Dzisiaj na szybko chciałam Wam przedstawić moich 'marcowych przyjaciół', mowa więc będzie o produktach kosmetycznych, których w ubiegłym miesiącu używałam najczęściej i najchętniej.
Nie ma tego za wiele, ale ważne żeby było, krótko i na temat :)) Skupiłam się raczej na produktach do pielęgnacji, bo jeśli chodzi o kosmetyki do makijażu, to niedawno o moich codziennych ulubieńcach mogłyście poczytać <ulubione kosmetyki do makijażu>
Avon Advance Techniques, Spray dodający blasku, kupiony z najnowszego katalogu, z ciekawości. Bardzo fajna mgiełka, którą rozpylamy na lekko wilgotne lub suche włosy. Pamiętam, że Avon w swojej ofercie miał kiedyś podobny produkt, lecz nie za miłe mam z nim wspomnienia. Śmierdział i kleił się bardzo. Ten spray jest natomiast całkiem inny, nie dość, że uwielbiam jego zapach, który długo się utrzymuje, to włosy naprawdę są pięknie lśniące :) Trzeba tylko pamiętać, by psiknąć dosłownie odrobinę, żeby nie uzyskać przesadzonego 'efektu tłustych włosów'. W tym przypadku sprawdza się stwierdzenie, że co za dużo, to niezdrowo ;)) Mgiełki używam codziennie i jestem zadowolona. kosztował coś poniżej 10 zł, więc myślę, że warto.
Jeśli jesteśmy w temacie włosów, to od jakiegoś czasu lubię używać Olejków na gorąco z pszenicą i kokosem z serii Nature Secrets, marki Oriflame, które mają tak piękny zapach, że czuć je już przez zamknięte opakowanie. Intensywnie odżywiają i regenerują suche włosy. Te małe, jednorazowe tubki kosztują coś poniżej 5 zł. Jak na olejki są dosyć wodniste, więc trochę trzeba uważać podczas aplikacji. Co jakiś czas zamawiam więc kilka takich opakowań, dzięki nim końcówki moich włosów są naprawdę gładziutkie, pachnące, zregenerowane i odżywione. Serdecznie Wam polecam.
Jakiś czas temu, kupiłam na promocji w SP wodę micelarną do demakijażu z płatkami róży firmy Nuxe. I jestem zachwycona. Mimo, że nie do końca lubię różane zapachy, to ten jest dla mnie całkiem przyjemny. Produktu używam jednak głównie jako toniku, gdy makijaż mam już zmyty. Świetnie odświeża, jest polecany dla wrażliwej skóry, więc absolutnie nie podrażnia. Nie wiem, jak sprawdza się do zmywania makijażu, bo ja makijażu nim po prostu nie zmywam. Trochę stosuję go niezgodnie z przeznaczeniem, ale i tak jestem zadowolona. Wielka, 400 ml butla starczy na bardzo długo, poza tym na promocji kosztowała 34 zł, więc nic tylko brać :)) A że markę Nuxe bardzo lubię, więc dałam się skusić.
Na przełomie stycznia i grudnia kupiłam na promocji serum przyśpieszające wzrost rzęs Long 4 Lashes, marki Oceanic, które używam do dzisiaj, więc to nie tylko taki marcowy ulubieniec. I muszę przyznać, że rzeczywiście widzę różnicę w długości moich rzęs. Są wyraźnie dłuższe :)) Szczególnie te, w zewnętrznych kącikach. Nie stosuję go niestety codziennie, prawie, ale jednak nie codziennie. Czasami, po ciężkim dniu, po kąpieli wprost padam do łóżka, i po prostu zapominam się nim maznąć, a i tak efekty widzę, więc nie jest źle.. Pewnie będę kupować to serum regularnie, co pół roku (na tyle ma starczyć jedno opakowanie), bo dzięki niemu mam po prostu ładniejsze spojrzenie ;)
Jakiś czas temu kupiłam duet marki Bioliq - krem kojąco-wzmacniający i intensywne serum rewitalizujące, które teraz doczekało się swojego 'używania'. Krem stosuję codziennie rano solo, serum natomiast najczęściej wieczorem razem z kremem. Dzięki tym produktom, moja skóra twarzy wyraźnie się wygładziła i odżywiła. Duet zredukował też moje niewielkie zaczerwieniania, i popękane naczynka. Krem idealnie nadaję się pod makijaż, dobrze współgra i z podkładem i z bazą. Serum jest bardzo wydajne, aktywnie nawilża, produkt aplikuję się za pomocą wygodnej i łatwej w stosowaniu pipetki. Ten duet sprawił, że nie mam już problemu z suchą skórą, jeśli będzie tak fantastycznie sprawdzał się dalej, to na pewno będę do niego wracać :)
Ostatni produkt, którym zachwycała się moja buzia w marcu, był wygładzający peeling do twarzy z Sylveco, który kupiłam u siebie w mieście na pasażowej Mydlarni. Peeling stworzony jest na bazie oleju słonecznikowego i palmowego i przeznaczony jest do oczyszczania suchej, zmęczonej skóry twarzy. Produkt zamknięty jest w odkręcanym słoiczku, z metalową nakrętką, ma formę twardego, gęstego, zbitego kremu, który przy kontakcie z ręką i wodą jakby się 'rozmiękcza'. Łatwo masować nim twarz, po spłukaniu zostawia lekko tłusty film (który mi akurat nie przeszkadza, bo dodatkowo nawilża), a skóra jest idealnie gładziutka i pięknie pachnąca.
Jestem też bardzo ciekawa drugiej wersji peelingu - tej oczyszczającej, ale na razie nie mam aż takich problemów ze swoją skórą, ale myślę, że kiedyś też go wypróbuje. Z czystej ciekawości :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sylveco. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sylveco. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 7 kwietnia 2015
sobota, 4 kwietnia 2015
Szybkie zakupy, szybki post... (#4)
Dzisiaj przybywam do Was z szybkim postem z cyklu 'Szybkie zakupy...' ;)) Ostatnio wybrałam się do Silesii w Katowicach w poszukiwaniach jakiejś fajnej wiosennej kurtki, a że zawsze jak się czegoś szuka, to akurat tego nie ma, no to skończyło się jak zwykle na innych drobnych zakupach, tylko że bardziej kosmetycznych ;)
Wstępując do The Body Shop, miałam nadzieję kupić sobie rumiankowe masło do demakijażu, o którym bardzo dużo czytałam na innych blogach i które zapragnęłam mieć i ja, ale będąc w sklepie pani poinformowała mnie, że produkt nie za bardzo polecany jest do zmywania makijażu oczu, raczej twarzy, i ochota jakoś mi zmalała... Muszę więc jeszcze trochę więcej o tym masełku poczytać. Skusiłam się za to na jedno z kultowych maseł do ciała, które są teraz na promocji i wybrałam wersje Papaya Body Butter :)) Pachnie przepięknie, słodziutko ale nie mdląco. Obwąchałam prawie wszystkie wersje i to ta spodobała mi się najbardziej :) Słoik ma pojemność 200 ml, więc na pewno starczy na dłużej, ale cena - nawet ta na promocji 39 zł moim zdaniem to i tak lekka przesada :) W gratisie dostałam odlewkę kremu do rąk, Hemp Hand Protector, który myślałam, że spodoba się mojemu chłopowi, ale jednak go nie przekonał. Pomimo ogólnego blogowego zachwytu, mnie jakoś za bardzo nie zachwycił, mimo wszystko muszę przyznać, że konsystencja i działanie jest ok, ale ten specyficzny zapach niestety drażni mój nos :)
Do Douglasa wpadłam na szybko, bardzo chciałam kupić któryś z nowych błyszczyków do ust Nyx'a, a właściwie Butter Gloss które widziałam już na kilku blogach i spodobały mi się bardzo. Prawie wszystkie kolory mi się spodobały, ale na razie skusiłam się na jeden, BLG08 Apple Strudel. Ma przepiękny zapach i fajną, gęstą konsystencję, w ogóle nie przypomina standardowego 'rzadkiego' błyszczyka. Jak na razie produkt bardzo mi się podoba, ma ładne, matowe wykończenie, nie klei się i jest dosyć trwały. Kolor, który wybrałam jest delikatny i raczej uniwersalny. Myślę, że będzie pasował każdej dziewczynie. Na pewno skuszę się na jeszcze inne odcienie. Kolejny w kolejce będzie na pewno Cherry Cheese Cake, piękny orange ;))
W Douglasie na zachętę 'wciśnięto' ;) mi jeszcze tusz do rzęs Clinique, a raczej wersję mini, lubianego tuszu High Impact Mascara, który już kiedyś miałam i pamiętam, że nie pałałam do niego siarczystym uczuciem, bo dawał baaaaardzo, ale to bardzo delikatny efekt, ale postanowiłam dać mu drugą szansę. Poużywam i zobaczymy jak się sprawdzi tym razem. Ale coś mi się zdaję, że Benefitu i tak nie przebije ;) No ale skoro kupiłam, to nie ma co narzekać ;))
Jako, że od jakiegoś czasu zapragnęłam być ruuuda, po drodze wstąpiłam do Super Pharm po farbę do włosów w wymarzonym kolorze ;)) Pech chciał, że nie było tej, która zawitała na moich włosach jakieś 3 tygodnie temu i miałam robić powtórne farbowanko (nie wiem, czy zmienili opakowania, czy ją wycofali, a ja głupia nie zapamiętałam, jaki to był numerek, pamiętałam jedynie kobitkę z opakowania), musiałam więc wybrać jakąś inną. Wszystkie te 'rude' wydawały mi się takie wręcz aż 'za bardzo chamsko rude', więc wybór padł na Palette Deluxe, 370 Szlachetna Jasna Miedź. Zobaczymy, jak wyjdzie. Jeśli kiepsko, będę szukać dalej.
Na pasażu w Mydlarni kupiłam sobie w końcu odżywczą pomadkę z peelingiem z Sylveco, którą chciałam ją już od dłuższego czasu, ale ciągle jej nie było. Byłam bardzo ciekawa tego produktu, kiedyś miałam już podobną z Palmers'a (tylko wiśniową) i byłam zadowolona. Poza tym to zawsze to fajny 'gadżet' do torebki. Produkty Sylveco kuszą mnie już od jakiegoś czasu, na razie mam tylko peeling do twarzy, ale chciałabym, żeby moja znajomość z tą marką rozrastała się :))
Na pasażu w Mydlarni kupiłam sobie w końcu odżywczą pomadkę z peelingiem z Sylveco, którą chciałam ją już od dłuższego czasu, ale ciągle jej nie było. Byłam bardzo ciekawa tego produktu, kiedyś miałam już podobną z Palmers'a (tylko wiśniową) i byłam zadowolona. Poza tym to zawsze to fajny 'gadżet' do torebki. Produkty Sylveco kuszą mnie już od jakiegoś czasu, na razie mam tylko peeling do twarzy, ale chciałabym, żeby moja znajomość z tą marką rozrastała się :))
W Super Pharm kupiłam jeszcze nowy tusz do rzęs Maybelline, Lash Sensational Multiplying Mascara, który ciekawił mnie już jakiś czas. Ma fajną, lekko zakręconą, ukośną, silikonową szczoteczkę, która bardzo dobrze rozdziela i podnosi i pogrubia włoski. Jak na razie jestem mega zadowolona z używania, ale poużywam trochę i zobaczymy.
Przy kasie 'szarpnęłam się' jeszcze na krem pielęgnacyjny do stóp marki Gehwol, który mimo, że bardzo krótko się znamy, to już podbił moje serce. Bardzo intensywnie nawilża, przepięknie pachnie, skóra jest gładka i przyjemna w dotyku a sam krem bardzo szybko się wchłania. Zawiera substancje aktywne z miodu, mleka, mocznik i olejek z awokado. Jest to mój pierwszy produkt tej firmy, i odbieram go bardzo pozytywnie.
To by było na tyle, jeśli chodzi o moje mini szybkie zakupy. Ciekawa jestem, czy znacie lub macie któryś z tych produktów, albo zastanawiacie się może nad zakupem.
Pozdrawiam, buziaki!
Subskrybuj:
Posty (Atom)


