Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maybelline. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maybelline. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 kwietnia 2015

Szybkie zakupy, szybki post... (#4)

Dzisiaj przybywam do Was z szybkim postem z cyklu 'Szybkie zakupy...' ;)) Ostatnio wybrałam się do Silesii w Katowicach w poszukiwaniach jakiejś fajnej wiosennej kurtki, a że zawsze jak się czegoś szuka, to akurat tego nie ma, no to skończyło się jak zwykle na innych drobnych zakupach, tylko że bardziej kosmetycznych ;) 


Wstępując do The Body Shop, miałam nadzieję kupić sobie rumiankowe masło do demakijażu, o którym bardzo dużo czytałam na innych blogach i które zapragnęłam mieć i ja, ale będąc w sklepie pani poinformowała mnie, że produkt nie za bardzo polecany jest do zmywania makijażu oczu, raczej twarzy, i ochota jakoś mi zmalała... Muszę więc jeszcze trochę więcej o tym masełku poczytać. Skusiłam się za to na jedno z kultowych maseł do ciała, które są teraz na promocji i wybrałam wersje Papaya Body Butter :)) Pachnie przepięknie, słodziutko ale nie mdląco. Obwąchałam prawie wszystkie wersje i to ta spodobała mi się najbardziej :) Słoik ma pojemność 200 ml, więc na pewno starczy na dłużej, ale cena - nawet ta na promocji 39 zł moim zdaniem to i tak lekka przesada :) W gratisie dostałam odlewkę kremu do rąk, Hemp Hand Protector, który myślałam, że spodoba się mojemu chłopowi, ale jednak go nie przekonał. Pomimo ogólnego blogowego zachwytu, mnie jakoś za bardzo nie zachwycił, mimo wszystko muszę przyznać, że konsystencja i działanie jest ok, ale ten specyficzny zapach niestety drażni mój nos :) 

Do Douglasa wpadłam na szybko, bardzo chciałam kupić któryś z nowych błyszczyków do ust Nyx'a, a właściwie Butter Gloss które widziałam już na kilku blogach i spodobały mi się bardzo. Prawie wszystkie kolory mi się spodobały, ale na razie skusiłam się na jeden, BLG08 Apple Strudel. Ma przepiękny zapach i fajną, gęstą konsystencję, w ogóle nie przypomina standardowego 'rzadkiego' błyszczyka. Jak na razie produkt bardzo mi się podoba, ma ładne, matowe wykończenie, nie klei się i jest dosyć trwały. Kolor, który wybrałam jest delikatny i raczej uniwersalny. Myślę, że będzie pasował każdej dziewczynie. Na pewno skuszę się na jeszcze inne odcienie. Kolejny w kolejce będzie na pewno Cherry Cheese Cake, piękny orange ;)) 

W Douglasie na zachętę 'wciśnięto' ;) mi jeszcze tusz do rzęs Clinique, a raczej wersję mini, lubianego tuszu High Impact Mascara, który już kiedyś miałam i pamiętam, że nie pałałam do niego siarczystym uczuciem, bo dawał baaaaardzo, ale to bardzo delikatny efekt, ale postanowiłam dać mu drugą szansę. Poużywam i zobaczymy jak się sprawdzi tym razem. Ale coś mi się zdaję, że Benefitu i tak nie przebije ;) No ale skoro kupiłam, to nie ma co narzekać ;))

Jako, że od jakiegoś czasu zapragnęłam być ruuuda, po drodze wstąpiłam do Super Pharm po farbę do włosów w wymarzonym kolorze ;)) Pech chciał, że nie było tej, która zawitała na moich włosach jakieś 3 tygodnie temu i miałam robić powtórne farbowanko (nie wiem, czy zmienili opakowania, czy ją wycofali, a ja głupia nie zapamiętałam, jaki to był numerek, pamiętałam jedynie kobitkę z opakowania), musiałam więc wybrać jakąś inną. Wszystkie te 'rude' wydawały mi się takie wręcz aż 'za bardzo chamsko rude', więc wybór padł na Palette Deluxe, 370 Szlachetna Jasna Miedź. Zobaczymy, jak wyjdzie. Jeśli kiepsko, będę szukać dalej. 

Na pasażu w Mydlarni kupiłam sobie w końcu odżywczą pomadkę z peelingiem z Sylveco, którą chciałam ją już od dłuższego czasu, ale ciągle jej nie było. Byłam bardzo ciekawa tego produktu, kiedyś miałam już podobną z Palmers'a (tylko wiśniową) i byłam zadowolona. Poza tym to zawsze to fajny 'gadżet' do torebki. Produkty Sylveco kuszą mnie już od jakiegoś czasu, na razie mam tylko peeling do twarzy, ale chciałabym, żeby moja znajomość z tą marką rozrastała się :))

W Super Pharm kupiłam jeszcze nowy tusz do rzęs Maybelline, Lash Sensational Multiplying Mascara, który ciekawił mnie już jakiś czas. Ma fajną, lekko zakręconą, ukośną, silikonową szczoteczkę, która bardzo dobrze rozdziela i podnosi i pogrubia włoski. Jak na razie jestem mega zadowolona z używania, ale poużywam trochę i zobaczymy. 

Przy kasie 'szarpnęłam się' jeszcze na krem pielęgnacyjny do stóp marki Gehwol, który mimo, że bardzo krótko się znamy, to już podbił moje serce. Bardzo intensywnie nawilża, przepięknie pachnie, skóra jest gładka i przyjemna w dotyku a sam krem bardzo szybko się wchłania. Zawiera substancje aktywne z miodu, mleka, mocznik i olejek z awokado. Jest to mój pierwszy produkt tej firmy, i odbieram go bardzo pozytywnie. 

To by było na tyle, jeśli chodzi o moje mini szybkie zakupy. Ciekawa jestem, czy znacie lub macie któryś z tych produktów, albo zastanawiacie się może nad zakupem.
Pozdrawiam, buziaki!



poniedziałek, 23 lutego 2015

Codzienny , szybki makijaż / Ulubione produkty

Dzisiaj chciałam pokazać Wam moje ulubione kosmetyki, którymi robię mój codzienny, ekspresowy makijaż do pracy, co rano :) Choć mam mnóstwo kosmetyków i niestety, gdy coś wypatrzę to nieustannie kupuję nowe (powinnam się z tego leczyć!), to tych, których używam na codzień jest tak naprawdę niewiele... Są to sprawdzone i lubiane przeze mnie produkty, dzięki którym łatwo i szybko robię się 'na bóstwo' :D :P 

Ostatnio 'uczę się' i lubię robić różnego rodzaju kolaże, więc zebrałam swoje ulubione malowidła, by w ten sposób ładniej i przejrzyściej zaprezentować Wam całość, która prezentuję się tak: 


Astor, Mattitude High Definition, podkład HD, który jest moim absolutnym ulubieńcem, i zużyłam już kilka dobrych opakowań :) Kiedyś chyba muszę zrobić jego osobną recenzję. Podkład jest matujący, ma fajną konsystencję, którą łatwo rozprowadzić (ja robię to głównie pędzlem Hakuro H54 albo Flat Top Kabuki F60 z LancrOne. Próbowałam nakładać go również skunksem z Super Pharm, z serii Life, ale za dużo mi zżera tego podkładu).
Jak na moje potrzeby, dobrze kryje zaczerwienienia i niedoskonałości, jest podobno polecany dla skóry tłustej (oil free), ale ja mam skórę mieszaną, w kierunku do suchej i sprawdza się idealnie :) W mojej opinii jest niestety mało wydajny i to jedyna wada, jaką znajduje :) Aha, jako, że jestem bladziuchem mam odcień 001 IVORY. 

Gdy potrzebuję mocniejszego krycia, używam podkładu Dermablend z Vichy, który zapewnia naprawdę wysoki poziom krycia. Mam fluid korygujący - wersję dla skóry wrażliwej, odcień 15 OPAL. Oprócz tego, że jest niestety drogi (ja swój kupiłam na promocji w SP - 50%), to jak dla mnie innych wad nie ma. Kryje pięknie, jest trwały, nie zatyka, dodatkowo nawilża, doskonale wyrównuje kolor skóry i nie ma w składzie parabenów. Ma SPF 35, więc dodatkowy plus :) Wystarczy nałożyć go niewiele, gdyż krycie ma na prawdę bardzo dobre. 

Ulubiony puder prasowany, któremu jestem wierna już kilka ładnych opakowań, to Rimmel Stay Matte, w odcieniu 001 Transparent. Idealnie współgra z moimi podkładami, dobrze matuję, nie tworzy efektu maski, dla mnie w sam raz. Nie osypuje się podczas nakładania. Kolor jest idealny dla takich bladziuchów jak ja. Jedyne, do czego można się przyczepić, to felerne opakowanie, gdy spadnie, to po nim... ;) Ale nie to jest w tym wszystkim przecież najważniejsze. Naprawdę godny polecenia. 

Mój ulubiony korektor, którym tuszuję swoje wory pod oczami, to Nyx, Hihg Definition HD Photogenic Concealer Wand, korektor w płynie, jak się domyślacie, w najjaśniejszym odcieniu CWD01 Porcelain. Ma ładny, jasny kolor, rozświetla okolice pod oczami, odbija światło, bardzo dobrze kryje, nie wysusza i nie zbiera się w załamaniach. Warto go kupić i wypróbować. Sama swój kupiłam pod wpływem bloga Aliny Rose i przepadłam :) 

Baza pod makijaż Benefit, Stay Flawless, to produkt, od którego powinnam w sumie zacząć, bo jako pierwszy gości przecież na mojej twarzy. Baza jest 'mocna', przyciąga podkład jak magnes, dzięki sztyftowi jest wygodna w użyciu, robi co ma robić, więc jestem z niej zadowolona. Używam od niedawna, ale już podbiła moje serce. 


Jeśli chodzi o podkład, puder, korektor i bazę to by było na tyle. Bardzo lubię też podkłady z Max Factora (Lasting Performance - odcień 100 Fair, czy też nowy Skin Luminizer - mam w odcieniu 45 Warm Almond), latem lubię używać MACA Face&Body Foundation, mam w odcieniu N1). Przymierzam się natomiast do kupna Pro Longwear z MACA, którego jestem bardzo ciekawa. Jeśli chodzi o inne ulubione pudry, lubię też bardzo transparentny puder sypki z My Secret. Jest dobry, tani i niczym nie odbiega np. od tego z Max Factora. Marzy mi się natomiast Ben Nye Banana. Korektor lubię jeszcze ten z Maybelline, taki anty-age z gąbeczką, jednak nie kryje tak fajnie jak Nyx. Chciałabym też korektor z serii Pro Longwear z MACA, więc zobaczymy. Jeśli chodzi o bazę pod makijaż, to kiedyś długo stosowałam tą wygładzającą z Sephory, ale była mega silikonowa i zaczęło mi to przeszkadzać. 


Jeśli chodzi o brwi, to do gustu przypadło mi trio z Nyx'a, Eyebrow Powder, który mam w odcieniu 05 Brunette. Zestaw zawiera wosk, dwa brązowe cienie, ukośny pędzelek oraz szczoteczkę do wyczesania włosków. W Douglasie kosztował około 29 zł. Trio ma fajne, praktyczne opakowanie, łatwo się użytkuje i jest na pewno mega wydajne. 

Czasem, do podkreślenia swoich brwi lubię także używać po prostu kremowo - żelowego cienia Maybelline, Color Tatto, który mam w odcieniu 35 On and on Bronze, i nadaję się do tego idealnie. Gdy mam więcej czasu, bawię się natomiast farbką Ultra Aqua Brow Tint z Makeup Revolution, którą mam w odcieniu Fair, i mimo, że mam brwi bardzo ciemne, to ten odcień jest dla mnie idealny. 


Number one wśród moich ulubionych tuszy do rzęs to Benefit i They're Real! :) Uwielbiam go. Ma cudną szczoteczkę, pięknie wyczesuje, podkręca, wydłuża i unosi rzęsy, nie skleja, jednak by go polubić, trzeba nauczyć się nim malować. Jedyne, co mnie trochę smuci, to jego cena :/ Na codzień lubię używać tej małej, miniaturowej wersji, jest dla mnie wygodniejsza. 

Bardzo lubię też tani tusz do rzęs z Eveline, Extension Volume Mascara False Definition 4D, który ma fajną, silikonową szczoteczkę i ładnie mi te rzęsy rozdziela. Muszę jednak namachać się nim kilkakrotnie, żeby uzyskać pożądany efekt :) Ładnie wydłuża i trochę pogrubia. 


Jeśli chodzi o cienie, to na codzień wybieram raczej delikatny 'make up no make up'. Prawie codziennie używam pojedynczego cienia z Catrice Absolute Eye Colour 450 Oh, It's Toffeeful!. To taki jasny, delikatny, jedwabisty odcień jasno brązowo złoty. Delikatnie rozświetla powiekę, pięknie się prezentując. 

Ulubioną moją paletką jest na dzień dzisiejszy Naked 2 Urban Decay. Ma ładne, nudowe odcienie, które idealnie nadają się na codzień, można z nich stworzyć każdy rodzaj makijażu. Paletkę kupiłam ponad rok temu i do dzisiaj sprawdza się rewelacyjnie :) Mimo swojej wysokiej ceny, jest warta zakupu. 

Ostatnią nowością, która zdobyła moje uznanie jest kredka a raczej cień w kredce z IsaDory, który nabyłam całkiem niedawno w Douglasie, Twist-Up Eye Gloss Highter 02 Brown Sugar. Delikatny, ładny odcień brązu ślicznie prezentuje się na powiece, mieniąc i błyszcząc, ale bardzo delikatnie i subtelnie. Można nakładać na całą powiekę albo jako grubą kreskę, którą można rozetrzeć. Mam ochotę na inne odcienie :)


Jeśli o oczy chodzi, to lubię też paletki Sleeka, mam ich w 'swoim małym zbiorku' kilka :) Moja ulubiona to Storm i Au Naturel. Myślę też od jakiegoś czasu nad zakupem Oh So Special. 


Moje policzkowe cudaki, którymi się najchętniej na codzień maluję, to piękny róż z Pierre Rene, który mam w odcieniu 01 Soft Rouge. To bardzo ładny, chłodny, delikatny kolor różu, który idealnie stapia się ze skórą i nie ściera się z niej. Nie robi plam na buzi a kolor można stopniować. 

Mój drugi ulubieniec, to kupiony już wieki temu wypiekany róż do policzków z Lovely, z edycji zimowej Snow Blusher, w odcieniu Pink Princess. Daje bardzo delikatny efekt, ale przepięknie się 'mieni', robiąc wrażenie zimowej delikatnej tafli na policzku :) Absolutnie nie można sobie nim zrobić krzywdy. 

Odkąd kupiłam, nałogowo wręcz używam prawie codziennie... Mozaika z Essence, Multi Color Powder, Hello Autumn, to puder, bronzer i rozświetlacz w jednym :) I jest idealny, nic więc dziwnego, że tak szybko znikał z półek. 

Na codzień, w zależności od humoru, bardzo też lubię używać różu z Sephory, 20 Neon Orange, czy mozaikę z Nyx'a, w odcieniu MPB11 Truth, które pokazywałam Wam w T Y M poście. Bardzo lubię podkreślać policzki różem w kształcie serduszka, Blushing Hearts, z I <3 MakeUp, w odcieniu Candy Queen Of Hearts. 



I to by było na tyle, jeśli chodzi o mój zwykły, codzienny makijaż, wykonywany na szybko, co ranek. Wiadomo, że czasem lubię sięgnąć też po inne produkty, ale te pokazane tutaj wiodą w rankingu używalności :) Ciekawa jestem, czy Wy macie swoje ulubione kosmetyki, którym jesteście wierne co ranek :) 

POZDROWIENIA <3




niedziela, 27 kwietnia 2014

Szał ciał w Rossmannie / -49%

Rossmannowski szał ciał ogarnął chyba nas wszystkie ;) Jako że dzisiaj kończy się pierwszy etap promocji na kolorówkę, postanowiłam pokazać Wam, co i ja kupiłam..
Przypominam, że promocja 22.04.14 - 27.04.14 obowiązywała na wszystkie podkłady, pudry, róże i korektory do twarzy. 
Od jutra, 28.04.14 - 4.05.14 będzie szał na kredki, tusze do rzęs i eyelinery,
a od 5.05.14. - 11.05.14 wariować będziemy na punkcie szminek, kredek do ust i lakierów do paznokci. Wszystko oczywiście -49% !!

Od jutra rusza także szaleństwo w drogeriach Natura.. -40% na całą kolorówkę. Fajnie, bo są tam kosmetyki Catrice i Essence, które bardzo lubię, a będę je mogła kupić za grosze...A mam już wpatrzonych kilka.


Jako, że podkładów mam już dosyć sporo (ciągle szukam ideału, ale mam już kilku ulubieńców) zbyt dużego pola do popisu nie miałam, postanowiłam przetestować coś, co jeszcze w moje ręce nie wpadło. Padło na podkład firmy Manhattan Easy Match Make Up, w najjaśniejszym odcieniu, czyli Soft Porcelain 30. Jako że miałam już parę produktów tej marki i o dziwo bardzo się z nimi polubiłam, pomyślałam, że będzie to dobry wybór. Jak na razie użyłam go parę razy i na razie jestem zadowolona, podkład ładnie stapia się ze skórą, nie tworzy maski, jest nawilżający, ładnie pachnie i jest przyjemny w aplikacji. Na promocji zapłaciłam za niego około 15 zł.
Drugim, który wpadł do koszyka był już oglądany przeze mnie kilka razy podkład marki Astor Mattitude Anti Shine/High Definition. Mam odcień 001. Na promocji kosztował 24 zł. Bardzo byłam ciekawa, jak się sprawdzi. Ma bardzo ładne opakowanie, które wygodnie trzyma się dłoni. Jest to podkład matujący, beztłuszczowy. Jeszcze go nie próbowałam, ale producent obiecuje, że doskonale matuje cerę, redukuje widoczność porów i wygląda naturalnie. No zobaczymy.. Strasznie jestem ciekawa.. 
Kupiłam również korektor Maybelline Affinitone, który bardzo lubię. Jest to moje już kolejne opakowanie. Mam odcień 01 Nude Beige. Korektor jak korektor - służyć ma do maskowania niedoskonałości i zakrywania cieni pod oczami, i pod tym względem sprawuje się super. Jego cena regularna to coś koło 27 zł, na promocji zapłaciłam za niego około 14 zł. Ma fajną kremową konsystencję, nie uczula, nie roluje się, długo się utrzymuje, czegoż chcieć więcej :) 


Z 'sypkich' kosmetyków skusiłam się na puder sypki Soft Mat Loose Powder z Manhattanu, który już kiedyś miałam i z którego byłam bardzo zadowolona. Mam w kolorze Natural 1. Jest bardzo delikatny, nie zatyka, nie zapycha, ładnie wykańcza makijaż, jest megawydajny. Kosztował też coś koło 15 zł. 
Drugi stały bywalec, który gości w mojej kosmetyczce zawsze to prasowany puder Rimmel Stay Matte 001 Transparent. Bardzo dobrze matowi twarz, nie uczula, nie podkreśla suchych skórek, kolor jest idealny dla mojej bladej skóry :) Kupuję go zawsze, gdy nadarzy się promocja. Kosztował jakieś niecałe 14 zł. 
Przechodząc obok szaf Wibo natknęłam się na brązująco - rozjaśniający puder w kulkach Sun Touch Powder. Były dwie wersje różowa i brązowa. Ja mam tą brązową. W pudełku znajduję się 17g mieniących się kuleczek. Ciekawa byłam tego kosmetyku, a że był tani (na promocji zapłaciłam coś koło 7zł ) postanowiłam spróbować. Puder nadaje efekt opalenizny, ale trzeba uważaj bo na pędzel nabiera się go rzeczywiście sporo, więc łatwo przesadzić. Rozświetla skórę i ładnie się stapia z cerą. Niska cena tylko zachęca do zakupu. 


To by było na tyle jeśli chodzi o moje szaleństwa w Rossmannie. Za tuszami raczej szaleć nie będę, mam natomiast jeszcze ochotę na jakiś cień Maybelline Color Tatto, mam już dwa kolory, jestem bardzo zadowolona. Rozejrzę się też za nowymi wiosennymi odcieniami szminek Color Whisper też marki Maybelline.
W Naturze natomiast zaciekawiły mnie nowe rozświetlacze/pudry rozświetlające z Catrice. 

a na co Wy będziecie jeszcze polować? Jakieś nowości, czy raczej uzupełnianie zapasów?

Buziaki <3 

sobota, 26 kwietnia 2014

Ulubione rzęsowe mazidła...

Witajcie,

Oooosz, ile ja czasu zbierałam się za napisanie mojego pierwszego posta... Najarana byłam strasznie, doczekać się nie mogłam, ale zawsze coś stawało na przeszkodzie.   
      
Z racji tego, że pogoda dzisiaj się nie popisała, stwierdziłam, że już dosyć tych moich wymówek, i czas już zacząć tą moją przygodę z blogosferą, która tak bardzo mnie zachwyciła :-) bo jak nie teraz, to kiedy..?

Dzisiaj w kilku słowach chcę Wam pokazać moje ulubione tusze do rzęs. Tuszy przetestowałam wiele i mam ich dalej dosyć sporo, postanowiłam zrobić więc podsumowanie i wyszło że takich prawdziwych ulubieńców mam tylko parę.
Kiedyś długo wierna byłam Max Factor 2000 Calorie – uważam, że to prawdziwy klasyk. Ulubieńców natomiast przybyło i oto i oni :


Maybelline Tusz One by One

Bardzo, bardzo lubię tusze Maybelline, ponieważ są w przystępnych cenach a poza tym działają cuda :)
Myślę, że tusz ten jest doskonały dla osób które mają krótkie i rzadkie rzęsy ponieważ ładnie im je wydłuży  i pogrubi.
Pierwszy raz kupiłam go pod wpływem Aliny z bloga designyourlife.pl, i jest to już moje jego drugie opakowanie. Jest cudowny, łatwy w aplikacji, bardzo wydajny, pozwala uzyskać efekt pięknego oka. Na pewno będzie stałym mieszkańcem mojej kosmetyczki :)

Plusy:
łatwo dostępny,
świetna silikonowa szczoteczka, która idealnie rozdziela rzęsy,
przyjemna cena, łatwo dostępny
bardzo wydajny,

Minusy:
Nie ma :)

Tak samo zachwycona jestem tuszem The Rocket Volum Express, również marki Maybelline
Cudnie zwiększa objętość, można nim wyczarować niesamowite rzęsy.
Mimo, że szczoteczka wydaje się być kosmicznie duża, to malowanie nim wcale nie jest trudne.

Plusy:
nie skleja i nie kruszy się,
ładnie rozdziela,
łatwo się zmywa,

Minusy:
Nie ma :)

Tusz do rzęs Benefit They're Real!

Do zakupu tego tuszu zbierałam się już bardzo długo. Pod wpływem licznych opisów i zachwaleń na blogach, które czytałam, chciałam mieć go i ja. Przy okazji jakiejś tam promocji w Sephorze drapnęłam go do swojego koszyka. Za zestaw do którego jako gratis dołączona była brązowa miniaturka zapłaciłam 119 zł.

Plusy:
bardzo ładne opakowanie,
ładnie pogrubia i wydłuża,
wyraźnie podnosi rzęsy do góry,
nie skleja rzęs, przyjemnie się nim maluje,

Mimo, że naczytałam się też wielu negatywnych opinii na jego temat, jestem zadowolona z zakupu – jedynym minusem jest niestety cena!


Ulubioną przeze mnie mascarą jest też Loreal Vollume Million Lashes.
Ma piękne, eleganckie opakowanie, które będzie ozdobą każdej kosmetyczki. 

Tusz pięknie pogrubia rzęsy, ma bardzo intensywny kolor.



Plusy:
bardzo mocno pogrubia,
nie rozmazuje się, mimo że nie jest wodoodporny,
nie podrażnia,
ma bardzo ładne opakowanie,
ma też bardzo ładny zapach ;)

Minusy:
w regularnej cenie jest trochę drogi – trzeba polować na promocję.


Na zdjęciu widnieje też jeszcze jeden z moich ulubieńców - Maybelline Pulse Perfection Vibrating Mascara.
Tusz kupiłam w drogerii internetowej - nie pamiętam już jakiej, ale wiem że nie był za drogi. W sprzedaży stacjonarnej niestety nie widziałam go.. ale też nie rozglądałam się za nim zbyt namiętnie ;-)
tusz ma bardzo fajną, wibrującą, silikonową szczoteczkę, która zasilana jest baterią.

Plusy:
bardzo ładnie rozczesuje i podnosi rzęsy,
nie kruszy się i nie rozmazuje,
ma ładny, głęboki czarny kolor,
mała i prosta szczoteczka ( dla niektórych może być to minus )

Minusy:
dla niektórych osób może się wydawać czasochłonny w nakładaniu - poprzez drgania szczoteczki, ale ja nie miałam z tym problemu.




Ciekawa jestem jakie są Wasze ulubione mazidła do rzęs.... A jakich nie lubicie. Może rzęsowe buble doczekają się u mnie też posta..

Uff i jakoś przebrnęłam.. 

Do następnego, pozdrawiam! <3