, nic nie spływa. Ma delikatny, lekko kwiatowy, przyjemny zapach. Przynosi ulgę, twarz naprawdę mniej się rumieni, wzmacnia naczynka i regeneruje naskórek. Na pewno będę do niej wracać. 


Maseczek na mojej twarzy przewinęło się dosyć sporo, nie wszystkie okazały się być dobre dla mojej skóry. Nie wszystkie mi pasują. Podrażniają mnie niestety maseczki 
Lirene, AA, czy Perfecty a szkoda, bo mają bardzo fajny wybór. Ciekawa jestem jakich Wy macie swoich 'buziowych ulubieńców' ?


do następnego! 
<3





piątek, 2 maja 2014

Nawilżanie z Sephorą...

Z racji tego, że majówka to czas wypoczynku i relaksu, dzisiaj będzie bardziej chillout'owo i spokojnie. Będzie o relaksie naszej skóry ;) Od jakiegoś czasu kupuję produkty do pielęgnacji marki Sephora. Fajnie, że do wyboru jest zawsze mała i większa pojemność, dzięki temu można przetestować więcej produktów, i dobrać to co pasuje naszej skórze. Tymi dwoma, które chcę Wam dzisiaj pokazać jestem po prostu zachwycona :) Pewnie są już dobrze znane i mam nadzieję lubiane, bo żadne nowości to to nie są... 
Mowa tutaj o super odżywczym maśle do ciała i kojącej mgiełce do twarzy



Super odżywcze masło do ciała, bardziej znane jako super supreme body butter, odkryłam już jakiś czas temu. Wcześniej, znałam ten produkt tylko w postaci próbek, które dostałam przy okazji jakiś tam zakupów i już po pierwszym zastosowaniu wiedziałam, że to nie koniec naszej znajomości ;) Masło dostać możemy oczywiście w perfumeriach Sephora, w dwóch pojemnościach: 95ml (cena 25zł) i dużo większej 470ml (cena też dużo większa 75zł). Ja już dwa razy kupowałam to mniejsze opakowanie. Jakoś tak ciężko jest mi wydać jednorazowo ponad 70zł na balsam.. 


  • masło świetnie nawilża i odżywia skórę, 
  • przy regularnym stosowaniu widać poprawę w gładkości i jakości skóry - jest bardziej miękka i sprężysta,
  • opakowanie (nawet to mniejsze) jest bardzo wydajne,
  • aplikacja jest bardzo przyjemna,
  • ma piękny, delikatny zapach

Masło jest idealne dla osób, które mają suchą lub przesuszoną po zimie skórę. Ja zazwyczaj stosuję go wieczorem, po kąpieli, jego głębokie nawilżanie sprawia, że efekt zostaje do rana. 


Ma maślaną, gęstą i treściwą konsystencję, dzięki temu idealnie nawilża naszą skórę. Ultra bogata konsystencja wzbogacona masłem karite sprawia, że używanie jest wyjątkowo przyjemne, zapewnia skórze pełny komfort i intensywnie ją nawilża, nie pozostawiając przy tym tłustej warstwy. Do tego ma piękny zapach, który jest jednocześnie delikatny, ale też bardzo intrygujący. Pachnie dosyć dziwnie, ale bardzo ładnie, w swoim składzie zawiera masło shea, olej kokosowy, wyczuwalne są tam też nuty mango, kwiat róży i gardenii. Jest przyjemny i nienahalny. Troszkę słodki, owocowy, kwiatowy, ale bardzo delikatny. Kojarzy mi się z czystym morzem, pięknym, ciepłym piaskiem, świeżością i eh nie wiem czym jeszcze ;) Ale właśnie ten zapach urzekł mnie najbardziej podczas zakupów. 

Ogólnie odczucie mam bardzo pozytywne, produkt jest naprawdę godny polecenia. Jedynym minusem może być cena, ale zawsze można przetestować tą mniejszą wersję, która też będzie bardzo wydajna :)

Drugi produkt, który mnie zachwycił, i który myślę, że będzie pasował każdemu, jest mgiełka orzeźwiająco - kojąca do twarzy. 


Fachowo nazwana przez Sephorę softening facial mist, to nic innego, jak wodna mgiełka do twarzy. Tak jak masło występuje w dwóch pojemnościach, mniejszej 75ml (cena 15zł) i większej 150ml (cena 25zł). Bardziej opłaca się kupić większe opakowanie, ja mam to mniejsze, z racji tego, że chciałam najpierw przetestować czy mgiełka będzie mi odpowiadała, poza tym mniejsze opakowanie jest wygodniejsze do torebki, czy w podróży, a wierzcie mi większa wersja 150ml, to naprawdę wielka flacha. Do kupienia bez problemu w każdej Sephorze, także w ich sklepie on-line. 
Mgiełka jest w atomizerze, nadaje się idealnie do odświeżenia twarzy w ciągu dnia. Nie powoduje uczucia ściągnięcia skóry twarzy, parę razy używałam jej rano po oczyszczeniu zamiast toniku i wieczorem po zmyciu makijażu.
  • zawiera cenne minerały i ekstrakt z lotosu, który koi i odświeża skórę,
  • dobrze odświeża w ciągu dnia,
  • bardzo dobra wydajność,
  • mgiełka jest delikatna, nie podrażnia,
  • pięknie, świeżo pachnie,
  • nadaje się do wrażliwej skóry, nie powoduje podrażnienia i uczulenia,
  • ma fajny format, nadaje się do torebki,
  • jest tania i łatwo dostępna
  • ma fajny atomizer, jest łatwa w użyciu


Mgiełka jest bardzo delikatna, nie zawiera parabenów, ani alkoholu, jest więc przyjazna dla naszej skóry, nie wysusza. Na opakowaniu widnieje informacja, że była testowana dermatologicznie i okulistycznie. 
Tego typu produkt szczególnie dobrze sobie radzi latem, kiedy podczas upałów twarz bywa napięta, przegrzana i łatwo się przesusza. Łagodzi podrażnienia, pomaga odświeżyć skórę w upał i obniżyć jej temperaturę, pomaga także przy stanach zapalnych, przynosi ulgę i koi. 


Podsumowując, bardzo polecam Wam obywa opisywane produkty. Są godne wypróbowania, łatwo dostępne i robią dobrze naszej skórze :-)


Oprócz kosmetyków kolorowych, bardzo lubię te sephorowskie przeznaczone właśnie do pielęgnacji ciała i twarzy, jestem wielką fanką miceli, żeli i kremów do twarzy, a Wy jakie kosmetyki made by sephora lubicie najbardziej? 

<3 do następnego!

wtorek, 29 kwietnia 2014

Pachnidełka Yankee Candle

Wszyscy mają Yankee Candle, mam i ja! <3



O szaleństwie i miłości do tych świeczek i wosków nie trzeba dużo pisać. Yankee mania chwyciła i mnie. Napalona, obczytana o ich uwielbieniu przez inne dziewczny zapragnęłam mieć je i ja. Jak na razie skusiłam się tylko na woski, ponieważ były najłatwiej dostępne, no i najtańsze – w razie gdyby mi nie spasowały... niestety stało się tak – że i ja przepadłam! <3 Jak na razie mam ich sześć, ale to na pewno nie koniec, bo mam wielką ochotę na więcej...

Nie widziałam ich w sklepach stacjonarnych, więc pierwszy zakup zrobiłam w sklepie internetowym – wybór padł na mintishop.pl z którego jestem ogólnie bardzo zadowolona, za profesjonalizm i szybciuteńką realizację. Nie były drogie – około 6, 7 zł za wosk.
Na mintishop.pl kupiłam trzy: Lemon Lavender, Waikiki Melon i kultowy Soft Blanket.
Pachną przecudnie...



Lemon Lavender to piękny zapach lawendy, przeplatający się ze świeżą cytryną. Nie każdy lubi lawendę, natomiast ja na jej punkcie mam ostatnio hopla. Wszystko co lawendowe, zachwyca mnie baardzo ;-) Dlatego podczas zakupów dostaję fioła i wybieram zawsze, jeśli jest, wersję lawendową... płyny do płukania tkanin, mydła, proszki, żele pod prysznic, płyny do kąpania, zapachy, aerozole, balsamy.. wszystko mam lawendowe! ;-)
Waikiki Melon jest niezwykle słodziutki i przyjemny. Zapach melona i pomarańczy poprawi nastrój każdemu ponurakowi. Palę go zazwyczaj gdy pogoda za oknem nas nie rozpieszcza – przynajmniej poprawia mi humor.
Ostatni, Soft Blanket podoba mi się najbardziej. Klasyczny zapach cytrusów i wanilii przepięknie wypełnia aromatem całe pomieszczenie. To ciepły i pobudzający zapach. W sam raz pod ciepły, mięciutki kocyk, tak jak sugeruje nazwa. Patrząc po opiniach i zachwytach dziewcząt na innych blogach, jest chyba najczęściej kupowanym woskiem. Palę go tak namiętnie, że niedługo będę musiała zaopatrzyć się w nowy.

Natomiast trzy kolejne kupiłam w Silesi w Katowicach całkiem przypadkowo – nawet nie wiedziałam, że mają tam stoisko Yankee Candle. Mało w szał nie wpadłam ze szczęścia ;-)
W Silesi nabyłam Lovely Kiku, Lilac Blossoms i Strawberry Buttercream.



Lovely Kiku to zapach chryzantemy połączony z zapachem wanilii i kwitnącej wiśni. Pachnie ładnie, ale potem staję się troszkę duszący. Mój Chłopak stwierdził że pachnie świeżo wypranymi skarpetkami ;-) Ze wszystkich sześciu wosków, ten podoba mi się najmniej.
Lilac Blossoms to połączenie mojej ulubionej lawendy i bzu. Pachnie przepięknie, wiosennie, świeżutko. Aż chcę się wąchać..
Strawberry Buttercream to słodki aromat truskawek w bitej śmietanie. Lubię takie owocowe nuty zapachowe. Zapach jest bardzo przyjemny, słodki ale nie drażniący. Przypomina o lecie i sezonie na truskawki -)

Oh, mam ochotę na więcej. Woski mają takie cudne nazwy, że samo ich czytanie już pobudza mój nos ;-) Przy najbliższej okazji na pewno zaopatrzę się w następne.



Oprócz wosków Yankee mam też trzy zwykłe świeczki z Home&You, które też bardzo lubię i palę równie często. Kupiłam je na wyprzedaży za grosze... Mam trzy wersje zapachowe; białą czekoladę, red berries, no i oczywiście lawendę! ;-) Świeczki są w blaszanych, małych pojemniczkach z pokrywkami, pięknie pachną i długo się palą.

Wszystkie moje pachnidełka mieszkają sobie w wiklinowym koszyczku z ikei i zawsze są pod ręką



Dobrze pachnący zapach potrafi umilić nam dzień, poprawić nastrój, zbudować klimat. Pod warunkiem, że nie jest drażniący dla nosa. Jakie są Wasze ulubione zapachy, a jakie nie bardzo...lubicie umilać sobie wieczory paląc świece?

<3

niedziela, 27 kwietnia 2014

Szał ciał w Rossmannie / -49%

Rossmannowski szał ciał ogarnął chyba nas wszystkie ;) Jako że dzisiaj kończy się pierwszy etap promocji na kolorówkę, postanowiłam pokazać Wam, co i ja kupiłam..
Przypominam, że promocja 22.04.14 - 27.04.14 obowiązywała na wszystkie podkłady, pudry, róże i korektory do twarzy. 
Od jutra, 28.04.14 - 4.05.14 będzie szał na kredki, tusze do rzęs i eyelinery,
a od 5.05.14. - 11.05.14 wariować będziemy na punkcie szminek, kredek do ust i lakierów do paznokci. Wszystko oczywiście -49% !!

Od jutra rusza także szaleństwo w drogeriach Natura.. -40% na całą kolorówkę. Fajnie, bo są tam kosmetyki Catrice i Essence, które bardzo lubię, a będę je mogła kupić za grosze...A mam już wpatrzonych kilka.


Jako, że podkładów mam już dosyć sporo (ciągle szukam ideału, ale mam już kilku ulubieńców) zbyt dużego pola do popisu nie miałam, postanowiłam przetestować coś, co jeszcze w moje ręce nie wpadło. Padło na podkład firmy Manhattan Easy Match Make Up, w najjaśniejszym odcieniu, czyli Soft Porcelain 30. Jako że miałam już parę produktów tej marki i o dziwo bardzo się z nimi polubiłam, pomyślałam, że będzie to dobry wybór. Jak na razie użyłam go parę razy i na razie jestem zadowolona, podkład ładnie stapia się ze skórą, nie tworzy maski, jest nawilżający, ładnie pachnie i jest przyjemny w aplikacji. Na promocji zapłaciłam za niego około 15 zł.
Drugim, który wpadł do koszyka był już oglądany przeze mnie kilka razy podkład marki Astor Mattitude Anti Shine/High Definition. Mam odcień 001. Na promocji kosztował 24 zł. Bardzo byłam ciekawa, jak się sprawdzi. Ma bardzo ładne opakowanie, które wygodnie trzyma się dłoni. Jest to podkład matujący, beztłuszczowy. Jeszcze go nie próbowałam, ale producent obiecuje, że doskonale matuje cerę, redukuje widoczność porów i wygląda naturalnie. No zobaczymy.. Strasznie jestem ciekawa.. 
Kupiłam również korektor Maybelline Affinitone, który bardzo lubię. Jest to moje już kolejne opakowanie. Mam odcień 01 Nude Beige. Korektor jak korektor - służyć ma do maskowania niedoskonałości i zakrywania cieni pod oczami, i pod tym względem sprawuje się super. Jego cena regularna to coś koło 27 zł, na promocji zapłaciłam za niego około 14 zł. Ma fajną kremową konsystencję, nie uczula, nie roluje się, długo się utrzymuje, czegoż chcieć więcej :) 


Z 'sypkich' kosmetyków skusiłam się na puder sypki Soft Mat Loose Powder z Manhattanu, który już kiedyś miałam i z którego byłam bardzo zadowolona. Mam w kolorze Natural 1. Jest bardzo delikatny, nie zatyka, nie zapycha, ładnie wykańcza makijaż, jest megawydajny. Kosztował też coś koło 15 zł. 
Drugi stały bywalec, który gości w mojej kosmetyczce zawsze to prasowany puder Rimmel Stay Matte 001 Transparent. Bardzo dobrze matowi twarz, nie uczula, nie podkreśla suchych skórek, kolor jest idealny dla mojej bladej skóry :) Kupuję go zawsze, gdy nadarzy się promocja. Kosztował jakieś niecałe 14 zł. 
Przechodząc obok szaf Wibo natknęłam się na brązująco - rozjaśniający puder w kulkach Sun Touch Powder. Były dwie wersje różowa i brązowa. Ja mam tą brązową. W pudełku znajduję się 17g mieniących się kuleczek. Ciekawa byłam tego kosmetyku, a że był tani (na promocji zapłaciłam coś koło 7zł ) postanowiłam spróbować. Puder nadaje efekt opalenizny, ale trzeba uważaj bo na pędzel nabiera się go rzeczywiście sporo, więc łatwo przesadzić. Rozświetla skórę i ładnie się stapia z cerą. Niska cena tylko zachęca do zakupu. 


To by było na tyle jeśli chodzi o moje szaleństwa w Rossmannie. Za tuszami raczej szaleć nie będę, mam natomiast jeszcze ochotę na jakiś cień Maybelline Color Tatto, mam już dwa kolory, jestem bardzo zadowolona. Rozejrzę się też za nowymi wiosennymi odcieniami szminek Color Whisper też marki Maybelline.
W Naturze natomiast zaciekawiły mnie nowe rozświetlacze/pudry rozświetlające z Catrice. 

a na co Wy będziecie jeszcze polować? Jakieś nowości, czy raczej uzupełnianie zapasów?

Buziaki <3 

sobota, 26 kwietnia 2014

Ulubione rzęsowe mazidła...

Witajcie,

Oooosz, ile ja czasu zbierałam się za napisanie mojego pierwszego posta... Najarana byłam strasznie, doczekać się nie mogłam, ale zawsze coś stawało na przeszkodzie.   
      
Z racji tego, że pogoda dzisiaj się nie popisała, stwierdziłam, że już dosyć tych moich wymówek, i czas już zacząć tą moją przygodę z blogosferą, która tak bardzo mnie zachwyciła :-) bo jak nie teraz, to kiedy..?

Dzisiaj w kilku słowach chcę Wam pokazać moje ulubione tusze do rzęs. Tuszy przetestowałam wiele i mam ich dalej dosyć sporo, postanowiłam zrobić więc podsumowanie i wyszło że takich prawdziwych ulubieńców mam tylko parę.
Kiedyś długo wierna byłam Max Factor 2000 Calorie – uważam, że to prawdziwy klasyk. Ulubieńców natomiast przybyło i oto i oni :


Maybelline Tusz One by One

Bardzo, bardzo lubię tusze Maybelline, ponieważ są w przystępnych cenach a poza tym działają cuda :)
Myślę, że tusz ten jest doskonały dla osób które mają krótkie i rzadkie rzęsy ponieważ ładnie im je wydłuży  i pogrubi.
Pierwszy raz kupiłam go pod wpływem Aliny z bloga designyourlife.pl, i jest to już moje jego drugie opakowanie. Jest cudowny, łatwy w aplikacji, bardzo wydajny, pozwala uzyskać efekt pięknego oka. Na pewno będzie stałym mieszkańcem mojej kosmetyczki :)

Plusy:
łatwo dostępny,
świetna silikonowa szczoteczka, która idealnie rozdziela rzęsy,
przyjemna cena, łatwo dostępny
bardzo wydajny,

Minusy:
Nie ma :)

Tak samo zachwycona jestem tuszem The Rocket Volum Express, również marki Maybelline
Cudnie zwiększa objętość, można nim wyczarować niesamowite rzęsy.
Mimo, że szczoteczka wydaje się być kosmicznie duża, to malowanie nim wcale nie jest trudne.

Plusy:
nie skleja i nie kruszy się,
ładnie rozdziela,
łatwo się zmywa,

Minusy:
Nie ma :)

Tusz do rzęs Benefit They're Real!

Do zakupu tego tuszu zbierałam się już bardzo długo. Pod wpływem licznych opisów i zachwaleń na blogach, które czytałam, chciałam mieć go i ja. Przy okazji jakiejś tam promocji w Sephorze drapnęłam go do swojego koszyka. Za zestaw do którego jako gratis dołączona była brązowa miniaturka zapłaciłam 119 zł.

Plusy:
bardzo ładne opakowanie,
ładnie pogrubia i wydłuża,
wyraźnie podnosi rzęsy do góry,
nie skleja rzęs, przyjemnie się nim maluje,

Mimo, że naczytałam się też wielu negatywnych opinii na jego temat, jestem zadowolona z zakupu – jedynym minusem jest niestety cena!


Ulubioną przeze mnie mascarą jest też Loreal Vollume Million Lashes.
Ma piękne, eleganckie opakowanie, które będzie ozdobą każdej kosmetyczki. 

Tusz pięknie pogrubia rzęsy, ma bardzo intensywny kolor.



Plusy:
bardzo mocno pogrubia,
nie rozmazuje się, mimo że nie jest wodoodporny,
nie podrażnia,
ma bardzo ładne opakowanie,
ma też bardzo ładny zapach ;)

Minusy:
w regularnej cenie jest trochę drogi – trzeba polować na promocję.


Na zdjęciu widnieje też jeszcze jeden z moich ulubieńców - Maybelline Pulse Perfection Vibrating Mascara.
Tusz kupiłam w drogerii internetowej - nie pamiętam już jakiej, ale wiem że nie był za drogi. W sprzedaży stacjonarnej niestety nie widziałam go.. ale też nie rozglądałam się za nim zbyt namiętnie ;-)
tusz ma bardzo fajną, wibrującą, silikonową szczoteczkę, która zasilana jest baterią.

Plusy:
bardzo ładnie rozczesuje i podnosi rzęsy,
nie kruszy się i nie rozmazuje,
ma ładny, głęboki czarny kolor,
mała i prosta szczoteczka ( dla niektórych może być to minus )

Minusy:
dla niektórych osób może się wydawać czasochłonny w nakładaniu - poprzez drgania szczoteczki, ale ja nie miałam z tym problemu.




Ciekawa jestem jakie są Wasze ulubione mazidła do rzęs.... A jakich nie lubicie. Może rzęsowe buble doczekają się u mnie też posta..

Uff i jakoś przebrnęłam.. 

Do następnego, pozdrawiam! <3