Pokazywanie postów oznaczonych etykietą benefit. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą benefit. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 maja 2015

Benefit, The Bronze of Champions

Już od dawna zabierałam się z zamiarem napisania kilku słów o tym fantastycznym zestawie z Benefitu. Jego kupno też kusiło mnie długo, więc tymbardziej się cieszę, że już od jakiegoś dłuższego czasu jestem posiadaczką tegoż cudownego pudełeczka. Już na wstępie widzicie mój zachwyt nad tym produktem. Bardzo lubię takie zestawy, szczególnie te od Benefitu. Mogę wypróbować produkty, które są bardzo dobre jakościowo, a które niestety do najtańszych nie należą. W sumie za cenę jednego konkretnego produktu, możemy nabyć kilka mniejszych miniaturek, które i tak są dosyć wydajne. Dodatkowo, Benefitowe zestawy miło cieszą oko, produkty mają tak cudowną szatę graficzną, że są przesłodkie.


Zestaw kupiłam już jakiś czas temu stacjonarnie, w Sephorze, gdy było -20%, wtedy wychodzi nam o niebo korzystniej, bo cena regularna zestawu to około 149 zł.
W zestawie możemy znaleźć; 
rozświetlacz Watt's Up
bronzer Hoola, wraz z pędzelkiem
tusz do rzęs They're Real! (brązowy)
cień w kremie 'Bikini-Tini'
cień prasowany 'Thanks a latte'
błyszczyk do ust Hoola
duże lusterko oraz instrukcję i wskazówki, co, gdzie i jak nakładać :)


Przyznam szczerze, że zestaw kupiłam, bo od dłuższego czasu bardzo chciałam wypróbować benefitowe cienie i bronzer Hoola, a cenowo wraz z resztą kosmetyków opłacało się to bardzo :))


Tusz They're Real! to mój absolutny ulubieniec, w którym zakochałam się już ponad dwa lata temu i do dzisiaj nie znalazłam takiego, z którym polubiłabym się aż tak bardzo jak z tym :) W zestawie dostajemy wersję brązową - ucieszyłam się, bo bardzo lubię brązowe tusze, nawet dużo bardziej, niż czarne, gdyż z moją tęczówką wyglądają idealnie :)) Miniaturowa wersja szczoteczki jest wygodna, łatwo też wrzucić ją na codzień do torebki. O tuszu pisałam już kilka razy na blogu, wiecie więc, że ciągle jestem pod wrażeniem jego działania. Rzęsy mam fantastycznie rozdzielone, a teraz, dodatkowo, gdy zaczęłam używać odżywki Oceanica Long 4 Lashes mam je do nieba ;))
Rozświetlacz Whatt's Up ma fajną, 'pomadkową', kremową konsystencję. Ma piękny kolor, taki a'la szampański beż. Bardzo łatwo się rozciera i cudnie komponuję się ze skórą. Jest delikatny, daje naturalny look, tworzy ładną taflę, nie jest 'chamski, sztuczny i brokatowo dyskotekowy' ;)) Używam go od czasu do czasu, sztyft mimo, że jest miniaturowy, to myślę, że i tak wystarczy na bardzo długo. 
Błyszczyk do ust Hoola, produkt, który miło że jest, ale jakoś nie przepadam za stosowaniem błyszczyków. Chętnie jednak go wypróbowałam. Nie klei się i ładnie pachnie, z innego zestawu mam błyszczyk Coralista, który też był miłym dodatkiem. Kupiony osobno kosztuje około 75 zł, więc myślę, że to jednak trochę przesada. ;)
Brozner Hoola, to produkt, z którego ucieszyłam się najbardziej z całego zestawu ;) Jest delikatny, matowy, nie można sobie zrobić nim krzywdy, pięknie ożywia skórę. Nadaje się dla bladziochów, ładnie ociepla policzki ;) Można łatwo stopniować efekt, jaki chcemy uzyskać, bronzer nie robi plam. Dla mnie jest to produkt idealny :) Daję piękny efekt, a miniaturka, którą mam w zestawie i tak wystarczy na bardzo długo. Pełnowymiarowy produkt starczy więc chyba do końca życia ;)
Cienie zawarte w zestawie też są niczego sobie. Najbardziej ucieszył mnie ten w kremie, bo bardzo lubię taką formułę, poza tym sam solo na oku prezentuje się też całkiem ciekawie. Jest też idealny do rozświetlenia kącików. Natomiast razem tworzą bardzo zgrany duet, i często goszczą na mojej powiece. Są bardzo trwałe, prasowany cień nie osypuje się, a ten kremowy nie zbiera się w załamaniach. Dzięki temu zestawowi nabrałam ochoty na jakiś inny zestawik z cieniami Benefitu :)) 





Tymczasem życzę Wam miłych kolejnych, nadchodzących dni, ja jutro wybieram się na kilka dni do Gdańska i już doczekać się nie mogę tego wyjazdu. Szkoda tylko, że pogoda nie dopisuje, ale trudno... 
<3 <3 <3 buziaki!


poniedziałek, 23 lutego 2015

Codzienny , szybki makijaż / Ulubione produkty

Dzisiaj chciałam pokazać Wam moje ulubione kosmetyki, którymi robię mój codzienny, ekspresowy makijaż do pracy, co rano :) Choć mam mnóstwo kosmetyków i niestety, gdy coś wypatrzę to nieustannie kupuję nowe (powinnam się z tego leczyć!), to tych, których używam na codzień jest tak naprawdę niewiele... Są to sprawdzone i lubiane przeze mnie produkty, dzięki którym łatwo i szybko robię się 'na bóstwo' :D :P 

Ostatnio 'uczę się' i lubię robić różnego rodzaju kolaże, więc zebrałam swoje ulubione malowidła, by w ten sposób ładniej i przejrzyściej zaprezentować Wam całość, która prezentuję się tak: 


Astor, Mattitude High Definition, podkład HD, który jest moim absolutnym ulubieńcem, i zużyłam już kilka dobrych opakowań :) Kiedyś chyba muszę zrobić jego osobną recenzję. Podkład jest matujący, ma fajną konsystencję, którą łatwo rozprowadzić (ja robię to głównie pędzlem Hakuro H54 albo Flat Top Kabuki F60 z LancrOne. Próbowałam nakładać go również skunksem z Super Pharm, z serii Life, ale za dużo mi zżera tego podkładu).
Jak na moje potrzeby, dobrze kryje zaczerwienienia i niedoskonałości, jest podobno polecany dla skóry tłustej (oil free), ale ja mam skórę mieszaną, w kierunku do suchej i sprawdza się idealnie :) W mojej opinii jest niestety mało wydajny i to jedyna wada, jaką znajduje :) Aha, jako, że jestem bladziuchem mam odcień 001 IVORY. 

Gdy potrzebuję mocniejszego krycia, używam podkładu Dermablend z Vichy, który zapewnia naprawdę wysoki poziom krycia. Mam fluid korygujący - wersję dla skóry wrażliwej, odcień 15 OPAL. Oprócz tego, że jest niestety drogi (ja swój kupiłam na promocji w SP - 50%), to jak dla mnie innych wad nie ma. Kryje pięknie, jest trwały, nie zatyka, dodatkowo nawilża, doskonale wyrównuje kolor skóry i nie ma w składzie parabenów. Ma SPF 35, więc dodatkowy plus :) Wystarczy nałożyć go niewiele, gdyż krycie ma na prawdę bardzo dobre. 

Ulubiony puder prasowany, któremu jestem wierna już kilka ładnych opakowań, to Rimmel Stay Matte, w odcieniu 001 Transparent. Idealnie współgra z moimi podkładami, dobrze matuję, nie tworzy efektu maski, dla mnie w sam raz. Nie osypuje się podczas nakładania. Kolor jest idealny dla takich bladziuchów jak ja. Jedyne, do czego można się przyczepić, to felerne opakowanie, gdy spadnie, to po nim... ;) Ale nie to jest w tym wszystkim przecież najważniejsze. Naprawdę godny polecenia. 

Mój ulubiony korektor, którym tuszuję swoje wory pod oczami, to Nyx, Hihg Definition HD Photogenic Concealer Wand, korektor w płynie, jak się domyślacie, w najjaśniejszym odcieniu CWD01 Porcelain. Ma ładny, jasny kolor, rozświetla okolice pod oczami, odbija światło, bardzo dobrze kryje, nie wysusza i nie zbiera się w załamaniach. Warto go kupić i wypróbować. Sama swój kupiłam pod wpływem bloga Aliny Rose i przepadłam :) 

Baza pod makijaż Benefit, Stay Flawless, to produkt, od którego powinnam w sumie zacząć, bo jako pierwszy gości przecież na mojej twarzy. Baza jest 'mocna', przyciąga podkład jak magnes, dzięki sztyftowi jest wygodna w użyciu, robi co ma robić, więc jestem z niej zadowolona. Używam od niedawna, ale już podbiła moje serce. 


Jeśli chodzi o podkład, puder, korektor i bazę to by było na tyle. Bardzo lubię też podkłady z Max Factora (Lasting Performance - odcień 100 Fair, czy też nowy Skin Luminizer - mam w odcieniu 45 Warm Almond), latem lubię używać MACA Face&Body Foundation, mam w odcieniu N1). Przymierzam się natomiast do kupna Pro Longwear z MACA, którego jestem bardzo ciekawa. Jeśli chodzi o inne ulubione pudry, lubię też bardzo transparentny puder sypki z My Secret. Jest dobry, tani i niczym nie odbiega np. od tego z Max Factora. Marzy mi się natomiast Ben Nye Banana. Korektor lubię jeszcze ten z Maybelline, taki anty-age z gąbeczką, jednak nie kryje tak fajnie jak Nyx. Chciałabym też korektor z serii Pro Longwear z MACA, więc zobaczymy. Jeśli chodzi o bazę pod makijaż, to kiedyś długo stosowałam tą wygładzającą z Sephory, ale była mega silikonowa i zaczęło mi to przeszkadzać. 


Jeśli chodzi o brwi, to do gustu przypadło mi trio z Nyx'a, Eyebrow Powder, który mam w odcieniu 05 Brunette. Zestaw zawiera wosk, dwa brązowe cienie, ukośny pędzelek oraz szczoteczkę do wyczesania włosków. W Douglasie kosztował około 29 zł. Trio ma fajne, praktyczne opakowanie, łatwo się użytkuje i jest na pewno mega wydajne. 

Czasem, do podkreślenia swoich brwi lubię także używać po prostu kremowo - żelowego cienia Maybelline, Color Tatto, który mam w odcieniu 35 On and on Bronze, i nadaję się do tego idealnie. Gdy mam więcej czasu, bawię się natomiast farbką Ultra Aqua Brow Tint z Makeup Revolution, którą mam w odcieniu Fair, i mimo, że mam brwi bardzo ciemne, to ten odcień jest dla mnie idealny. 


Number one wśród moich ulubionych tuszy do rzęs to Benefit i They're Real! :) Uwielbiam go. Ma cudną szczoteczkę, pięknie wyczesuje, podkręca, wydłuża i unosi rzęsy, nie skleja, jednak by go polubić, trzeba nauczyć się nim malować. Jedyne, co mnie trochę smuci, to jego cena :/ Na codzień lubię używać tej małej, miniaturowej wersji, jest dla mnie wygodniejsza. 

Bardzo lubię też tani tusz do rzęs z Eveline, Extension Volume Mascara False Definition 4D, który ma fajną, silikonową szczoteczkę i ładnie mi te rzęsy rozdziela. Muszę jednak namachać się nim kilkakrotnie, żeby uzyskać pożądany efekt :) Ładnie wydłuża i trochę pogrubia. 


Jeśli chodzi o cienie, to na codzień wybieram raczej delikatny 'make up no make up'. Prawie codziennie używam pojedynczego cienia z Catrice Absolute Eye Colour 450 Oh, It's Toffeeful!. To taki jasny, delikatny, jedwabisty odcień jasno brązowo złoty. Delikatnie rozświetla powiekę, pięknie się prezentując. 

Ulubioną moją paletką jest na dzień dzisiejszy Naked 2 Urban Decay. Ma ładne, nudowe odcienie, które idealnie nadają się na codzień, można z nich stworzyć każdy rodzaj makijażu. Paletkę kupiłam ponad rok temu i do dzisiaj sprawdza się rewelacyjnie :) Mimo swojej wysokiej ceny, jest warta zakupu. 

Ostatnią nowością, która zdobyła moje uznanie jest kredka a raczej cień w kredce z IsaDory, który nabyłam całkiem niedawno w Douglasie, Twist-Up Eye Gloss Highter 02 Brown Sugar. Delikatny, ładny odcień brązu ślicznie prezentuje się na powiece, mieniąc i błyszcząc, ale bardzo delikatnie i subtelnie. Można nakładać na całą powiekę albo jako grubą kreskę, którą można rozetrzeć. Mam ochotę na inne odcienie :)


Jeśli o oczy chodzi, to lubię też paletki Sleeka, mam ich w 'swoim małym zbiorku' kilka :) Moja ulubiona to Storm i Au Naturel. Myślę też od jakiegoś czasu nad zakupem Oh So Special. 


Moje policzkowe cudaki, którymi się najchętniej na codzień maluję, to piękny róż z Pierre Rene, który mam w odcieniu 01 Soft Rouge. To bardzo ładny, chłodny, delikatny kolor różu, który idealnie stapia się ze skórą i nie ściera się z niej. Nie robi plam na buzi a kolor można stopniować. 

Mój drugi ulubieniec, to kupiony już wieki temu wypiekany róż do policzków z Lovely, z edycji zimowej Snow Blusher, w odcieniu Pink Princess. Daje bardzo delikatny efekt, ale przepięknie się 'mieni', robiąc wrażenie zimowej delikatnej tafli na policzku :) Absolutnie nie można sobie nim zrobić krzywdy. 

Odkąd kupiłam, nałogowo wręcz używam prawie codziennie... Mozaika z Essence, Multi Color Powder, Hello Autumn, to puder, bronzer i rozświetlacz w jednym :) I jest idealny, nic więc dziwnego, że tak szybko znikał z półek. 

Na codzień, w zależności od humoru, bardzo też lubię używać różu z Sephory, 20 Neon Orange, czy mozaikę z Nyx'a, w odcieniu MPB11 Truth, które pokazywałam Wam w T Y M poście. Bardzo lubię podkreślać policzki różem w kształcie serduszka, Blushing Hearts, z I <3 MakeUp, w odcieniu Candy Queen Of Hearts. 



I to by było na tyle, jeśli chodzi o mój zwykły, codzienny makijaż, wykonywany na szybko, co ranek. Wiadomo, że czasem lubię sięgnąć też po inne produkty, ale te pokazane tutaj wiodą w rankingu używalności :) Ciekawa jestem, czy Wy macie swoje ulubione kosmetyki, którym jesteście wierne co ranek :) 

POZDROWIENIA <3




wtorek, 27 stycznia 2015

Drobne zakupy: Sephora / Douglas

Całkiem zapomniałam o tym poście, choć napisałam go już początkiem stycznia :/ W okresie grudzień/styczeń jak na prawdziwą kobitę przystało buszowałam po sklepach, macałam i oglądałam wszystko, bo był to czas wyprzedaży, które niestety trwają gdzieniegdzie aż do teraz (o zgrozo, dla mojego portfela ;)). Oprócz ciuchów parę nowości kosmetycznych wtedy też wpadło w moje ręce, dlatego dzisiaj pokażę Wam moje drobnostki kosmetyczne, które nabyłam w tamtym czasie. Dzisiaj skupię się na dwóch perfumeriach, Sephorze i Douglasie, bo produkty kupione przeze mnie pochodzą właśnie stamtąd. 



Złota piątka moich nowych ulubieńców :) 

Benefit, baza pod makijaż Stay Flawless, kupiona w Sephorze. Sephora ma markę Benefit na wyłączność, więc wszystkie kultowe kosmetyki tej firmy możemy kupić właśnie tam. Na promocji zapłaciłam za nią około 55 zł (normalnie 130 zł), więc żal było nie brać :)) Baza ma fajną formułę sztyftu, jest więc bardzo wygodna w użyciu. Producent twierdzi, że baza ma zapewnić nam 15 godzin nieskazitelnie wytrzymałego makijażu. Baza ma cielisty kolor, jednak na twarzy jest bezbarwna. Idealnie trzyma, podkład nie waży mi się na twarzy, nie nakładam jej jednak na całą buzię, jedynie na czoło, policzki i nos :) Trzeba nauczyć się nakładać na nią podkład, bo rzeczywiście przyciąga go jak magnes. Coś w tym jest. Samo opakowanie jest tak słodziutkie (jak większości Benefitowych produktów), że chętnie sięgam po nią każdego dnia. Myślę, że produkt zasługuje na oddzielną recenzję :)

IsaDora, Twist-Up Eye Gloss Highlighter, Rozświetlający cień w sztyfcie, ja mam odcień 02 Brown Sugar, kupiony w Douglasie, na promocji, gdy było -30% na kolorówkę. Jakoś zaczęłam lubić produkty tej firmy, choć wcześniej nie miałam z nimi za bardzo do czynienia. Kredka jest w formie odkręcanego, grubego sztyftu. Dostępne są przepiękne odcienie. Można malować nimi całą powiekę, lub robić tylko 'kreskę'. Kolory są delikatne, rozświetlające, dają świetlisty efekt. Ładnie podkreślają kolor oka. Mam jeszcze ochotę na delikatniejszy 05 - Jet Set. 

Sephora, Universal Lip Liner, 01 Incolore, Clear, bezbarwny, wodoodporny, silikonowy 'ołówek' do konturowania ust. Ma gwarantować nierozmazywanie się pomadki. Chciałam go już jakiś czas temu, myślę, że nie jest to niezbędny produkt, ale fajny gadżet za niską cenę. Poza tym jeśli lubimy konturówki do ust a akurat nie mamy takiej w odpowiednim kolorze pasującym do jakiejś pomadki, ta uniwersalna kredka będzie idealna. Wcześniej nawet nie miałam pojęcia, że taka kredka istnieje :) Kredka jest w kolorze białym, ale po nałożeniu jej na usta robi się bezbarwna i naprawdę działa, robiąc 'granicę' dla pomadki. Fajny, ciekawy produkt :) 

Sephora, Ultra Vinyl Lip Pencil, 04 Coral Glow, pomadka do ust w kredce, bardzo lubię takie produkty.  Mam już kilka takich produktów, lecz innych marek. Szkoda, że Sephora ma niestety mały wybór kolorów w swojej ofercie. Mam ładny, czerwony odcień, w sklepie nie zauważyłam, że ma jednak trochę za dużo świecących drobinek. No ale mądra baba po szkodzie :) Pomadka idealnie wygląda na ustach 'nałożona' do jakiegoś eleganckiego stroju. :) Jest wygodna i łatwa w użyciu, można stopniować intensywność nakładanego koloru. Trochę jednak przeszkadza mi ten zbyt duży 'połysk' i 'świecenie', dlatego wolę kredki Catrice, Bourjois, Revlonu, czy Clinique. 

IsaDora, Bronzing Powder, brązujący puder do twarzy i ciała, mam odcień 45 High Light Tan, który kupiłam na promocji w Douglasie, był to taki mini zestaw z IsaDory, w którym znajdował się puder, tusz do rzęs, kredka i rozświetlacz. Fajnie, że rozmiarowo jest trochę mniejszy, niż normalna wersja, bo łatwiej go wszędzie zabrać, a uwierzcie mi, wydajny jest bardzo, więc na pewno starczy na długo. Ten bronzer to jeden z lepszych, jakie mam. Daje ładny efekt, możemy stopniować jego kolor, i mimo, że to bronzer, nie można zrobić sobie nim krzywdy. Przypomina mi troszkę Hoola z Benefitu, którą mam i którą też bardzo lubię. Dzięki temu zestawowi mogłam choć troszkę bliżej poznać markę IsaDora, i już wiem, że kosmetyki tej firmy zaskoczyły mnie bardzo pozytywnie i na pewno jeszcze coś wpadnie w moje ręce. :) 






czwartek, 23 października 2014

Sephorowa wishlista! Część I - Kolorówka

Byłam ostatnio w Sephorze... tak, wiem, wydarzenie roku, hehe. ;-) Ale nie o tym miało być. Chodzi o to, że podczas ostatniej wizyty w Sephorze w moim mieście towarzyszyłam koleżance, która chciała coś tam sobie kupić, ale sama nie bardzo wiedziała co, więc tak nadarzyła nam się okazja by sobie połazić, porozglądać się, spędzić miło czas i pomacać, wszystko co chcemy ;-) Dzięki temu w domu narodził mi się w głowie taki pomysł na niecodziennego posta. Pomyślałam, co tak naprawdę bym chciała, gdybym miała kupę kasy do wydania w Sephorze i gdybym mogła wybrać sobie cokolwiek by mi się spodobało. Siłą rzeczy od razu pomyślałam też o Douglasie, i dzięki temu wpadł mi pomysł na stworzenie posta także o Douglasowej chciejliście. Każdą z 'chciejstw' podzieliłam na część pielęgnacyjną i kolorówkę :-) Nawet nie byłam świadoma, że mam ochotę na niektóre te produkty, bo nie są one takim moim must have, które koniecznie muuuuszę mieć. Ale przyjemnie by było... No i przyjemnie było pisać ten post. ;-)

Tak więc zapraszam, jeśli ktoś ma ochotę. Dzisiejszy post będzie poświęcony produktom z Sephory - dzisiaj kolorówka, kolejny natomiast będzie poświęcony pielęgnacji, spodziewajcie się też na dniach wersji Douglasowej. 


*** Zestaw Benefit - The Bronze of Champions. 
Na ten zestaw miałam już ochotę dużo wcześniej, pokazywałam nawet go w jesiennych ulubieńcach, które chciałbym mieć <t u t a j>. I pewnie prędzej, czy później się na niego skuszę. Bardzo podobają mi się te Benefitowe zestawy, są małe, poręczne, jakby sobie całość przeliczyć, to w sumie niedrogie i na pewno warte tej ceny. Ten kosztuje w Sephorze 145 zł, ale będę polować na sephorowe promocje ;-)

*** Rozświetlający puder w kulkach Meteorities Guerlain. 
Nie wiem czemu, ale marzy mi się ten produkt od dawna. Jest taki kultowy i wychwalony, że miło byłoby go mieć. Niestety jego cena (239 zł) mnie powala, i pewnie nie prędko skuszę się na rozświetlacz za taką cenę. 

*** Mascara Double Wear, Estee Lauder. 
Fajny, wydłużający tusz do rzęs, którym miałam przyjemność się już kiedyś malować. Na dzień dzisiejszy moim ulubieńcem jest They're Real Benefitu, ale do tego też mam słabość, i bardzo chętnie zrobiłabym mu miejsce w mojej łazience ;-) Cena 145 zł. 

*** Cienie do powiek, Benefit. 
Macałam je w Sephorze i muszę przyznać, że zrobiły na mnie duże wrażenie. Szczególnie spodobały mi się te kremowe, choć te pudrowe też są super. Piękne kolory, takie naturalne, nudowe, jak lubię. Mam kilka naprawdę fajnych paletek, i pewnie te byłyby tylko k o l e j n y m i, ale mam naprawdę wielką ochotę je przetestować. Myślę, że zestaw Benefitu, który pokazywałam powyżej właśnie dlatego mnie zauroczył, bo zawiera też i takie cienie, no i bronzer, na który też już miałam chrapkę ;-)

*** Róż Sugarbomb, Benefit. 
W ogóle cała kolekcja róży Benefitu mnie zachwyca. Sugarbomb ma bardzo ładne cztery odcienie, dlatego spodobał mi się najbardziej. Jednak cena 159 zł raczej do mnie nie przemawia, więc już wolę skusić się na jakiś zestaw z tym różem, który bardziej w sumie się opłaca. No ale chciejlista, to chciejlista, pomarzyć wolno... ;-) 

*** Podklad Stay-in-Place Double Wear, Estee Lauder. 
Dostałam kiedyś w Sephorze parę próbek tego podkładu w odcieniu 1N1 Ivory Nude, który bardzo mi spasował. Podkład miał piękne krycie, ładny zapach, nic więc dziwnego, że zapragnęłam go mieć. Jednak za 30 ml musimy zapłacić około 179 zł, więc cena dla mnie troszeeeeczkę zbyt wysoka :/ Ale wiadomo, luksus kosztuje :/ 

*** Pędzel do pudru mineralnego nr 45, Sephora. 
To chyba najbardziej kultowy produkt, jeśli chodzi o akcesoria w Sephorze. Uważam, że pędzle robią naprawdę fajne, na wysokim poziomie, więc godne polecenia. Kosztuję 69 zł, ale warto polować na różne sephorowe rabaty. Oprócz tego, podoba mi się także ten wieeeelki do pudru (99 zł)

*** Nawilżający korektor pod oczy, Fake Up, Benefit. 
Obecnie jest w Sephorze na niego promocja i kosztuje 53 zł, normalna cena to natomiast 125 zł. Jest to fajny, nowoczesny korektor w sztyfcie, który swoimi pozytywnymi opiniami zachęca do bliższego poznania ;-) Jest dostępny w trzech odcieniach. Nawilża a jednocześnie jest trwały. Nie miałam okazji go jeszcze poznać, ale kusi, oj kusi. 

Tak teraz patrzę i widzę, że mam słabość do marki Benefit. Ale muszę przyznać, że mają naprawdę fantastyczne produkty (niestety drogie), no i ta szata graficzna mnie po prostu urzeka. Ciekawa jestem, jakie produkty znalazły by się na Waszej takiej chciej chciej liście, jeśli miałybyście taką stworzyć. 

środa, 24 września 2014

Jesienna wishlista

Na moim blogu postanowiłam wprowadzić i zamieszczać od czasu do czasu - sezonowo, taką moją chciejlistę wymarzonych produktów na dany sezon. Dzisiaj będzie premiera ;) pierwszej :) Jesień to moja ulubiona pora roku, i tak się zastanawiałam co oprócz kubka gorącego kakao w ręce i kolorowego widoku za oknem sprawiło by mi jeszcze radość. A że kobita długo szukać i rozmyślać nie musi, no to znalazłam parę takich ulubieńców, które chciałabym nabyć w najbliższym czasie. 



No to jedziemy! Jesień to obowiązkowo kupno ciepłej bluzy z misiem w środku (takiej jak ta z House na przykład). Widziałam też parę fajnych w Croppie, więc jeszcze nie wiem na którą się zdecyduje. No i najlepiej jakby była beżowa albo szara :) Na pewno poczekam na jakąś fajną promocję (weekendowe szaleństwo z kuponami), żeby nie płacić za jedną bluzę 99zł. :/  

Co do butów, to od jakiegoś czasu bardzo mi się podobają buty typu sztyblety. Moje 'wymarzone' muszą być skórzane, błyszczące i koniecznie czarne, chociaż widziałam parę par w brązowym odcieniu i muszę przyznać, że też prezentowały się nieźle. Podobna mi się też elastyczna gumka po boku ułatwiająca wkładanie. I pomyśleć, że pierwotnie buty używane były w jeździectwie... ;)

Bardzo lubię zaglądać do Home&You, ale po ostatniej wizycie wpadłam (a raczej przepadłam;)) w szał :) A wszystko przez nową jesienną kolekcję, którą sklep wprowadził. Kolekcję z sówkami :) A że ja ostatnio mam bzika na punkcie wszystkiego, co ma wzór sowy, to przepadłam :) Na zdjęciu widzicie talerze i kubki (które już zakupiłam w ilości sztuk 2, bo nie umiałam się powstrzymać), ale urzekła mnie cała seria. Po talerze na pewno wrócę. Piękne są :) 

Jesienne długie wieczory nadają się idealnie, żeby pochłonąć jakąś ciekawą książkę. W poście o moich ulubionych makijażowych książkach (KLIK) pisałam już, że mam aktualnie chrapkę na dwie pozycję. Jedną z nich jest właśnie nowa książka Bobbi Brown "Magia Spojrzenia", która ukaże się na polskim rynku początkiem października. Książka będzie w całości poświęcona technikom makijażu oczu. Już nie mogę się doczekać aż drapnę ją w Empiku! 

Jeśli chodzi o kosmetyki, to już od dawna przymierzam się do zakupu podkładu z Maca. Chciałam mieć w końcu jakiś porządny podkład, z wyższej półki, jednocześnie taki, który jest sprawdzony i polecany. Myślę, że w tym tygodniu wybiorę się do Katowic, do stacjonarnego sklepu Maca (fajnie, że mamy), i kupię któryś z tych dwóch na zdjęciu. Naczytałam się wiele dobrego zarówno o jednym jak i drugim. Pro Longwear Foundation ma fajniejsze, poręczniejsze opakowanie no i jest oczywiście bardziej trwały i długotrwały, jednak Face&Body Foundation mimo to, że ma delikatne krycie, to podobno robi cuda na buzi (bo do ciała go raczej używać nie będę). Nie wiem jeszcze na który się zdecyduję, na pewno zobaczycie to za jakiś czas na blogu ;)

Od jakiegoś czasu chodzi też za mną zakup pudru marki Ben Nye. To sypki puder do twarzy amerykańskiej firmy, który jest mega wydajny. Zastanawiam się nad dwoma odcieniami: Fair (taki prawie całkiem transparentny) i Banana (jednak boję się, że będzie troszkę za żółty). Szkoda, że stacjonarnie nie ma jak go 'pomacać', ale i tak fajnie, że możemy go dostać chociaż przez internet. 

Zestaw Benefit The Brozne of Champions marzy mi się już od jakiegoś czasu, odkąd zaczęłam poznawać kosmetyki tej marki. Uwielbiam tusz do rzęs They're real!. Jest to jeden z moich ulubionych. Jakiś czas temu, kupiłam na stronie internetowej Sephory zestaw Benefit do ust i policzków Tropicoral. Bardzo podobają mi się te małe zestawy Benefitu. Zawierają mini wersję kosmetyku, dzięki temu możemy szerzej poznać markę, za bardzo fajną, przystępną cenę. Wiedziałam, że na jednym zestawie się nie skończy, więc upatrzyłam sobie kolejny. The Bronze of Champions będzie więc następny :) Kusi mnie jeszcze rozświetlający Primping with the Stars, no ale powolutku... :) 

Jak widzicie, nie są to jakieś strasznie wymyślne, czy wyszukane produkty. To raczej lista tych, które chodzą mi po głowie już od jakiegoś czasu, i fajnie by było mieć je stopniowo u siebie. Będą nagrodą za dobre uczynki :) 

<3 <3 <3 <3 


Mam nadzieję, że jak na pierwszy raz, dałam radę :) Muszę jednak przyznać, że zrobienie takiej wishlisty to wcale na pierwszy rzut oka nie taka prosta sprawa. Ja wzorowałam się i korzystałam z pomocy bloga Aliny, która zamieściła kiedyś taki mały pomocnik w tworzeniu kolaży TUTAJ i dzięki temu wszystko wydaję się być łatwiejsze. Myślę, że z każdym kolejnym razem będzie lepiej no i ładniej :)




Dobrego dnia! :)


sobota, 26 kwietnia 2014

Ulubione rzęsowe mazidła...

Witajcie,

Oooosz, ile ja czasu zbierałam się za napisanie mojego pierwszego posta... Najarana byłam strasznie, doczekać się nie mogłam, ale zawsze coś stawało na przeszkodzie.   
      
Z racji tego, że pogoda dzisiaj się nie popisała, stwierdziłam, że już dosyć tych moich wymówek, i czas już zacząć tą moją przygodę z blogosferą, która tak bardzo mnie zachwyciła :-) bo jak nie teraz, to kiedy..?

Dzisiaj w kilku słowach chcę Wam pokazać moje ulubione tusze do rzęs. Tuszy przetestowałam wiele i mam ich dalej dosyć sporo, postanowiłam zrobić więc podsumowanie i wyszło że takich prawdziwych ulubieńców mam tylko parę.
Kiedyś długo wierna byłam Max Factor 2000 Calorie – uważam, że to prawdziwy klasyk. Ulubieńców natomiast przybyło i oto i oni :


Maybelline Tusz One by One

Bardzo, bardzo lubię tusze Maybelline, ponieważ są w przystępnych cenach a poza tym działają cuda :)
Myślę, że tusz ten jest doskonały dla osób które mają krótkie i rzadkie rzęsy ponieważ ładnie im je wydłuży  i pogrubi.
Pierwszy raz kupiłam go pod wpływem Aliny z bloga designyourlife.pl, i jest to już moje jego drugie opakowanie. Jest cudowny, łatwy w aplikacji, bardzo wydajny, pozwala uzyskać efekt pięknego oka. Na pewno będzie stałym mieszkańcem mojej kosmetyczki :)

Plusy:
łatwo dostępny,
świetna silikonowa szczoteczka, która idealnie rozdziela rzęsy,
przyjemna cena, łatwo dostępny
bardzo wydajny,

Minusy:
Nie ma :)

Tak samo zachwycona jestem tuszem The Rocket Volum Express, również marki Maybelline
Cudnie zwiększa objętość, można nim wyczarować niesamowite rzęsy.
Mimo, że szczoteczka wydaje się być kosmicznie duża, to malowanie nim wcale nie jest trudne.

Plusy:
nie skleja i nie kruszy się,
ładnie rozdziela,
łatwo się zmywa,

Minusy:
Nie ma :)

Tusz do rzęs Benefit They're Real!

Do zakupu tego tuszu zbierałam się już bardzo długo. Pod wpływem licznych opisów i zachwaleń na blogach, które czytałam, chciałam mieć go i ja. Przy okazji jakiejś tam promocji w Sephorze drapnęłam go do swojego koszyka. Za zestaw do którego jako gratis dołączona była brązowa miniaturka zapłaciłam 119 zł.

Plusy:
bardzo ładne opakowanie,
ładnie pogrubia i wydłuża,
wyraźnie podnosi rzęsy do góry,
nie skleja rzęs, przyjemnie się nim maluje,

Mimo, że naczytałam się też wielu negatywnych opinii na jego temat, jestem zadowolona z zakupu – jedynym minusem jest niestety cena!


Ulubioną przeze mnie mascarą jest też Loreal Vollume Million Lashes.
Ma piękne, eleganckie opakowanie, które będzie ozdobą każdej kosmetyczki. 

Tusz pięknie pogrubia rzęsy, ma bardzo intensywny kolor.



Plusy:
bardzo mocno pogrubia,
nie rozmazuje się, mimo że nie jest wodoodporny,
nie podrażnia,
ma bardzo ładne opakowanie,
ma też bardzo ładny zapach ;)

Minusy:
w regularnej cenie jest trochę drogi – trzeba polować na promocję.


Na zdjęciu widnieje też jeszcze jeden z moich ulubieńców - Maybelline Pulse Perfection Vibrating Mascara.
Tusz kupiłam w drogerii internetowej - nie pamiętam już jakiej, ale wiem że nie był za drogi. W sprzedaży stacjonarnej niestety nie widziałam go.. ale też nie rozglądałam się za nim zbyt namiętnie ;-)
tusz ma bardzo fajną, wibrującą, silikonową szczoteczkę, która zasilana jest baterią.

Plusy:
bardzo ładnie rozczesuje i podnosi rzęsy,
nie kruszy się i nie rozmazuje,
ma ładny, głęboki czarny kolor,
mała i prosta szczoteczka ( dla niektórych może być to minus )

Minusy:
dla niektórych osób może się wydawać czasochłonny w nakładaniu - poprzez drgania szczoteczki, ale ja nie miałam z tym problemu.




Ciekawa jestem jakie są Wasze ulubione mazidła do rzęs.... A jakich nie lubicie. Może rzęsowe buble doczekają się u mnie też posta..

Uff i jakoś przebrnęłam.. 

Do następnego, pozdrawiam! <3