Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bielenda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bielenda. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 września 2014

Moja pielęgnacja twarzy

źródło: internet.

Jak już po tytule można się domyśleć, chcę Wam dzisiaj pokazać moje ulubione (i nie tylko) kosmetyki do pielęgnacji twarzy. Produkty przedstawione tutaj to oczywiście nie jedyne, jakie stosuję. Lubię czasem na przemian używać na przykład dwóch różnych kremów albo peelingów, jednak tylko tych, które mam sprawdzone, bo czasem moja skóra jest jednak kapryśna. Mimo wszystko pielęgnacja mojej twarzy jest banalna i prosta.
Rano wygląda to trochę inaczej, niż wieczorem. Ale o tym później. 
Zaczniemy od początku. Moja cera.. Kiedyś, dzięki wizycie (przypadkowej!) u kosmetyczki dowiedziałam się, że miałam atopową, wręcz odwodnioną skórę twarzy, ale dzięki bardzo dobrej ochronie i kosmetykom (głównie aptecznym), które mi poleciła wszystko na szczęście wróciło do normy. Problemem były źle dobierane kosmetyki, i myślę, że z takim problemem boryka się wiele kobiet, które po prostu nie wiedzą jaki mają dokładnie rodzaj cery, i używają kosmetyków niekoniecznie dobrych dla swojej skóry. Mam cerę wrażliwą, mieszaną, w kierunku do suchej, więc nie każdy kosmetyk jest dla mnie dobry. Jednak mam kilka, już sprawdzonych, które mnie dodatkowo nie przesuszają i spisują się dobrze. Karnację mam jasną, z piegami na nosie (do których już przywykłam i które zaakceptowałam).

Poukładałam sobie ten post wg produktów, których (aktualnie) używam. Moja pielęgnacja twarzy jest banalnie prosta i szybka i naprawdę skrócona do minimum. Nie wydziwiam z produktami i nakładaniem tony różnych rzeczy na twarz, a kosmetyki które używam są ogólnie łatwo dostępne.



PŁYNY I TONIKI


Na początek nie do końca pozytywnie, ale potem będzie już tylko lepiej ;) Pierwszy produkt, to dwufazowy ekspresowy płyn do demakijażu z Garniera, który kupiłam w Hebe pod wpływem mega pozytywnych opinii, jakie wyczytałam w internecie. Wszystkie achy i ochy sprawiły, że zapragnęłam mieć go i ja. Lubię produkty dwufazowe, nie przeszkadza mi oleista formuła, ucieszyłam się też że zmywa makijaż wodoodporny. Niestety trochę się zawiodłam, spodziewałam się po nim czegoś więcej. Nie zmywa dokładnie makijażu, muszę się trochę namachać płatkiem, a nazwa mówiła że będzie ekspresowo. W porównaniu do innych dwufazowych płynów jakie miałam, ten zostawia naprawdę silnie tłustą i nieprzyjemną warstwę na skórze. Parę razy zdarzyło się, że rano budziłam się z czerwonymi, piekącymi oczami. Męczę  jednak buteleczkę do końca, lecz na pewno nie wrócę do niego niestety ponownie. Płyn ma w składzie argininę, która ma poprawiać kondycję i wzmacniać rzęsy, jednak takiego efektu też nie zauważyłam. Drugi produkt, który też niekoniecznie pokochała moja buzia, ale który już się prawie kończy to tonik matujący ogórek&limonka z Bielendy. Ma ładny orzeźwiający zapach, plusem jest też to, że jest antybakteryjny i bezalkoholowy i to tyle pozytywów. Trochę mi się twarz klei po jego użyciu, a po paru godzinach miałam wrażenie że twarz robi mi się bardziej tłusta. Nie podoba mi się też to, że ma kolor zielony, i to na waciku, i to gdy nakładam go na twarz. Nie zauważyłam, żeby dokładnie oczyszczał twarz, a co dopiero matował. Skończę go jednak, bo nie lubię wyrzucać kosmetyków, ale już do niego nie wrócę. Może dla kogoś innego będzie się nadawał idealnie, ja niestety się z nim nie zaprzyjaźnię... Mój ulubieniec to tonik/płyn do codziennej pielęgnacji z Clinique. Kiedyś w Douglasie kupiłam sobie taki mały zestaw startowy 3 kroków z Clinique, typ skóry II, czyli mieszana w stronę do suchej. I zakochałam się, najbardziej polubiłam się właśnie z tym płynem, i wiedziałam, że jak skończy mi się ta miniaturka 100ml (która i tak starczyła mi na bardzo długo), to kupię sobie pełnowymiarowe opakowanie. Akurat Clinique otworzyło swoją stronę internetową, a że przesyłka była darmowa, i dodatkowo można wybrać sobie fajne miniaturki w gratisie, to się skusiłam. Mój płyn złuszczający ma pojemność 200ml i kosztował 79zł (jest jeszcze mega pojemność 400ml i kosztuje 125zł). Starcza na bardzo długo, jest bardzo wydajny. Na początku można się troszkę przerazić, bo wszystko co mamy niedoskonałe na buzi, wychodzi na zewnątrz, ale pani w Douglasie uprzedziła mnie, że tak właśnie działa ten płyn. Jednak jest to stan przejściowy, i potem można się cieszyć pięknie oczyszczoną, gładką i świeżą skórą. Płyn początkowo delikatnie mrowił mi  skórę, ale to tylko oznaka, że dobrze działa. Jest to najlepszy płyn/tonik jaki miałam, i absolutnie nie żałuję ani jednej wydanej na niego złotówki. Dzięki temu zestawowi startowemu poznałam się z marką Clinique, dlatego cieszę się, bo mimo, że mają niestety drogie produkty ale za to świetne jakościowo i warte tej ceny. Ostatni produkt, to też jeden z moich ulubieńców. Mowa tu o dwufazowym płynie do usuwania makijażu wodoodpornego z Sephory. Mam pojemność 125ml (w Sephorze dostępne są trzy wersje: 50ml - 15zł, 125ml - 29zł, i 200ml - 45zł). To mój absolutny ulubieniec, jeżeli chodzi o zmywanie makijażu oczu. Jednym pociągnięciem wacika i to bez tarcia schodzi dokładnie wszystko. Jest bardzo wydajny, ta średnia pojemność wystarcza mi naprawdę na dosyć długo. Nie podrażnia, mimo swojej konsystencji nie zostawia na skórze tłustej warstwy. Nie wyobrażam sobie wyjazdu, czy nawet codziennej pielęgnacji bez niego. Raz się zdarzyło, że nie miałam do Sephory po drodze, kupiłam ten z Garniera i dupa :) Bardzo też lubię dwufazowy płyn z Ziaji de-makijaż, jest dla mnie porównywalny właśnie do tego z Sephory, a do tego dużo tańszy.



ŻELE DO MYCIA TWARZY


Mam swoje trzy ulubione. Effaclar z La Roche Posay to mój stały bywalec łazienki. Nie stosuję go codziennie, ale świetnie oczyszcza i eliminuje zanieczyszczenia. O dziwo nie wysusza ani nie przesusza mojej skóry, mimo że polecany jest do skóry wrażliwej i trądzikowej. Zawiera wodę termalną, która nawilża i koi. Nie pasuje mi troszkę jego zapach, ale po tak długim czasie naszej znajomości już się przyzwyczaiłam. Drugi mój ulubieniec to żel oczyszczający Pure Zone z L'oreal. Ma dołączoną super gąbeczkę, która idealnie nadaję się do mycia buzi. Żel zapobiega błyszczeniu się skóry i dogłębnie oczyszcza. Jest wart kupienia dla samej szczoteczki, chociaż działanie samo w sobie jest zadowalające. Ostatni produkt to nowość w mojej łazience. Żel - peeling z Ziaji, z zielonej, nowej serii Oczyszczanie. Jest to produkt typu 2 w 1. Zawiera ekstrakt z liści manuka, działa antybakteryjnie, oczyszcza skórę, działa też nawilżająco i łagodząco. Cała ta seria ma ładny zapach (przynajmniej dla mnie), taki świeży i 'higieniczny' (może to ta manuka..) Peeling ma małe drobinki, które nie drażnią skóry.



PEELINGI DO TWARZY


Moje absolutne must have to chusteczki nawilżane do peelingu z Cleanic. Kupuję je w Rossmannie, miałam je na wakacjach, dzięki temu nie musiałam tachać kolejnej tubki z kolejnym kosmetykiem. Są dwustronne - jedna strona pokryta jest mikrogranulkami, a druga normalna, tak jak nawilżana chusteczka. Chusteczki są dosyć ostre, oczyszczają skórę ekspresowo, ale trzeba ich używać delikatnie, żeby nie podrażnić. Bardzo głęboko oczyszczają i wygładzają skórę twarzy, dają efekt dermabrazji. Chusteczki są dosyć duże, spokojnie mogłyby być o połowę mniejsze. W opakowaniu jest 10 sztuk. Kiedyś bardzo lubiłam takie aloesowe, w zielonym opakowaniu, dwustronne, peelingujące chusteczki, które kupowałam w Super Pharm. Nazwy nie pamiętam, a na półce ich dawno nie widziałam, ale też były dla mnie idealne. Moje ulubione dwa 'tubkowe' peelingi to gruboziarnisty peeling Argan Oil z Eveline i enzymatyczny aktywny peeling z Dermiki. Peeling z Eveline wcale nie jest taki strasznie gruboziarnisty jak nazwa wskazuje, powiedziałabym raczej że ma delikatne drobinki. Nie wiem, jak ja to kupowałam, że nie przeczytałam na opakowaniu, że peeling nadaję się do skóry mieszanej i tłustej (a ja mam raczej mieszaną w kierunku do suchej), ale na szczęście nie robi mi on kuku, i nad wyraz dobrze się sprawdza. Zawiera olejek arganowy, który odnawia komórki, i kwas hialuronowy, który nawilża i wygładza. Drobinki peelingujące nie są ostre, konsystencja jest dość gęsta, nie ścieka nam z twarzy, bardzo dobrze oczyszcza i odświeża twarz. A do tego jest wydajny i niedrogi (coś około 10 zł). Troszkę nie potrafię się jeszcze przekonać do peelingów enzymatycznych. Ale powoli próbuję. Aktywny peeling enzymatyczny Dermiki z serii Pure kupiłam na promocji w Super Pharm już jakiś czas temu. Ucieszyłam się że był na promocji, bo już jakiś czas jego zakup chodził mi po głowie, wydawał mi się produktem takim trochę luksusowym, ale że był trochę drogi (około 40 zł), to się wstrzymywałam. Dobrze działa, i powoli przekonuję się do jego formuły. Nie ma drobinek, trzeba go nałożyć tak jak a'la maseczkę, odczekać chwilkę i zmyć. Jest bardzo wydajny, końca nie widać... Pachnie glinką, którą zawiera w swoim składzie, ma jednolitą, musztardową, gładką konsystencję. Stosuję go maksymalnie raz w tygodniu, a czasem nawet i rzadziej. Nie podrażnia i nie powoduje pieczenia skóry. Lubię go, ale szału nie ma :D Cieszę się, że kupiłam na promocji. Ostatni produkt to pasta do głębokiego oczyszczania z Ziaji. Jak widzicie nowa seria Ziaji bardzo mi się spodobała. Pasta jest bardzo fajna, ale już zauważyłam, że przy codziennym używaniu raczej wydajna nie będzie. Dzięki Bogu jest tania, bo na pewno będę do niej wracać. Rozprowadzam pastę na dłoniach i myję twarz jak żelem, czy peelingiem. Podciągłam ją pod peelingi, bo może być dobrą alternatywą dla peelingu enzymatycznego z Dermiki. Ma właściwości złuszczające, mam wrażenie że cała ta seria dobrze się Ziaji udała :) Używam prawie codziennie do wieczornego oczyszczania twarzy.


KREMY DO TWARZY


Kremów do twarzy mam kilka, co nie znaczy, że po kolei nakładam je warstwami :D To są aktualnie wszystkie moje ulubione, które używane są przeze mnie na zmianę. Służą mi dobrze, więc na razie nie mam potrzeby rozglądać się za czymś innym. Kremy, które stosuję na dzień, idealnie mi służą nakładane pod makijaż.
Moim ulubionym (jak na razie ;)) jest Hydrolipidowy krem ochronny do twarzy z SF 50+ z firmy Pharmaceris o którym pisałam już osobną recenzję KLIKNIJ TUTAJ. Nakładałam go całe lato, i mimo, że jego pojemność to 50 ml, to myślę, że wystarczy mi jeszcze na jakiś czas, bo jest bardzo wydajny. Odkąd poznałam się z kremem z filtrem, teraz nie wyobrażam sobie bez niego mojej pielęgnacji. Wszystko co z filtrem rządzi! :)
Bardzo też lubię opalizujący krem z Ziaji z serii Sopot. Ma fajną konsystencję, lubię jego zapach, poprawia delikatnie koloryt skóry i dodaje blasku. Jest nasz polski, łatwo dostępny i tani. Na wakacjach, na zmianę z Pharmaceris używałam nawilżającego kremu z Sephory. Krem ma leciutką konsystencję, błyskawicznie się wchłania, nie klei się. Ma fajną, podręczną pojemność 30ml, przyjemnie, delikatnie pachnie. Pierwszy raz kupiłam go dzięki jakiejś szalonej promocji (kosztował wtedy 9,99zł) i teraz często po niego sięgam (jest to już moje 3 opakowanie). Od czasu do czasu, gdy czuję, że moja skóra twarzy jest ściągnięta i wysuszona sięgam po uniwersalny krem z Yves Rocher. Ma sporą pojemność 125ml, i nadaje się także do całego ciała. Ma trochę gęstą, ale jednak aksamitną konsystencję, dobrze sprawował mi się nałożony pod makijaż.
Na noc ukochałam  sobie mikrozłuszczający krem z kwasem migdałowym z Ziaji z tej nowej, zielonej serii Ziaja Oczyszczanie. Już wcześniej chciałam sobie kupić ten krem z kwasem z Pharmaceris, więc fajnie, że Ziaja wypuściła coś podobnego, za to w dużo bardziej przystępnej cenie. wiem, że niektórzy bardzo narzekają na zapach kremu - ja natomiast mam na odwrót, bardzo lubię ten zapach. Krem ma za zadanie złuszczać i odnawiać naskórek, oczyszczać skórę z zaskórników a przy tym nawilżać. Stosuję go na zmianę z olejkiem z Rossmanna ale o tym później :)



KREMY POD OCZY


Kremów pod oczy mam mnóstwo i muszę się przyznać, że niestety nie stosuję ich regularnie. Na zdjęciu widzicie moje dwa ulubione. Nawilżający krem marki Nuxe, ma działanie kojące i odżywcze. Lubię jego zapach, jest taki jakby lekko ziołowy, kojarzy mi się z leśną polaną :D. Jest dobry dla mojej suchej skóry, szybko się wchłania, niestety jest drogi, więc pewnie nie zawita do mnie ponownie. Mam też żel fizjologiczny pod oczy firmy Iwostin, który kupiłam dlatego, bo szukałam takiego, który nie uczula i jest hypoalergiczny. Żel ma delikatną formułę, i jest przeznaczony dla odwodnionej skóry, zmniejsza obrzęki i cienie pod oczami.
Zapomniałam wspomnieć, że na wakacjach zachwycił mnie krem pod oczy z Clinique All About Eyes. Robiąc zakupy na stronie internetowej Clinique, mogłam wybrać sobie zestaw miniaturek, i jedną z tych, które wybrałam była właśnie miniaturka kremu pod oczy. Miniaturka jak się okazało wcale nie była tak mała, bo mam ją do teraz. Krem pięknie wygładza i odżywia skórę wokół oczu. Jest bezzapachowy, ma piękny słoiczek i nawilża nieziemsko. Nie wiem jednak czy byłabym skłonna wydać ponad 100 zł na krem pod oczy, natomiast jeśli będę robić zakupy na stronie Clinique, to na pewno wybiorę znów miniaturkę tego kremu jako gratis.



SERUM I OLEJE


Wieczorem, po oczyszczeniu twarzy rzadko stosuję krem (chyba, że ten z Ziaji), natomiast królują u mnie olejki. Suchy pielęgnacyjny olejek z Nuxe mam już nie wiem od jakiego czasu. Jest mega wydajny, nie wiem kiedy (i czy w ogóle) mi się skończy. Pachnie przepięknie. Jest mega uniwersalny. Nadaje się na twarz, na ciało, włosy, paznokcie, i gdzie tam macie ochotę. Wchłania się błyskawicznie, nie pozostawia tłustej, oleistej warstwy. Na lato nadaje się na codzień na całe ciało. Posmarowane nim nogi i ręce wydają się smuklejsze i bardziej glam :) Jest jeszcze wersja ze złotymi drobinkami, ale nie przemawia do mnie wygląd jak świecidełko z choinki, chociaż pewnie pięknie prezentuję się na opalonej skórze. Niestety jest troszkę drogi (ja swój wyjęczałam i w końcu dostałam w prezencie od swojego chłopa ;)). Dobrze nawilża i wygładza skórę. Ma ładne, aczkolwiek trochę ciężkie, szklane opakowanie. Ale nie wyobrażam sobie go na przykład w plastiku. Opakowanie sprawia, że produkt wydaję się być bardziej ekskluzywny. Godny polecenia. Troszkę go niestety ostatnio zaniedbałam na rzecz nowo kupionego olejku do twarzy z granatem Bio z Alterry z Rossmanna. Olejek przeznaczony jest do skóry suchej i bardzo suchej. Ma w swoim składzie olej z pestek granatu i olej migdałowy. Nakładam go na twarz co wieczór, po oczyszczeniu. Ma fajną, małą, poręczną buteleczkę z pompką. Jest bardzo wydajny, mam go już jakiś czas a prawie nic nie ubyło :) Był tani, posiada certyfikat, ma naturalne składniki, robi dobrze mojej buzi więc na pewno wart jest polecenia :) Co jakiś czas lubię też na wieczór użyć sobie żelu nawilżającego Rival de Loop z Rossmanna. Dla mojej skóry to raczej takie bardziej a'la serum niż żel. Żel ma ładną, szklaną buteleczkę z pompką. Jest odświeżający i odżywiający. Szybko się wchłania, dobrze nawilża i koi. Strasznie podoba mi się zapach, jest taki specyficzny, ale nie umiem określić. Stosowałam parę razy pod makijaż, dobrze się sprawował, ładnie wygładzał skórę twarzy. Zawiera podwójny hialuron i pantenol. Był tani, ale nie pamiętam ile kosztował, bo mam go już jakiś dosyć spory czas. Wydajność też całkiem przyzwoita, żel jest zbity i gęsty. Najfajniejsze jest dla mnie to, że produkt daje odczuwalne uczucie chłodzenia i wyraźnego odświeżenia. 


RESZTA



Ostatnie dwa produkty są dla mnie również niezbędne i nieocenione podczas pielęgnacji mojej twarzy. Raz na jakiś czas, gdy czuję, że moja skóra lekko się przesuszyła lubię sięgnąć po nawilżające kapsułki pielęgnacyjne do twarzy z Rival de Loop z Rossmanna. Są tanie, a poleciła mi je moja pani kosmetyczka (podczas wizyty o której pisałam na samym początku). Niby taki zwykły, tani produkt z Rossmanna a uwierzcie, że potrafi wiele :) W opakowaniu jest 7 kapsułek, które zapewniają mega intensywną i szybką regenerację suchej skóry. Zawartość kapsułki wyciskamy na umytą twarz i to cała filozofia. Nie wyobrażam sobie także demakijażu bez płatków Lilibe z Rossmanna. Przetestowałam już różne płatki i zawsze wracałam do tych Rossmannowych. Są niezastąpione. I taniutkie. Zawsze miałam te zwykłe opakowanie, teraz  szaleńczo pokusiłam się o wersję z aloesem :P. 

Ważną częścią pielęgnacji mojej twarzy jest też nakładanie raz na jakiś czas maseczki :) Pisanie posta o maseczkach pamiętam, że sprawiło mi ogromną radość, a moje wypociny możecie poczytać TUTAJ


Jak widzicie, nie używam produktów jakoś specjalnie wyszukanych, tylko raczej takich ogólno-dostępnych. Moja pielęgnacja jest prosta jak budowa cepa :) A wy jakie macie swoje ulubione rytuały albo tricki pielęgnacyjne? Jakich kosmetyków lubicie używać?





Miłego dnia życzę! :)

środa, 10 września 2014

Wrześniowe zakupy - kosmetyki do pielęgnacji






Początkiem września wybrałam się parę razy na zakupy (czyli dziki szoping :)) w celu upolowania fajnych jeansów. Jak to zazwyczaj bywa, spodni nie znalazłam, więc na pocieszenie wstąpiłam do Rossmanna, SP i paru tam jeszcze po drodze. To zazwyczaj wystarcza, żebym wróciła do domu bardziej uśmiechnięta, nie poszalałam za bardzo, to jedynie same przydatne rzeczy (hehe, czy ja w ogóle kupuje jakieś niepotrzebne..:P )
Będą dwa posty, bo nie chciało mi się aż tak rozpisywać, więc rozdzieliłam moje zakupy, dzisiaj będzie o kosmetykach do pielęgnacji a na dniach do makijażu.






Na początek rzecz przydatna bardzo czyli żele pod prysznic. Przy okazji zwykłych zakupów zawsze upatrzę jakiś nowy, fajny zapach, a że zazwyczaj kosztują grosze, to żal nie brać :D



Isanowe żele kosztują grosze a dodatkowo były jeszcze na promocji, więc nawet się nie zastanawiałam..
Limonkę&mięte znają i lubią chyba wszyscy. Jest fajnie orzeźwiająca, pobudzająca, musiałam chapnąć ją znów :) Mój ulubiony to olejek melon&gruszka. Pięknie, słodko pachnie. No i jest to bardziej olej pod prysznic, niż żel, więc konsystencja jest bardziej delikatna. Dwa nowe, których wcześniej nie miałam przyjemności poznać; marakuja&kokos pachnie bardzo ciekawie. Słodko ale nie mdli. Ciekawa jestem, zobaczymy. I drugi; witaminowo&jogurtowy pachnie bardzo delikatnie, ale też przyjemnie. Żele jak to żele, mają za zadanie umilać nam prysznic :) Nie wymagam zbyt wiele, te z Isany zawsze spisywały się u mnie dobrze, więc są sprawdzone, tanie i godne polecenia.


Żele część druga :) Upatrzony na promocji żel Fa melonowo&witaminowy przypadkowo trafił do koszyka. Ale czuję, że będę zadowolona, bo też pięknie, świeżo pachnie. W ogóle zauważyłam, że lubuję się coś ostatnio w słodkich zapachach. Większa część mojej łazienki jest 'słodka' :) Mój facet za to wierny jest tylko kokosowym i miodowym zapachom, chociaż jak czasem wywącha jakiś fajny, to mi podbierze :) Ten z Yves Rocher Purple Lilac dostałam przy okazji zakupów. Miałam go już kiedyś. Bardzo lubię zapach bzu, więc dobrze, że zagości na półce, bo przypomni jesienną porą trochę wiosny. Żel z Oriflame z Natur Secrets gości u mnie pierwszy raz. Ale cieszę się bardzo, bo wszystko co lawendowe sprawia mi ogromną radość :)


Biovax bardzo lubię, mają świetne produkty, a że po wakacjach moje włosy troszkę osłabły, to postanowiłam zaopatrzyć się w końcu w jakąś maskę do włosów (chociaż nie lubię używać odżywek i masek) i kupiłam intensywnie regenerującą maskę do włosów słabych ze skłonnością do wypadania. Akurat była na promocji, więc lepiej dla mnie. Już dwa razy stosowałam, miałam potem mięciutkie włosy, więc myślę, że się polubimy. W zestawie z maseczką jest czepek, dzięki któremu produkt może lepiej zadziałać. Moje ulubione chusteczki do higieny intymnej facelle z Rossmanna kupuję zawsze na zapas jeśli są w promocji a ja jestem akurat w Rossmannie. Godne polecenia, bo najlepsze jakie miałam. Odżywka a raczej olejek arganowy do włosów z Douglasa już podbił moje serce. Pięknie pachnie, nie klei włosów, ładnie odżywia. Wmasowuję go po myciu w wilgotne włosy, prawie codziennie i już zauważyłam, że włosy się ładnie błyszczą i regenerują. Odżywił moje końcówki a do tego był na promocji, więc tymbardziej żal było nie kupić. Aaa i już zauważyłam, że będzie mega wydajny. Nic a nic się go nie zużywa, wystarczą dwie małe kropelki. Pasta do zębów, która już kiedyś u mnie gościła i byłam zadowolona, więc kupiłam ją ponownie. Pearl Drops hollywood smile, delikatnie wybielająca pasta do zębów (niby z systemem 4d - jakich to bajerów teraz nie wymyślą). Ma ładny, delikatny smak (nie wykrzywia mi buzi, jak większość, a tego nie lubię), bezpiecznie oczyszcza i rozjaśnia odcień zębów. Ostatni produkt ze zdjęcia to nowość, na którą miałam wielką ochotę, ale jeszcze nie testowałam. Miałam kupon rabatowy z SP, więc postanowiłam wykorzystać i skusiłam się na lakier żelowy utwardzający Sechce Vite. Nakłada się go na mokre, pomalowane paznokcie i ma dać efekt takiej a'la hybrydy. Ciekawa jestem bardzo, zobaczymy. Czytałam bardzo dużo pozytywnych opinii, więc mam nadzieję, że okaże się przydatny. 


Krem CC do ciała z Bielendy chciałam kupić już latem (w sumie nie wiem, czemu kupiłam go dopiero teraz, jak już kończy się sezon na krótkie galotki :)). Użyłam parę razy, ładnie pachnie (na szczęście nie tak, jak balsamy brązujące, bo zawsze drażnił mnie ten zapach), ma rozświetlające drobinki, pielęgnuje jak balsam, ma wygodną tubę. Na początku wystraszyłam się brązowego koloru, ale nie barwi i szybko wnika w skórę. Trochę spóźniony zakup, bo na lato byłby idealny. 


I ostatnie dwa produkty. Krem do pielęgnacji twarzy na dzień z filtrem z Palmersa kupiłam, bo był na promocji. Ot tak po prostu miałam ochotę wypróbować. Lubię tą markę, mam sporo produktów i zawsze jestem zadowolona, więc kupiłam w ciemno, ale myślę, że się polubimy. Krem jest w tubie, ma lekką, szybko wchłaniającą się konsystencję i ładnie pachnie (jak to produkty z Palmersa). Smaruję rano, pod makijaż na zmianę z tym z Pharmaceris o którym pisałam wcześniej KLIK. Olejek do twarzy Alterra z granatem bio pokochałam od razu. Zawsze wieczorem po myciu i oczyszczeniu nakładam go na twarz zamiast kremu. Rano mam mięciutką, gładziutką i nawilżoną skórę. Kosztował w Rossmannie grosze, a jest lepszy (przynajmniej dla mnie) niż niejedno drogie serum. Pachnie cudownie, jest wydajny i dobrze się wchłania. 



Dobrego tygodnia Wam życzę! :)

niedziela, 6 lipca 2014

Arbuzowa Bielenda!

Jakiś czas temu, przy okazji zwykłych zakupów w Biedronce, w ręce wpadło mi właśnie masełko. wiem, że był jeszcze peeling z tej serii, ale w mojej Biedronce już go niestety nie było a szkoda... Lubię Biedronkę za to, że zawsze można upolować jakiś fajny, tani kosmetyk. 
Arbuza lubię w każdej postaci, pomyślałam, że masełko będzie idealne na zbliżające się upały :-) ...orzeźwiające i pięknie pachnące. Jakiś czas mam już je u siebie, zapraszam więc na recenzję Arbuzowego Masła Do Ciała z Bielendy z serii Fruit Bomb SPA. 


Wskazania:
Masło przeznaczone jest dla każdego rodzaju skóry, na opakowaniu nie ma konkretnego wskazania, więc myślę, że nadaje się dla każdego... :-) 

Opakowanie:
Okrągły, plastikowy słoiczek, który mieści w sobie 100 ml produktu. Jest otwierany od góry, wygodnie leży w dłoni. Jest to mała wersja produktu, w sam raz na przetestowanie. 

Dostępność:
Kupiłam w Biedronce, widziałam, że w sumie wszystkie kosmetyki, które możemy kupić w Biedrze dostępne są też w Hebe, ale nie sprawdzałam, czy to masełko tam jest, zobaczę przy najbliższej okazji.

Cena:
Mała pojemność kosztowała całe 5,99 zł! :-)


Konsystencja/Zapach:
Zapach, to najpiękniejsze, co te masło posiada. Zapach rozkochał mnie w sobie niesamowicie. Nie jest chemiczny, jest po prostu do zjedzenia, słodki, cudownie świeży zapach arbuza, który orzeźwia moje zmysły :-) Konsystencja jest leciutka i przyjemna w aplikacji. Nie jest tak gęsta i zbita, jak typowe masła mają. Bardzo szybko się wchłania pozostawiając pięęęęękny, słodki zapach :-) Idealny na lato. 

Działanie:
Powiedziałabym, że działanie ma terapeutyczne... :-) Piękny zapach sprawia, że od razu robi się raźniej na duszy, wszystkie troski znikają, a humor się poprawia. A tak naprawdę... bardzo ładnie nawilża i odżywia skórę, szybko się wchłania, skóra jest gładziutka w dotyku. 

Skład:
Masło w składzie już na drugim miejscu zawiera masło shea, dalej olej z awokado, ekstrakt z arbuza <3 <3, potem już niestety barwniki, konserwanty i zapachy. Ale i tak, nie jest tak źle! :-) 


Myślę, że jest to produkt naprawdę świetnej jakości, za tak niską cenę... Godny wypróbowania i polecenia. Chociażby dla samego zapachu wart jest kupienia. Wszystkie miłośniczki słodkich zapachów wiedzą, o czym mówię... :-) Szczególnie teraz, bo zapach jest idealny na lato. Zapach słodki i orzeźwiający, konsystencja leciutka, idealny żeby wysmarować ciało szybko przed wyjściem. Żałuję, że nie kupiłam na zapas ;( Widziałam, że dostępne były trzy wersje zapachowe, z tego co pamiętam. Ciekawa jestem jak spisują się pozostałe..? Moje serce najbardziej skradł arbuz, dlatego mam tą wersję zapachową. 


Wcześniej słyszałam wiele dobrego o masłach Bielendy. Widziałam już kiedyś arbuzowe masło tej firmy, ale z serii professional, której niestety nie widziałam do kupienia nigdzie stacjonarnie. Wydaje mi się, że tamto masło ma bardziej zbitą konsystencję, ma też lepszy skład, nie zawiera barwników, ani parabenów. Ma większą, bo 200 ml pojemność, i trochę inne opakowanie. Słoik jest jakby "lepszego" wykonania, ma aluminiową nakrętkę, etykieta też jest ładna, słoneczna, letnia, zachęcająca do zakupu. Zapach podobno też jest nieziemski, więc szkoda, że stacjonarnie jest bardzo trudno go zdobyć. Produkty Bielenda Professional na pewno można kupić na allegro, pewnie też w niektórych internetowych drogeriach. Jest niestety dużo droższy od biedronkowej wersji, bo kosztuje około 26 zł... no ale coś za coś. 


sobota, 10 maja 2014

Ulubione maseczki do twarzy...

Dzisiaj, postanowiłam odpocząć po cały zabieganym tygodniu, dlatego też dzisiaj aktywnie dnia nie spędzę. :) będzie relaks i chillout! Czasem potrzeba nam takiego wyciszenia i ukojenia. Jest to czas idealny żeby odpocząć, zrelaksować się, poleżeć pod kocem z ciepłą herbatką z miodem i cytryną, przeczytać jakąś ciekawą książkę, na którą nie mamy czasu zabiegane w tygodniu, przejrzeć magazyny, albo odpocząć poprawiając sobie humor takim domowym spa. :) dzisiaj będzie trochę o takich polepszaczach, które większość z nas na pewno bardzo lubi, czyli maseczki, taaaram! Ja niestety stosuje je raczej nieregularnie, zazwyczaj nie mam czasu, jedynie czasem jak mi się przypomni w środku tygodnia, to umilę sobie kończący się dzień, natomiast w weekend sięgam już po nie znacznie częściej. Mam swoje ulubione i sprawdzone, do których zawsze wracam, dzisiaj chciałabym i Wam je pokazać. Posegregowałam je w 'grupy', tak, żeby łatwiej byłoby mi je opisać. Maseczki dobieram sobie w zależności na jaką mam ochotę, albo czego akurat potrzebuje moja skóra. Nie przeciągając... oto gwiazdy wieczoru...!
                                                                                   
Na pierwszy ogień idą maseczki rossmannowskie, firmy Rival de Loop, łatwo dostępne i bardzo tanie, dostępne oczywiście w każdym Rossmannie. Bardzo je lubię, mają fajne, wygodne podwójne saszetki, z których łatwo wydobyć produkt. Zawartość w jednej saszetce jest odpowiednia akurat na jedno użycie. Maseczki kosztują około 1,60zł, na promocji można dostać je jeszcze taniej. Wszystkie maseczki mają ph neutralne dla skóry, nie zawierają parabenów, silikonów ani barwników, są więc przyjazne dla naszej buzi.



1. Rival de Loop Hydro maseczka nawilżająca - jedna z moich ulubionych z tej linii. Zawiera kwas hialuronowy, który intensywnie nawilża i wygładza skórę. ma ładny zapach. Kiedyś dostępna była z innym składem i w trochę innej szacie graficznej, ale pamiętam, że po nałożeniu troszkę mnie szczypała buzia, w tej wersji nic takiego nie miało miejsca, ładnie nawilża i ładnie się wchłania.
2. Rival de Loop maseczka oliwkowa, zawiera oliwę z oliwek i ekstrakt z kwiatu lotosu. Maseczka łagodzi podrażnienia i chroni skórę przed wysuszeniem. Ma dziwny ale niedrażniący zapach (przynajmniej dla mnie), jest w formie kremu, bardzo przyjemnie się ją aplikuję. 
3. Rival de Loop maseczka złuszczająca peel-off - zawiera ekstrakt z rumianku i aloesu, które nawilżają i koją skórę. Bardzo lubię maseczki typu peel-off, są specyficzne, nie każdemu jednak przypadną do gustu. Maseczka bardzo ładnie i głęboko oczyszcza skórę, ma trochę gęstą konsystencję, bardzo łatwo się ją jednak nakłada, i dosyć dobrze 'ściąga'. Najczęściej nakładam ją po wcześniej zrobionym peelingu, wtedy działanie jest mocniejsze. 
4. Rival de Loop maseczka zielone jabłuszko, odświeżająca - ma ładny, miły dla nosa zapach świeżutkiego jabłuszka, który już rozpieszcza naszą skórę. Fajnie odświeża buzię, nie podrażnia i nie piecze po nałożeniu, ma bogaty skład - olejek jojoba, masło shea, olejek z moreli, olej z pestek jabłka i winorośli. Chroni skórę przed utratą wody, skóra wygląda na wypoczętą, odświeżoną, nawilżoną i odżywioną. 

Z serii Rival de Loop lubię także bardzo maseczkę odżywczą truskawka i wanilia, a także wersję miód i mleko, których akurat na zdjęciu nie ma. Są również bardzo dobre i mają piękne zapachy, które poprawiają mi humor.

Druga 'grupa' to maseczki z Bielendy. Są łatwo dostępne, kupimy je raczej bez problemu w każdej drogerii czy aptece. Kosztują coś około 3,50 zł, ale nie pamiętam dokładnie. Moje ulubione to prezentowane na zdjęciu dwie wersje.



1. Bielenda Awokado dla cery suchej i odwodnionej - to wg producenta wysoko skoncentrowany preparat o silnym działaniu nawilżającym i regenerującym; ekspresowo przynosi ukojenie oraz przywraca komfort i świetną kondycję suchej i odwodnionej skórze. Saszetka, którą dostajemy, to nic innego jak dwu-krokowa maseczka nawilżająca, podzielona na dwa etapy. Etap, czyli krok pierwszy to kompres nawilżający, który ma za zadanie intensywnie nawilżyć naszą skórę, a także złagodzić i ukoić podrażnienia. Nakładamy na twarz i pozostawiamy do wchłonięcia. Etap drugi to maseczka, która chroni, intensywnie regeneruje i odżywia skórę, wzmacnia ją i wygładza. Maseczkę nakładamy na twarz, i również zostawiamy do wchłonięcia - nie trzeba jej zmywać. 
Produkt przeznaczony jest do suchej, szorstkiej, odwodnionej skóry, wrażliwej na zmiany temperatury. Idealnie nadaje się po zimie, zregeneruje naszą skórę. Ma bardzo fajny, bogaty skład, zawiera d-pantenol, olej kokosowy, olej palmowy, hydromanil, ekstrakt awokado. 

2. Bielenda Olejek arganowy cera dojrzała i sucha - tak jak w poprzedniej wersji i tu dostajemy saszetkę podzieloną na dwie części: wygładzające serum i odmładzający koncentrat. Mimo, że na opakowaniu widnieje informacja, iż produkt jest dla cery bardzo dojrzałej, ja również po niego chętnie sięgam. To że ma działanie odmładzające i wygładzające nikomu jeszcze krzywdy nie zrobiło ;) Produkt zawiera koenzym Q10, ceramidy, kwas hialuronowy, olejek arganowy, a także masło shea, które mają za zadanie odżywić, zregenerować naszą skórę. Buzia po użyciu staje się promienna, gładsza, a zmarszczki mniej widoczne. Wg producenta produkt nadaje się dla nas, jeśli nasza cera jest sucha, bardzo dojrzała, pozbawiona elastyczności i jędrności, jeśli występują na niej przebarwienia spowodowane słońcem lub procesami starzenia się skóry, a skóra na ciele jest szorstka, przesuszona, wymagająca intensywnej regeneracji. 

Będąc kiedyś w H&M natknęłam się na stoisko z kosmetykami, które swoją drogą są bardzo dobre jakościowo. Chapsnęłam jedną maseczkę na próbę, ale tak się polubiliśmy, że wróciłam po więcej. Tak też maseczki z popularnej sieciówki stały się jednymi z moich ulubionych. Maseczki przepięknie pachną, Opakowanie jest dosyć spore, jedno wystarcza co najmniej na dwa razy, saszetka mogłaby być podzielona na pół, wygodniej byłoby jej używać a produkt starczał by na dłużej. Jedyna wada jest taka, że są one dostępne w sklepach H&M ( i niestety nie we wszystkich) i są dosyć drogie. Około 5 zł za jedno opakowanie.



1. Maseczka uspokajająca gruszka&melon ma za zadanie wyciszyć zmysły i zrelaksować naszą skórę. Dodatkowo oczyszcza twarz. Kolor jest lekko zielony, jest łatwa w aplikacji, maseczkę nakładamy na twarz i po 10/15 minutach zmywamy ciepłą wodą. Skóra jest gładka i miła w dotyku. 
2. Malinowa maseczka oczyszczająca - ma w składzie ekstrakt z maliny, mango, moreli, brzoskwini i granata. Pięknie owocowo pachnie, jak owocowy kisiel. Zapach jest odprężający. Ma biały kolor (swoją drogą, myślałam, że będzie raczej różowy). Rzeczywiście oczyszcza, i wygładza naszą buzię. 
3. Ochronna maseczka kokosowa zawiera masło shea i masło kokosowe, fajnie nawilża i delikatnie oczyszcza skórę. Zapach jest dosyć intensywny, maseczka lekko zastyga na buzi. Jest kojąca, sprawia, że nasza twarz jest gładka w dotyku.
4. Ostatnia, którą miałam okazję testować to przeciwutleniająca maseczka jagodowa. Tą wersję lubię najbardziej. Ba fajny, bogaty skład, zawiera przeciwutleniacze, chroni i odświeża skórę. Jest też delikatnie oczyszczająca. Zawiera olejek z pestek brzoskwini, który dobrze nawilża. Pachnie naprawdę obłędnie! 
Wiem, że są też dostępne inne wersje maseczek: wygładzająca z glinką z jagodami goji i granatem, delikatna maska z miodem manuka i jaśminem, oczyszczająca,rozgrzewająca waniliowa, aloesowa oczyszczająca, pomarańczowa maseczka peel-off, energetyzująca limonkowa, i ta, na którą mam największą ochotę - czekoladowa! 


Zbliżamy się ku końcowi (troszkę Was jeszcze jednak ponudzę), teraz będą maseczki, z których śmieje się mój chłopak :) Czyli nazywane przeze mnie tzw. 'szmaciaki' :) Maski, zwane potocznie kompresami...



1. Maska Mooya - tak jak te z Bielendy podzielona jest na dwa etapy, bioaktywną maskę i serum. Pierwszy raz miałam z nią do czynienia za sprawą pudełka Glossybox. Wtedy po raz pierwszy widziałam w ogóle taką maseczkę do twarzy :) Nie widziałam jej nigdzie stacjonarnie, szkoda, byłaby wtedy łatwiej dostępna. Wiem, że można ją kupić na stronie producenta (www.beautyface.pl) Teraz jest promocja, kupimy je za około 14 zł, normalna cena to coś koło 25 zł, więc dużo drożej. Jest ich parę rodzai, ja mam wariant perła - gładkość i delikatność. To moje drugie opakowanie tego wariantu. Pierwsze opakowanie, z jakim miałam przyjemność się spotkać było to Total Efekt Wypełniacz Kolagenowy. Wszystkich wariantów jest około 20, więc jest w czym wybierać. Dla każdego, co innego :) Na opakowaniu znajdziemy informację, że jest to produkt profesjonalny. Nie zawiera parabenów, barwników, ani konserwantów i jest przebadany dermatologicznie. Opakowanie zawiera intensywnie działającą maskę na twarz i szyję, w postaci bawełnianego płata silnie nasączonego naturalnymi substancjami oraz aktywne serum, którym kończymy zabieg, i które ma za zadanie odmłodzić i poprawić stan naszej skóry. Ogólnie aplikacja jest bardzo łatwa i przyjemna (po prostu wyciągamy produkt z opakowania i kładziemy na buźkę). Maska ma przyjemny, delikatny i świeży zapach. Można się zrelaksować i odpocząć. W moim odczuciu jest to produkt taki trochę luksusowy :) Żałuję jedynie, że produkt jest dosyć drogi w cenie regularnej i niestety trudno dostępny...
2. Maska kompres 4D intensywnie liftingująca i modelująca twarz marki Dermo pHarma+. Ja swoją kupiłam w Hebe, widziałam, że też jest spory wybór tych masek. Cena to niecałe 7 zł. Kompres, który nakładamy na twarz nasączony jest aktywnymi składnikami, w składzie znajdziemy m.inn.; kawior, kwas hialuronowy, ekstrakt z zielonej herbaty, ekstrakt z granatu, wit. E, glukozaminę i wiele innych. Kompres równomiernie rozprowadza się na buzi, wnika w głębokie warstwy skóry, wygładza zmarszczki i poprawia elastyczność, nawilża, i podobno rozjaśnia przebarwienia. Bardzo ładnie pachnie, mam ochotę na inne warianty. Działa bardzo fajnie, trzeba jednak zastosować parę razy, żeby zobaczyć efekt. Jak na taki profesjonalny zabieg, który możemy samemu sobie zrobić w domu, maska nie jest droga i łatwo dostępna. 
3./4. Maski kolagenowe firmy skin Recovery/Purederm koreańskiego producenta Adwin. Cena coś około 6zł, ale widziałam, że często są w promocji, ja swoje kupiłam w drogerii Hebe. dostępnych było parę wersji, ja skusiłam się na malinową a także czekoladowo-kakaową. Mają w składzie kolagen i witaminę e, które mają zapobiec starzeniu się skóry, oraz ją rozświetlić. Kupiłam je jedynie ze względu na zapach, wcześniej nie miałam przyjemności poznać się z nimi. Wcześniej miałam jeszcze wariant lawendowy, na pewno skuszę się jeszcze na delikatny rumiankowy. Kompres jest porządnie nasączony, jednak po nałożeniu nic nam na szczęście z buzi nie spływa. Producent zapewnia, że są w 100% wykonane ze składników naturalnych, w składzie natomiast mają parabeny... :/ Jeżeli ktoś lubi azjatyckie kosmetyki, na pewno będzie zachwycony, maski są dobrze dostępne, dosyć tanie, i warte wypróbowania.

Ostatnia 'grupa' to chyba najbardziej popularne i znane maski - Firmy Ziaja. Ziaję uwielbiam w każdej postaci. Uważam, że mają świetne, godne uwagi i polecenia produkty. No i co najważniejsze - nasze, rodzime! Maseczki z glinką to jeden z moich ulubionych must have. Spośród tej grupy, nie mam ulubieńca. Kocham je wszystkie tak samo. Wszystkie robią mojej skórze dobrze <3. Lubię je aplikować w zależności od tego jaki mam humor. Dostać je możemy niemal wszędzie, są najłatwiej dostępne ze wszystkich przedstawionych. Są najtańsze, kupić je możemy już nawet za 1,20 zł. Ja zazwyczaj kupuję je w firmowych sklepach Ziaji, albo w Rossmannie. Maski są wydajne, jedno opakowanie spokojnie wystarczy na dwa użycia.



1. Maska regenerująca z glinką brązową - przeznaczona jest dla każdego rodzaju skóry, po nałożeniu na twarz glinka rzeczywiście ma kolor brązowy. W składzie ma olej canola, proteiny ze słodkich migdałów, glicerydy kokosowe, wit. E i prowitaminę B5. Odżywia i regeneruje podrażnioną skórę. Łatwo się zmywa, ma przyjemny kokosowo kakaowy zapach. 
2. Maska anty-stres z żółtą glinką. Działa chyba naprawdę, bo zawsze poprawia mi nastrój - fajnie wygląda na buzi ;) Jakby się miało musztardę na buzi ;) Ma bardzo bogaty skład, skóra jest jakby bardziej odżywiona. Skóra nabiera zdrowego blasku, zapach przypomina mi trochę zapach migdałów, relaksuje i odpręża. 
3. Maska dotleniająca z glinką czerwoną - ma kolor taki bardziej pomarańczowy, aktywnie rewitalizuje skórę, łagodzi podrażnienia, i wzmacnia proces dotlenienia komórek skóry. Po zmyciu maseczki skóra jest mięciutka i nawilżona, nie zapycha i nie uczula. Miło, łagodnie pachnie. 
4. Maska oczyszczająca z glinką szarą - to była pierwsza maska Ziaji, jaka wpadła w moje ręce. 'Wyglądam' w niej jak bladziok i ufo ;) Przeznaczona jest do skóry mieszanej, trądzikowej i tłustej. Ja mam mieszaną w kierunku do suchej i krzywdy mi nie zrobiła. Używam jej zawsze jak mam jakieś niedoskonałości. Jestem jej wierna, nie próbowałam żadnej innej maseczki oczyszczającej tego typu. Dobrze oczyszcza, zmniejsza pory, pochłania sebum. Zapobiega powstawaniu podrażnień, aktywnie nawilża, ma też składniki o właściwościach kojących. 
5. Maska kojąca z glinką różową. Łagodzi, redukuje podrażnienia na skórze, aktywnie nawilża i tworzy warstwę osłaniającą naskórek. Polecana jest dla skóry wrażliwej. Ma delikatny, nienachalny zapach, zmniejsza zaczerwienienia, nie wysusza, zmiękcza naskórek i bardzo dobrze odżywia. Używam jej zawsze jeśli moja buzia napotka jakiś kosmetyk, który mnie podrażni, uspokaja wtedy moją cerę. 
6. Ostatnia maseczka, Phyto Aktiv, to moje ostatnie odkrycie, nie próbowałam jej nigdy wcześniej, bo nie miałam takiej potrzeby. Od jakiegoś czasu zaobserwowałam że na mojej buzi widoczne zaczęły być pojedyncze naczynka, przy okazji jakiś tam zakupów sięgnęłam więc po maseczkę żelową wzmacniającą, przeznaczoną dla cery naczynkowej. Jak nazwa wskazuje ma konsystencję żelową, bardzo dobrze się nakłada, nic nie spływa. Ma delikatny, lekko kwiatowy, przyjemny zapach. Przynosi ulgę, twarz naprawdę mniej się rumieni, wzmacnia naczynka i regeneruje naskórek. Na pewno będę do niej wracać. 


Maseczek na mojej twarzy przewinęło się dosyć sporo, nie wszystkie okazały się być dobre dla mojej skóry. Nie wszystkie mi pasują. Podrażniają mnie niestety maseczki 
Lirene, AA, czy Perfecty a szkoda, bo mają bardzo fajny wybór. Ciekawa jestem jakich Wy macie swoich 'buziowych ulubieńców' ?


do następnego! 
<3