Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sephora. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sephora. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 maja 2015

Podróże małe i duże...

Lubicie podróżować? Aktywniej spędzać weekendy poza domem? Albo wybieracie się często na dłuższe wojaże? To jesteście szczęściarzami :)) Nie ma nic przyjemniejszego, niż gdy czas na to pozwala, wsiąść w auto i poznawać nowe miejsca i ludzi. Lubię te momenty, gdy chociaż na chwilę mogę zapomnieć o zabieganym dniu, odetchnąć, odpocząć, nie myśleć o problemach. Dlatego tak cieszę się każdym jednym wyjazdem czy wycieczką. Tymbardziej, gdy jest to czas spędzony z moją ukochaną osobą przy boku :) Majówka, którą mamy, to dobry czas na to, żeby choć na troszkę wyrwać się z domu, mimo tego, że pogoda nas niestety nie rozpieszcza...



Ale ale, ten post nie będzie tylko o tym, że podróże i zwiedzanie to moje ulubione sposoby na spędzanie czasu wolnego. Bo my, drogie Panie, zawsze musimy czuć się i wyglądać znakomicie, nawet będąc poza domem, dlatego dzisiaj pokażę Wam moje małe kosmetyczne szaleństwa, które idealnie sprawdzają się w podróży. :)) Oczywiste jest chyba to, że na wyjazdy nie lubię tachać ze sobą tony kosmetyków pielęgnacyjnych, więc ograniczam wszystko do minimum. Mojej skórze też nie stanie się żadne kuku, jeśli przez kilka dni, tydzień lub dłużej nie będę jej smarować ulubionym kremem, dlatego chętnie biorę 'kosmetyki zastępcze'.



Mam już swoje ulubione i sprawdzone miniaturki kosmetyków, które idealnie mieszczą się w podróżnej, małej kosmetyczce. Zachęcam Was do zbierania różnego rodzaju próbek i miniaturek, potem będą one idealne właśnie tak jakiś wyjazd. Swoje bazowe wycieczkowe produkty mam głównie z Sephory i Clinique, ale dzięki kosmetykom z <kalendarza adwentowego> z Douglasa w moje ręce wpadły też całkiem nowe produkty. 
Dzisiaj, na szybciutko pokażę Wam różne produkty, z których może będziecie same chciały coś wypróbować i zabrać na jakiś wyjazd...




Na pierwszy ogień idą kosmetyki, które najczęściej zabieram ze sobą. Więcej mi nie trzeba, poza pojedynczymi dodatkami, jak na przykład płatki kosmetyczne, czy chusteczki peelingujące. 

Clinique, Anti-Blemish Solution, Clarifying Lotion, czyli inaczej tonik oczyszczający do twarzy. Bardzo lubię produkty 3 Kroków Clinique, i ten też pochodzi właśnie z takiego zestawu. Płyn jest oczyszczający, rozświetlający, złuszcza martwy naskórek i redukuje ilość wydzielanego sebum. 

Sephora, 2 in 1 Waterproof Eye Makeup Remove Gel, czyli inaczej żel do demakijażu oczu. Odrobina wystarczy na wacik, i makijaż zmyty. Lubię produkty pielęgnacyjne Sephory. Są naprawdę godne polecenia. 
Sephora, Waterproof Eye Makeup Remover, dwufazowy płyn do zmywania makijażu oczu, mój ulubieniec, który regularnie kupuję też w wersji pełnowymiarowej. Żaden makijaż nie jest mu straszny. :)
Clinique, Ani-Blemish Solution Treatment, beztłuszczowy preparat nawilżający, zmniejsza skłonność do powstawania wyprysków, nawilża i łagodzi skórę. Bardzo dobry do stosowania na noc, po dokładnym oczyszczeniu buzi.
Sephora, Instant Moisturizer Cream, lekki krem nawilżający do twarzy i szyi. Polubiłam go bardzo, zużyłam też już kilka pełnowymiarowych opakowań. Krem rzeczywiście jest leciutki, nie zapycha, ładnie nawilża. 
Sephora, Supreme Body Lotion, nawilżające mleczko do ciała, ma taki sam zapach, jak moje ulubione sephorowskie masło do ciała. Tubka niby mała, ale spokojnie starczy na wyjazd. 
Sephora, Instant Depuffing Gel, żel pod oczy, usuwający oznaki zmęczenia. Przeźroczysty, miły dla okolic oka żel, który pozwoli nam na mały relaksik i odpoczynek z wieczora.
Clinique, All About Eyes, krem pod oczy, który stał się jednym z moich ulubionych. Na pewno kiedyś zainwestuję w pełnowymiarowe opakowanie. Miniaturka i tak starcza na bardzo długo. 


Te kosmetyki najczęściej biorę ze sobą na wyjazd. To była taka moja bazowa, pielęgnacyjna mini kosmetyczka. W sumie oprócz kilku kosmetyków do makijażu więcej mi nie potrzeba, ale dzięki kalendarzowi adwentowemu z Douglasa poznałam kilka nowych produktów, które też dobrze poradzą sobie podczas jakiegoś szalonego wypadu. 




Jak widzicie, jest ich cała masa, dla każdego, co innego. No więc przedstawiam...
Douglas, Hair Repair Shampoo, proteinowy szampon regenerujący, ażeby i nasze włosy cieszyły się wyjazdem :) Tubka akurat na wyjazd. 
Douglas, Beauty System, Seathalasso Shower Gel, żel pod prysznic, który pachnie bardzo świeżo, morsko i ładnie się pieni. Dostałam kiedyś pełnowymiarowy produkt, ale jednak jest za drogi, bym chciała go kupić sama ;)
Venus, Cleansing Milk, mleczko kosmetyczne, nie zmywałam nim makijażu, ale będzie fajnie się nadawał do ogólnego odświeżenia buzi. Produkt, który u nas jest niedostępny, więc tymbardziej miło przetestować. 
Douglas, Beauty System, Seathalasso Body Lotion, lotion do ciała z tej samej serii zapachowej co żel. 
J.S.Douglas Söhne, Shower Gel Vitamine&Shea Oil, żel pod prysznic o bardzo fajnej, dosyć dużej pojemności i przyjemnym zapachu. Olejek shea sprawia, że skóra staję się gładziutka a witaminy zawarte w żelu dodatkowo ją odżywiają.
Douglas, XS Small, Velvety Body Lotion, delikatne mleczko do ciała, pojemność też dosyć duża, jak na miniaturkę. Balsam fajnie nawilża, zawiera ekstrakt z kwiatu wiśni i lotosu. Ładnie, delikatnie pachnie, jest idealny po depilacji :)
Douglas, Nails, Hands, Feet, Anti-Aging Handbalm, krem do rąk przeciw starzeniu się skóry ;) Można i takie cuda se sobą wozić ;) Ale szczerze, krem jak krem.. Miło się nim posmarować :)
Douglas, Beauty System, DBS Complex, Multi Talented Serum, wielozadaniowe serum, które zawiera wszystkie składniki aktywne, w skoncentrowanej formie. Ekskluzywny produkt. Daje skórze rozświetlenie i doskonałe nawilżenie :) szkoda, że jest go tak mało ;)
Venus, Aqua 24 Face Cream, krem na dzień, nawilżający, do twarzy. Przyjemnie się wchłania, delikatnie, miło pachnie. Mojej skóry nie podrażnił.
Douglas, Beauty System, Perfect Complexion Exfoliating Cream, DBS Complex, złuszczający krem do twarzy, a raczej delikatny peeling, zawierający mikrodrobinki, które mają działanie wygładzające i nawilżające. Potem dobrze jest nałożyć sobie serum z tej samej serii ;)
Douglas, Naturals, Face Cream Day with Argan Oil, miniatureczka kremu na dzień, produkt, którego nie widziałam w polskim Douglasie, wege kosmetyk, z certyfikatem Bio. Miło mieć :))
Toni Gard, My Honey, żel pod prysznic, owocowy, słodki i perfumowany. Zawsze się przyda. 




W każdej podróży przydatnym produktem są zawsze chusteczki nawilżające. Doskonale nadają się do szybkiego odświeżenia, czy zmycia makijażu w ekstremalnych warunkach.. Oprócz takich do twarzy, czy ciała, bardzo lubię też zabierać ze sobą dwustronne chusteczki peelingujące z Cleanic, które moja buzia bardzo lubi. 


Tak jak widzicie, ja mam w czym wybierać. Zachęcam Was dlatego do gromadzenia takich miniaturek albo próbek różnych produktów. Nie musimy od razu otwierać wszystkich, poza tym one też mają całkiem długie daty ważności, więc nie ma obawy, że zmarnują się tak szybko.. Oprócz Sephory i Douglasa, fajne pomysły oferuje nam także Rossmann, czy też inne drogerie. Najważniejszym plusem jest to, że oszczędzamy kupę miejsca w naszym bagażu, a nasza skóra mimo to nie odczuje żadnego dyskomfortu, czy braku właściwej pielęgnacji, a dodatkowo, często zdarza się, że miniaturowe produkty zdobywają nasze serce, i potem często goszczą z powrotem, ale w wersji pełnowymiarowej ;))




Majówka czas start! Macie już jakieś plany? Ja wybieram się na kilka dni do Gdańska, ale tydzień po Majówce - by uniknąć przesadnych tłumów, dzisiaj odpoczynek w domku, ale od jutra pewnie też gdzieś powędrujemy.. może w Góry... <3



poniedziałek, 23 lutego 2015

Codzienny , szybki makijaż / Ulubione produkty

Dzisiaj chciałam pokazać Wam moje ulubione kosmetyki, którymi robię mój codzienny, ekspresowy makijaż do pracy, co rano :) Choć mam mnóstwo kosmetyków i niestety, gdy coś wypatrzę to nieustannie kupuję nowe (powinnam się z tego leczyć!), to tych, których używam na codzień jest tak naprawdę niewiele... Są to sprawdzone i lubiane przeze mnie produkty, dzięki którym łatwo i szybko robię się 'na bóstwo' :D :P 

Ostatnio 'uczę się' i lubię robić różnego rodzaju kolaże, więc zebrałam swoje ulubione malowidła, by w ten sposób ładniej i przejrzyściej zaprezentować Wam całość, która prezentuję się tak: 


Astor, Mattitude High Definition, podkład HD, który jest moim absolutnym ulubieńcem, i zużyłam już kilka dobrych opakowań :) Kiedyś chyba muszę zrobić jego osobną recenzję. Podkład jest matujący, ma fajną konsystencję, którą łatwo rozprowadzić (ja robię to głównie pędzlem Hakuro H54 albo Flat Top Kabuki F60 z LancrOne. Próbowałam nakładać go również skunksem z Super Pharm, z serii Life, ale za dużo mi zżera tego podkładu).
Jak na moje potrzeby, dobrze kryje zaczerwienienia i niedoskonałości, jest podobno polecany dla skóry tłustej (oil free), ale ja mam skórę mieszaną, w kierunku do suchej i sprawdza się idealnie :) W mojej opinii jest niestety mało wydajny i to jedyna wada, jaką znajduje :) Aha, jako, że jestem bladziuchem mam odcień 001 IVORY. 

Gdy potrzebuję mocniejszego krycia, używam podkładu Dermablend z Vichy, który zapewnia naprawdę wysoki poziom krycia. Mam fluid korygujący - wersję dla skóry wrażliwej, odcień 15 OPAL. Oprócz tego, że jest niestety drogi (ja swój kupiłam na promocji w SP - 50%), to jak dla mnie innych wad nie ma. Kryje pięknie, jest trwały, nie zatyka, dodatkowo nawilża, doskonale wyrównuje kolor skóry i nie ma w składzie parabenów. Ma SPF 35, więc dodatkowy plus :) Wystarczy nałożyć go niewiele, gdyż krycie ma na prawdę bardzo dobre. 

Ulubiony puder prasowany, któremu jestem wierna już kilka ładnych opakowań, to Rimmel Stay Matte, w odcieniu 001 Transparent. Idealnie współgra z moimi podkładami, dobrze matuję, nie tworzy efektu maski, dla mnie w sam raz. Nie osypuje się podczas nakładania. Kolor jest idealny dla takich bladziuchów jak ja. Jedyne, do czego można się przyczepić, to felerne opakowanie, gdy spadnie, to po nim... ;) Ale nie to jest w tym wszystkim przecież najważniejsze. Naprawdę godny polecenia. 

Mój ulubiony korektor, którym tuszuję swoje wory pod oczami, to Nyx, Hihg Definition HD Photogenic Concealer Wand, korektor w płynie, jak się domyślacie, w najjaśniejszym odcieniu CWD01 Porcelain. Ma ładny, jasny kolor, rozświetla okolice pod oczami, odbija światło, bardzo dobrze kryje, nie wysusza i nie zbiera się w załamaniach. Warto go kupić i wypróbować. Sama swój kupiłam pod wpływem bloga Aliny Rose i przepadłam :) 

Baza pod makijaż Benefit, Stay Flawless, to produkt, od którego powinnam w sumie zacząć, bo jako pierwszy gości przecież na mojej twarzy. Baza jest 'mocna', przyciąga podkład jak magnes, dzięki sztyftowi jest wygodna w użyciu, robi co ma robić, więc jestem z niej zadowolona. Używam od niedawna, ale już podbiła moje serce. 


Jeśli chodzi o podkład, puder, korektor i bazę to by było na tyle. Bardzo lubię też podkłady z Max Factora (Lasting Performance - odcień 100 Fair, czy też nowy Skin Luminizer - mam w odcieniu 45 Warm Almond), latem lubię używać MACA Face&Body Foundation, mam w odcieniu N1). Przymierzam się natomiast do kupna Pro Longwear z MACA, którego jestem bardzo ciekawa. Jeśli chodzi o inne ulubione pudry, lubię też bardzo transparentny puder sypki z My Secret. Jest dobry, tani i niczym nie odbiega np. od tego z Max Factora. Marzy mi się natomiast Ben Nye Banana. Korektor lubię jeszcze ten z Maybelline, taki anty-age z gąbeczką, jednak nie kryje tak fajnie jak Nyx. Chciałabym też korektor z serii Pro Longwear z MACA, więc zobaczymy. Jeśli chodzi o bazę pod makijaż, to kiedyś długo stosowałam tą wygładzającą z Sephory, ale była mega silikonowa i zaczęło mi to przeszkadzać. 


Jeśli chodzi o brwi, to do gustu przypadło mi trio z Nyx'a, Eyebrow Powder, który mam w odcieniu 05 Brunette. Zestaw zawiera wosk, dwa brązowe cienie, ukośny pędzelek oraz szczoteczkę do wyczesania włosków. W Douglasie kosztował około 29 zł. Trio ma fajne, praktyczne opakowanie, łatwo się użytkuje i jest na pewno mega wydajne. 

Czasem, do podkreślenia swoich brwi lubię także używać po prostu kremowo - żelowego cienia Maybelline, Color Tatto, który mam w odcieniu 35 On and on Bronze, i nadaję się do tego idealnie. Gdy mam więcej czasu, bawię się natomiast farbką Ultra Aqua Brow Tint z Makeup Revolution, którą mam w odcieniu Fair, i mimo, że mam brwi bardzo ciemne, to ten odcień jest dla mnie idealny. 


Number one wśród moich ulubionych tuszy do rzęs to Benefit i They're Real! :) Uwielbiam go. Ma cudną szczoteczkę, pięknie wyczesuje, podkręca, wydłuża i unosi rzęsy, nie skleja, jednak by go polubić, trzeba nauczyć się nim malować. Jedyne, co mnie trochę smuci, to jego cena :/ Na codzień lubię używać tej małej, miniaturowej wersji, jest dla mnie wygodniejsza. 

Bardzo lubię też tani tusz do rzęs z Eveline, Extension Volume Mascara False Definition 4D, który ma fajną, silikonową szczoteczkę i ładnie mi te rzęsy rozdziela. Muszę jednak namachać się nim kilkakrotnie, żeby uzyskać pożądany efekt :) Ładnie wydłuża i trochę pogrubia. 


Jeśli chodzi o cienie, to na codzień wybieram raczej delikatny 'make up no make up'. Prawie codziennie używam pojedynczego cienia z Catrice Absolute Eye Colour 450 Oh, It's Toffeeful!. To taki jasny, delikatny, jedwabisty odcień jasno brązowo złoty. Delikatnie rozświetla powiekę, pięknie się prezentując. 

Ulubioną moją paletką jest na dzień dzisiejszy Naked 2 Urban Decay. Ma ładne, nudowe odcienie, które idealnie nadają się na codzień, można z nich stworzyć każdy rodzaj makijażu. Paletkę kupiłam ponad rok temu i do dzisiaj sprawdza się rewelacyjnie :) Mimo swojej wysokiej ceny, jest warta zakupu. 

Ostatnią nowością, która zdobyła moje uznanie jest kredka a raczej cień w kredce z IsaDory, który nabyłam całkiem niedawno w Douglasie, Twist-Up Eye Gloss Highter 02 Brown Sugar. Delikatny, ładny odcień brązu ślicznie prezentuje się na powiece, mieniąc i błyszcząc, ale bardzo delikatnie i subtelnie. Można nakładać na całą powiekę albo jako grubą kreskę, którą można rozetrzeć. Mam ochotę na inne odcienie :)


Jeśli o oczy chodzi, to lubię też paletki Sleeka, mam ich w 'swoim małym zbiorku' kilka :) Moja ulubiona to Storm i Au Naturel. Myślę też od jakiegoś czasu nad zakupem Oh So Special. 


Moje policzkowe cudaki, którymi się najchętniej na codzień maluję, to piękny róż z Pierre Rene, który mam w odcieniu 01 Soft Rouge. To bardzo ładny, chłodny, delikatny kolor różu, który idealnie stapia się ze skórą i nie ściera się z niej. Nie robi plam na buzi a kolor można stopniować. 

Mój drugi ulubieniec, to kupiony już wieki temu wypiekany róż do policzków z Lovely, z edycji zimowej Snow Blusher, w odcieniu Pink Princess. Daje bardzo delikatny efekt, ale przepięknie się 'mieni', robiąc wrażenie zimowej delikatnej tafli na policzku :) Absolutnie nie można sobie nim zrobić krzywdy. 

Odkąd kupiłam, nałogowo wręcz używam prawie codziennie... Mozaika z Essence, Multi Color Powder, Hello Autumn, to puder, bronzer i rozświetlacz w jednym :) I jest idealny, nic więc dziwnego, że tak szybko znikał z półek. 

Na codzień, w zależności od humoru, bardzo też lubię używać różu z Sephory, 20 Neon Orange, czy mozaikę z Nyx'a, w odcieniu MPB11 Truth, które pokazywałam Wam w T Y M poście. Bardzo lubię podkreślać policzki różem w kształcie serduszka, Blushing Hearts, z I <3 MakeUp, w odcieniu Candy Queen Of Hearts



I to by było na tyle, jeśli chodzi o mój zwykły, codzienny makijaż, wykonywany na szybko, co ranek. Wiadomo, że czasem lubię sięgnąć też po inne produkty, ale te pokazane tutaj wiodą w rankingu używalności :) Ciekawa jestem, czy Wy macie swoje ulubione kosmetyki, którym jesteście wierne co ranek :) 

POZDROWIENIA <3




wtorek, 27 stycznia 2015

Drobne zakupy: Sephora / Douglas

Całkiem zapomniałam o tym poście, choć napisałam go już początkiem stycznia :/ W okresie grudzień/styczeń jak na prawdziwą kobitę przystało buszowałam po sklepach, macałam i oglądałam wszystko, bo był to czas wyprzedaży, które niestety trwają gdzieniegdzie aż do teraz (o zgrozo, dla mojego portfela ;)). Oprócz ciuchów parę nowości kosmetycznych wtedy też wpadło w moje ręce, dlatego dzisiaj pokażę Wam moje drobnostki kosmetyczne, które nabyłam w tamtym czasie. Dzisiaj skupię się na dwóch perfumeriach, Sephorze i Douglasie, bo produkty kupione przeze mnie pochodzą właśnie stamtąd. 



Złota piątka moich nowych ulubieńców :) 

Benefit, baza pod makijaż Stay Flawless, kupiona w Sephorze. Sephora ma markę Benefit na wyłączność, więc wszystkie kultowe kosmetyki tej firmy możemy kupić właśnie tam. Na promocji zapłaciłam za nią około 55 zł (normalnie 130 zł), więc żal było nie brać :)) Baza ma fajną formułę sztyftu, jest więc bardzo wygodna w użyciu. Producent twierdzi, że baza ma zapewnić nam 15 godzin nieskazitelnie wytrzymałego makijażu. Baza ma cielisty kolor, jednak na twarzy jest bezbarwna. Idealnie trzyma, podkład nie waży mi się na twarzy, nie nakładam jej jednak na całą buzię, jedynie na czoło, policzki i nos :) Trzeba nauczyć się nakładać na nią podkład, bo rzeczywiście przyciąga go jak magnes. Coś w tym jest. Samo opakowanie jest tak słodziutkie (jak większości Benefitowych produktów), że chętnie sięgam po nią każdego dnia. Myślę, że produkt zasługuje na oddzielną recenzję :)

IsaDora, Twist-Up Eye Gloss Highlighter, Rozświetlający cień w sztyfcie, ja mam odcień 02 Brown Sugar, kupiony w Douglasie, na promocji, gdy było -30% na kolorówkę. Jakoś zaczęłam lubić produkty tej firmy, choć wcześniej nie miałam z nimi za bardzo do czynienia. Kredka jest w formie odkręcanego, grubego sztyftu. Dostępne są przepiękne odcienie. Można malować nimi całą powiekę, lub robić tylko 'kreskę'. Kolory są delikatne, rozświetlające, dają świetlisty efekt. Ładnie podkreślają kolor oka. Mam jeszcze ochotę na delikatniejszy 05 - Jet Set. 

Sephora, Universal Lip Liner, 01 Incolore, Clear, bezbarwny, wodoodporny, silikonowy 'ołówek' do konturowania ust. Ma gwarantować nierozmazywanie się pomadki. Chciałam go już jakiś czas temu, myślę, że nie jest to niezbędny produkt, ale fajny gadżet za niską cenę. Poza tym jeśli lubimy konturówki do ust a akurat nie mamy takiej w odpowiednim kolorze pasującym do jakiejś pomadki, ta uniwersalna kredka będzie idealna. Wcześniej nawet nie miałam pojęcia, że taka kredka istnieje :) Kredka jest w kolorze białym, ale po nałożeniu jej na usta robi się bezbarwna i naprawdę działa, robiąc 'granicę' dla pomadki. Fajny, ciekawy produkt :) 

Sephora, Ultra Vinyl Lip Pencil, 04 Coral Glow, pomadka do ust w kredce, bardzo lubię takie produkty.  Mam już kilka takich produktów, lecz innych marek. Szkoda, że Sephora ma niestety mały wybór kolorów w swojej ofercie. Mam ładny, czerwony odcień, w sklepie nie zauważyłam, że ma jednak trochę za dużo świecących drobinek. No ale mądra baba po szkodzie :) Pomadka idealnie wygląda na ustach 'nałożona' do jakiegoś eleganckiego stroju. :) Jest wygodna i łatwa w użyciu, można stopniować intensywność nakładanego koloru. Trochę jednak przeszkadza mi ten zbyt duży 'połysk' i 'świecenie', dlatego wolę kredki Catrice, Bourjois, Revlonu, czy Clinique. 

IsaDora, Bronzing Powder, brązujący puder do twarzy i ciała, mam odcień 45 High Light Tan, który kupiłam na promocji w Douglasie, był to taki mini zestaw z IsaDory, w którym znajdował się puder, tusz do rzęs, kredka i rozświetlacz. Fajnie, że rozmiarowo jest trochę mniejszy, niż normalna wersja, bo łatwiej go wszędzie zabrać, a uwierzcie mi, wydajny jest bardzo, więc na pewno starczy na długo. Ten bronzer to jeden z lepszych, jakie mam. Daje ładny efekt, możemy stopniować jego kolor, i mimo, że to bronzer, nie można zrobić sobie nim krzywdy. Przypomina mi troszkę Hoola z Benefitu, którą mam i którą też bardzo lubię. Dzięki temu zestawowi mogłam choć troszkę bliżej poznać markę IsaDora, i już wiem, że kosmetyki tej firmy zaskoczyły mnie bardzo pozytywnie i na pewno jeszcze coś wpadnie w moje ręce. :) 






sobota, 27 grudnia 2014

Małe zakupy / Nowości kosmetyczne

Dzisiaj chciałam Wam pokazać moje małe zdobycze, które zostały kupione w ostatnim czasie. Są to kosmetyki do makijażu. Zapraszam. 


W Naturze skusiłam się na nowość, o której czytałam już na paru blogach, a że dodatkowo urzekła mnie szata graficzna produktu, tym bardziej postanowiłam kupić. Tusz do rzęs Lash Princess z Essence, to chyba jeden z najładniejszych tuszy, jakie miałam :) Najpierw nigdzie nie mogłam go zdobyć, a potem, kiedy już olałam moje poszukiwania - tusz leżał sobie w szafie i czekał na mnie, jak gdyby nigdy nic ;))


Producent zapewnia, że maskara lash princess ze specjalnie wygiętą szczoteczką w kształcie głowy kobry pokryje każdą rzęsę i pozwoli wyczarować królewską objętość i zachwycające, urocze, powłóczyste spojrzenie. dla intensywnego makijażu oczu. Jest unikalna, jak każda księżniczka, dlatego ubrana jest w wieczorową suknię. princess(ence)! 
Maskara 'ubrana' jest w uroczy gorsecik, który wykonany jest z gumy, dzięki temu bardzo wygodnie leży w ręku i nie ślizga się. Jestem zachwycona efektem jaki ten supertani, zwykły, drogeryjny tusz daje :) Maluje się nim na zmianę, z moim ulubionym z Benefit They're Real. Fajny kształt szczoteczki sprawia, że lepiej ona 'wyczesuje' rzęsy. Daje widoczny efekt pogrubienia i wydłużenia, nic mi się też nie osypuje ani nie podrażnia. Bardzo lubię stosować ją w duecie z bazą pod tusz Lash Base z Essence, którą kupiłam przy okazji tych samych zakupów w Naturze. To pierwsza moja baza pod tusz do rzęs, jaką mam przyjemność używać. Kupiłam z ciekawości, no i z myślą, że przyczyni się do tego, że moje rzęsy będą jeszcze dłuższe. 


Baza pod tusz z Essence, to stosunkowo nowy produkt w szafie tej marki (przynajmniej ja nie widziałam wcześniej). Kosztowała coś około 10 zł. Opakowanie wygląda jak zwykły tusz do rzęs, jest widoczne i białe. Szczoteczka jest zwykła i prosta. Bardzo dobrze 'chwyta' rzęsy. Są mocno umazane białą mazią, do której świetnie przylega tusz. Dużo lepiej tusz do rzęs prezentuje się na oku, gdy mam nałożoną tą bazę. Zauważyłam też, że tusz się nie osypuje, i ładniej trzyma się przez cały dzień. 

Kolejne produkty to kosmetyki do pielęgnacji ust. Błyszczyk, masełko i szminka. 



Błyszczyk do ust Sephora, Kiss Kiss Universal Pink Gloss ze świątecznej, nowej kolekcji skradł moje serce. Piękna, czarna, metalowa puszka, z przesuwanym wieczkiem kryje w sobie 15 g produktu. Myślałam, że produkt dostępny jest tylko online, i gdy w Sephorze w Katowicach zobaczyłam go przy kasach, od razu buchnęłam do mojego koszyka. Kosztował chyba około 20 zł, już nie pamiętam. Idealny na mały prezent, dodatkowo ma uroczy kartonik, na którym można napisać dla i od kogo :) Ładnie pachnie i ma delikatny, różowy kolor, który podkreśla kolor naszych ust. 

Kolejny produkt to okrągłe masełko do ust z Nivea. Wersja kokosowa. Coś mam słabość do mazideł w puszeczkach :)) Opakowanie zaprojektowane na podobiznę puszki kultowego kremu z Nivei. Kupiłam z myślą o nawilżaniu ust na zimę, zawsze mam w torebce. Jest wiele różnych wariantów zapachowych. Mam jeszcze ochotę na karmel (toffi?), ale i tak nie zużyję, więc szkoda, żeby leżało. 



Pomadka z Avon, to taki raczej zakup w ciemno, niestety nie za bardzo trafiony. W katalogu prezentował się bardziej ciekawie. Produkt z serii ColorTrend, kolor Amethyst. Myślałam, że to będzie taki zgaszony róż a kolor niestety okazał się całkiem inny, niż na zdjęciu :/ Taka babcina szminka (ale pachnie dosyć ładnie), chociaż nawet mojej babci nie spasowała :)) Będzie leżeć, może kiedyś się do niej przekonam... 

Kolejny duet znalazł się na zdjęciu razem zupełnie przypadkowo :) 



Korektor pod oczy Nyx High Definition HD Photogenic Concealer Wand. Ten korektor chodził za mną już od dawna. I gdy nadarzyła się okazja zakupów w Douglasie, wzięłam bez wahania :) Czytałam mnóstwo pozytywnych recenzji o tym produkcie, a jeszcze bardziej ucieszył mnie fakt, że jest idealnie jasny do mojej bladej twarzy :) Mam kolorek 01 Porcelain, najjaśniejszy. Korektor bardzo ładnie stapia się ze skórą, i dosyć dobrze kryje moje cienie pod oczami. Ma twardy aplikator, wystarczy odrobina, zbyt duża ilość uwydatnia zmarszczki mimiczne...  Trzeba go szybko szybko i precyzyjnie rozprowadzać, bo po nałożeniu zastyga i gęstnieje. Jeden z lepszych jakie mam. Mój Ci on! :))



Cień do powiek 3D z Essence, to też ostatnio jedne z moich ulubionych cieni (niepaletkowych) na codzień. Mam już kilka kolorków, tym razem kupiłam sobie nowość odcień 01 Irresistble fox-trott. Podwójny cień ma lekką, satynową teksturę i nadaje metaliczne i lśniące wykończenie. Może być aplikowany na sucho i na mokro. Piękny odcień brzoskwini i brązu ładnie prezentuje się na oku. Cienie niestety nie są jakoś mega napigmentowane, i troszkę osypują się przy nakładaniu, dlatego najlepiej używać ich razem w duecie z bazą. 

Ostatnie produkty to mozaikowe pudry i róże do policzków, które nabyłam w ostatnim czasie. Mój aktualny ulubieniec, używany prawie codziennie, to puder brązująco-rozświetlający Hello Autumn z Essence. Kosztował coś koło 10 zł, ale przez ciągłe promocje w Naturze dokładnie nie pamiętam. Ładna mozaika w kształcie liści pięknie prezentuję się w opakowaniu, co dodatkowo cieszy oko. Jest to edycja limitowana, więc zachęcam do kupna, jeśli jeszcze spotkacie. Bardzo ładnie, subtelnie, delikatnie rozświetla i dodaje blasku. Idealny dla jasnej karnacji. Kuku sobie nim nie zrobimy. Wielofunkcyjny. Może służyć jako bronzer i rozświetlacz, czy róż do podkreślenia policzków. Dzięki temu produktowi możemy wyczarować sobie złotą jesień na policzkach :)) Gorąco polecam. Jeden z lepszych jakie mam. 



Kolejny produkt kupiony podczas promocji w Naturze, to róż do policzków marki Pierre Rene, Rouge Powder, 01 Soft Rouge, ładny kolor chłodnego różu. Mam już parę kosmetyków tej marki i uważam że robią naprawdę dobre produkty, za niską cenę. Kolor jest trwały i idealny, właśnie takiego szukałam od jakiegoś czasu. Mam taki sam odcień pomadki, więc idealnie mi współgra. Dobry zamiennik  tego drogiego z MACA. Poza tym to nasza polska, rodzima marka, więc warto wspierać :))

Róż z Sephory, kupiłam podczas promocji 2 + 1. Mam numerek 20 Orange Neon. Dosyć drogi, standardowo kosztuje około 39 zł, więc trzeba polować na promocje. Fajny kolor pomarańczy, w sam raz, dla takiej jesiennej dziewczyny jak ja :)) Wystarczy tylko delikatnie musnąć w nim pędzel, by uzyskać pożądany efekt, nie trzeba nakładać dużej ilości. Lubię róże do policzków z Sephory, są naprawdę dobrej jakości, buzia wygląda świeżo. 



Ostatni produkt, to mozaika marki Nyx, odcień MPB11 Truth. Jest kilka odcieni do wyboru. Rewelacyjny kosmetyk, jednak myślę, że bardziej na te cieplejsze, letnie dni. Idealny jako bronzer. Jest dobrze napigmentowany, wystarczy odrobina na pędzel. Ma idealny kolor, ciepłe tony idealnie pasują do mojej karnacji. Trochę osypuję się przy nakładaniu, ale wystarczy dobrze strzepnąć pędzel :) 

To by było na tyle, pochwalcie się czy macie któryś z tych produktów, i co o nich sądzicie. 




poniedziałek, 3 listopada 2014

Było, ale się skończyło! Mini - Denko #1 / październik

Lubię czytać i oglądać na innych blogach takie serie, więc postanowiłam od czasu do czasu zamieszczać takie zbiorowe mini recenzje. Mimo wielkiej chęci i dużego zapału, jednak ciężko było mi się zabrać za pisanie tego posta. W sumie nie odłożyłam zbyt dużej ilości kosmetyków, bo mimo, że ten temat świtał mi w głowie już od jakiegoś czasu, to w gonitwie codzienności zapominałam o tym. 


Myślę, że jak na pierwszy raz, nie będzie tak źle. Pokażę Wam, te produkty, które mimo wszystko jakimś cudem udało mi się odkładać w kąciku pokoju w papierowej torbie ;-) Są to same produkty do pielęgnacji, obiecuję, że temat się rozwinie z każdym kolejnym tego typu postem ;-) 

Na pierwszy ogień idą szampony, jakie służyły mi przez ostatni czas. Muszę się przyznać, że w łazience zawsze otwartych mam parę butelek różnych szamponów. Nie mam niestety nawyku mycia tylko jednym i dopiero jak się skończy to następnym. W zależności od nastroju sięgam za każdym razem po inny. Też tak macie?


Fructis Garnier - Fresh, szampon wzmacniający
Od czasu do czasu lubię kupować szampony Garniera, mam już swoje ulubione, ale również i takie, które nie podbiły mojego serca. Zdecydowałam się na wersję Fresh, wzmacniającą, bo po lecie włosy były trochę przesuszone. Szampon ładnie orzeźwiająco pachnie, fajnie się pieni, dobrze oczyszcza skórę głowy, generalnie robi to co powinien. 

Dove, Nutritive Solutions
Jakoś wcześniej nigdy nie po drodze mi było do kosmetyków marki Dove, dzięki temu, że wygrałam zestaw kosmetyków Dove, mogłam poznać także szampon tej marki. Muszę stwierdzić, że byłam bardzo na plus. Włosy były gładkie i pięknie się błyszczały, szampon ładnie odżywiał i poprawiał stan włosów. Ładny, ale bardzo delikatny zapach dosyć długo utrzymywał się po umyciu. 

Balea, szampon truskawkowy
Kiedy już podczas wakacji napadłam na DM i wykupiłam zapas kosmetyków Balea na pół roku, zapach tego szamponu chyba urzekł mnie najbardziej ze wszystkich produktów. Szampon nadaje się do codziennego stosowania, nie ma w składzie silikonu, pięęęęęęknie pachnie, a zapach utrzymuje się na włosach dosyć długo. Szampon fajnie się pienił, nawet dokładnie mył, jedyna szkoda, że się już skończył ;-)

Avon, Advance Techniques, Morooccan Argan Oil
Kiedyś już miałam ten szampon i pamiętam, że byłam bardzo zadowolona, więc nie wahałam się zamówić go sobie znowu. Nie wiem, czy trafiłam na jakąś wyleżaną, felerną butelkę, czy moje włosy zrobiły się jakieś inne, ale miałam wrażenie, że to już nie ten sam szampon, który miałam kiedyś. Pamiętam, że zapach po umyciu utrzymywał się na włosach niesamowicie długo i był naprawdę przyjemny, teraz tego natomiast nie zauważyłam. Miałam wrażenie, że wręcz czasami sklejał i przetłuszczał mi dodatkowo włosy, dlatego też męczyłam tą butelkę dosyć długo. 

Po kąpieli włosów zapraszam na kąpiel ciała. Żeli do ciała też jednocześnie używałam różnych, ale to chyba normalne, bo chyba wszystkie za każdym razem mamy przecież ochotę na inny zapach podczas mycia. 


Le Petit Marseillais, kremowy żel pod prysznic, mleczko waniliowe
Wzięłam na wypróbowanie, wszak firma była tak rozreklamowana, że aż wstyd by było nie kupić. Jednak jakoś kopara mi nie opadła. Teraz mam wersję lawendową i muszę przyznać, że jest o wiele lepsza :-)

Isana, kremowy żel, aloes i jogurt
Rossmannowskie żele Isany bardzo lubię chyba w każdej wersji zapachowej. Są tanie, świetnie się spisują i można wybierać z bardzo bogatej oferty. Żel ładnie pachnie, skusił mnie ten aloes w nazwie, który w składzie niestety jest daleko.. Ale nie to jest najważniejsze, więc przemilczmy to. ;-) 

Fa, Vitamin&Power, Honey Melon
Kupiony na promocji, na chybił trafił, a okazał się naprawdę fajnym produktem. Bardzo ładnie pachnie, fajnie oczyszcza. Jak natknę się kiedyś przy okazji, to myślę, że spróbuje jeszcze inne wersje zapachowe :-)

Isana Med, Urea, żel pod prysznic z zawartością mocznika
Kupiłam, gdy miałam problem ze zbyt suchą skórą, muszę przyznać, że dobrze się sprawdził. Żel jest bardzo delikatny i łagodny, mimo to, intensywnie i odczuwalnie pielęgnuje wysuszoną, podrażnioną skórę. Pachnie bardzo delikatnie. Nie zawiera barwników, silikonów i parabenów. Ma pH neutralne dla skóry. Fajny produkt za małą kwotę. 

Moje skromne denko kończą produkty do pielęgnacji twarzy. 


Vichy Normaderm, głęboko oczyszczający żel
Jeden z moich ulubieńców, jeśli chodzi o żele do mycia twarzy. Pierwszy raz kupiłam go w ciemno, omamiona reklamami, polubiłam go na tyle, że zawsze do niego wracam. Żel zawiera wodę termalną,  i mimo, że dosyć dobrze oczyszcza, to jest delikatny i idealnie nadaję się do skóry suchej i wrażliwej. Często można go kupić na fajnej promocji w Super Pharm. Jest bardzo wydajny. Plusem dla mnie jest też to, że ma pompkę! :-)


Sephora, Super demaquillant yeux waterproof, płyn do usuwania makijażu wodoodpornego
Mój ulubieniec, jeżeli chodzi o zmywanie makijażu. Mimo, że miałam już masę różnych ścieraczy do oczu, to jeszcze nie trafiłam na lepszy od tego. Jest absolutnie fantastyczny, usuwa wszystko raz dwa, bez żadnego tarcia, jest bardzo bardzo wydajny, nie szczypie i nie podrażnia. Wspominałam o nim też < t u t a j >


Clinique, Clarifyind Lotion Clarifiante, tonik/płyn do codziennej pielęgnacji, krok 2
Zaczęłam od małej 100 ml buteleczki, która dołączona była do zestawu startowego 3 kroki z Clinique, teraz regularnie kupuję tą dużą butelkę, która przy codziennym stosowaniu i tak starcza na max czasu. Prześwietnie oczyszcza twarz, i mimo swojej drogiej niestety ceny, jest warty każdej wydanej złotówki. Wspominałam o nim w poście dotyczącym pielęgnacji mojej twarzy < t u t a j >


Bioderma, Sebium Gel Moussant, antybakteryjny żel do mycia twarzy
Kupiłam go kiedyś na wyprzedaży w Hebe, potem parę razy zagościł jeszcze w mojej łazience. Mimo, że zalecany jest do trądzikowej i tłustej skóry, to świetnie też oczyszcza skórę wrażliwą, mieszaną i suchą. Nie podrażnia, zapobiega zatykaniu się porów, działa antybakteryjnie, nie wysusza, bo nie zawiera mydła. Ogólnie bardzo lubię kosmetyki Biodermy, kiedyś myślę zrobić taki post ogólny z produktami tej marki :-)



Denko małe, ale pierwszy tego typu post przynajmniej już za mną ;-) Muszę wyrobić sobie nawyk 'zbieractwa', a nie automatycznego wywalania do kosza, wtedy posty będą dłuższe ;-) 


 Miłego dnia Wam życzę! :-) 

czwartek, 30 października 2014

Sephorowa wishlista! Część II - Pielęgnacja

Dzisiaj zapraszam na drugą część sephorowych chciejstw, tym razem będą przedstawione produkty do pielęgnacji. Wcześniejszy wpis, który poświęcony został w całości kosmetykom do makijażu możecie zobaczyć i przeczytać <t u t a j >

Myślę, że większość produktów jest raczej w miarę dostępnych cenowo, chociaż będą produkty i takie z wyższej półki ;-) Jak marzyć, to marzyć ;-) Mam w domu sporo kosmetyków do pielęgnacji made by Sephora i muszę stwierdzić, że są naprawdę bardzo dobrej jakości, swoje zadania spisują znakomicie, i bardzo je lubię. Nic więc dziwnego, że sephorowe produkty znalazły się na mojej wishliście. 


Jak łatwo zauważyć, na zdjęciu znajdują się także dwa perfumy. podciągnęłam je pod pielęgnacje, bo do kolorówki raczej mi nie pasowały ;-) 

*** Be Delicious, DKNY.
 Ta na fotografii, to wersja limitowana. Klasyka zapachu w nowym, pięknym, błyszczącym opakowaniu. Uwielbiam zapach tego zielonego jabłuszka. Pamiętam, jak podczas jakiś zakupów dostałam próbkę tego cudeńka, i przepadłam. W zależności od pojemności różna jest też cena. 30 ml dostaniemy za 185 zł a 100 ml kosztuje 379 zł. Masakra :/ Rozbój w biały dzień. Na szczęście parę razy spotkałam się już z promocją nawet 49 zł za malutką pojemność. Zapach jest piękny. Podoba mi się niesłychanie. 

*** Marc Jacobs, Daisy. 
Piękny flakonik i cudowny zapach. Mała wersja (próbka w ładnym flakoniku) dostępna była kiedyś w Glossyboxie, i od razu podbiła moje serce. Słoneczny, kobiecy, bardzo świeży zapach. Butelka też jest przesłodka ;-) Oko się cieszy, natomiast portfel nie bardzo ;-) Mniejsza pojemność, czyli 50 ml kosztuje 259 zł, 100 ml 349 zł. 

*** Sephora, seria czekoladowa. 
Uwielbiam. Kosmetyki do kąpieli i pielęgnacji w Sephorze dostępne są w wieeeelu wersjach zapachowych. Pachną tak pięknie, że niektóre ma się ochotę zjeść. ;-) Seria czekoladowa podoba mi się najbardziej. W ofercie są żele pod prysznic, peelingi, balsamy, mleczka, mydła, czy nawet mała woda toaletowa. Można skompletować sobie cały smakowity zestaw. 

*** Kostka musująca, Sephora.
Rozpuszcza się ją w kąpieli, woda staje się niezwykle pachnąca. Dostępnych jest w sumie 14 zapachów. Kostka kosztuje 4 zł. 

*** Maseczka BrightMud Eye Treatment, GlamGlow.
 Znam ją z widzenia ;-) Hehe, najlepsze podsumowanie. Nigdy nie miałam z nią do czynienia, i pewnie nigdy nie będę miała, ale pomarzyć można ;-) Podobno robi na twarzy cuda ;-) Przeznaczona jest do okolic oczu, jest preparatem 'błyskawicznie naprawczym'. Mało tego, to produkt przeznaczony zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn. Kosztuje 199 zł, musiało by mnie chyba zdrowo porąbać, żeby wydać aż taką sumę na maseczkę, ale z przyjemnością dodałam ten luksusowy dla mnie produkt do mojej wishlisty :-)

*** Olejek do ciała, Sephora. 
Suchy olejek, który ma wielorakie zastosowanie zawsze jest produktem na plus. Bardzo sobie chwalę olejek z Nuxe a także z Palmers'a, ale ciekawa jestem też tego z Sephory. Kosztuje 45 zł, więc tragedii nie ma. Produkt zawiera olejek z baobabu i jojoby oraz wit B5. Ciekawa jestem jak pachnie, nie miałam jeszcze okazji go poniuchać. 

*** Scrub do ciała, Pat&Rub.
Kosmetyki Kingi Rusin przepięknie pachną a do tego są ekologiczne i naturalne. Miałam kiedyś próbkę tego produktu, która starczyła na 2 użycia (to i tak dobrze, jak na próbkę ;-) ), i kosmetyk spodobał mi się bardzo. Ma piękny, pobudzający zapach żurawiny i cytryny, który utrzymywał się na skórze dosyć długo po użyciu. Skóra była mięciutka i gładziutka. Po użyciu zostaje na skórze taka śliska warstwa, którą ja bardzo lubię, bo dodatkowo produkt świetnie nawilża skórę, nie trzeba już potem koniecznie używać balsamu czy masła. Chętnie widziałabym ten scrub u siebie ;-) Cena za 450 ml słoik to niestety 99 zł. 

*** Balsam do ust, Sephora.
Cena 29 zł. Piękne, takie metalowe opakowanie. Lubię takie. :-) Śliczny różowy kolor, delikatnie podkreślający naturalny kolor ust. Czytałam, że dobrze, silnie nawilża, odżywia i regeneruje usta, natychmiastowa poprawia komfort. Myślę, że chętnie się skuszę w najbliższym czasie. 

Podsumowując, królują produkty made by Sephora, które są dosyć przystępne cenowo, a jednocześnie wydają się być tymi z trochę wyższej, niż drogeryjne, półki.



czwartek, 23 października 2014

Sephorowa wishlista! Część I - Kolorówka

Byłam ostatnio w Sephorze... tak, wiem, wydarzenie roku, hehe. ;-) Ale nie o tym miało być. Chodzi o to, że podczas ostatniej wizyty w Sephorze w moim mieście towarzyszyłam koleżance, która chciała coś tam sobie kupić, ale sama nie bardzo wiedziała co, więc tak nadarzyła nam się okazja by sobie połazić, porozglądać się, spędzić miło czas i pomacać, wszystko co chcemy ;-) Dzięki temu w domu narodził mi się w głowie taki pomysł na niecodziennego posta. Pomyślałam, co tak naprawdę bym chciała, gdybym miała kupę kasy do wydania w Sephorze i gdybym mogła wybrać sobie cokolwiek by mi się spodobało. Siłą rzeczy od razu pomyślałam też o Douglasie, i dzięki temu wpadł mi pomysł na stworzenie posta także o Douglasowej chciejliście. Każdą z 'chciejstw' podzieliłam na część pielęgnacyjną i kolorówkę :-) Nawet nie byłam świadoma, że mam ochotę na niektóre te produkty, bo nie są one takim moim must have, które koniecznie muuuuszę mieć. Ale przyjemnie by było... No i przyjemnie było pisać ten post. ;-)

Tak więc zapraszam, jeśli ktoś ma ochotę. Dzisiejszy post będzie poświęcony produktom z Sephory - dzisiaj kolorówka, kolejny natomiast będzie poświęcony pielęgnacji, spodziewajcie się też na dniach wersji Douglasowej. 


*** Zestaw Benefit - The Bronze of Champions
Na ten zestaw miałam już ochotę dużo wcześniej, pokazywałam nawet go w jesiennych ulubieńcach, które chciałbym mieć <t u t a j>. I pewnie prędzej, czy później się na niego skuszę. Bardzo podobają mi się te Benefitowe zestawy, są małe, poręczne, jakby sobie całość przeliczyć, to w sumie niedrogie i na pewno warte tej ceny. Ten kosztuje w Sephorze 145 zł, ale będę polować na sephorowe promocje ;-)

*** Rozświetlający puder w kulkach Meteorities Guerlain
Nie wiem czemu, ale marzy mi się ten produkt od dawna. Jest taki kultowy i wychwalony, że miło byłoby go mieć. Niestety jego cena (239 zł) mnie powala, i pewnie nie prędko skuszę się na rozświetlacz za taką cenę. 

*** Mascara Double Wear, Estee Lauder
Fajny, wydłużający tusz do rzęs, którym miałam przyjemność się już kiedyś malować. Na dzień dzisiejszy moim ulubieńcem jest They're Real Benefitu, ale do tego też mam słabość, i bardzo chętnie zrobiłabym mu miejsce w mojej łazience ;-) Cena 145 zł. 

*** Cienie do powiek, Benefit. 
Macałam je w Sephorze i muszę przyznać, że zrobiły na mnie duże wrażenie. Szczególnie spodobały mi się te kremowe, choć te pudrowe też są super. Piękne kolory, takie naturalne, nudowe, jak lubię. Mam kilka naprawdę fajnych paletek, i pewnie te byłyby tylko k o l e j n y m i, ale mam naprawdę wielką ochotę je przetestować. Myślę, że zestaw Benefitu, który pokazywałam powyżej właśnie dlatego mnie zauroczył, bo zawiera też i takie cienie, no i bronzer, na który też już miałam chrapkę ;-)

*** Róż Sugarbomb, Benefit
W ogóle cała kolekcja róży Benefitu mnie zachwyca. Sugarbomb ma bardzo ładne cztery odcienie, dlatego spodobał mi się najbardziej. Jednak cena 159 zł raczej do mnie nie przemawia, więc już wolę skusić się na jakiś zestaw z tym różem, który bardziej w sumie się opłaca. No ale chciejlista, to chciejlista, pomarzyć wolno... ;-) 

*** Podklad Stay-in-Place Double Wear, Estee Lauder
Dostałam kiedyś w Sephorze parę próbek tego podkładu w odcieniu 1N1 Ivory Nude, który bardzo mi spasował. Podkład miał piękne krycie, ładny zapach, nic więc dziwnego, że zapragnęłam go mieć. Jednak za 30 ml musimy zapłacić około 179 zł, więc cena dla mnie troszeeeeczkę zbyt wysoka :/ Ale wiadomo, luksus kosztuje :/ 

*** Pędzel do pudru mineralnego nr 45, Sephora
To chyba najbardziej kultowy produkt, jeśli chodzi o akcesoria w Sephorze. Uważam, że pędzle robią naprawdę fajne, na wysokim poziomie, więc godne polecenia. Kosztuję 69 zł, ale warto polować na różne sephorowe rabaty. Oprócz tego, podoba mi się także ten wieeeelki do pudru (99 zł)

*** Nawilżający korektor pod oczy, Fake Up, Benefit
Obecnie jest w Sephorze na niego promocja i kosztuje 53 zł, normalna cena to natomiast 125 zł. Jest to fajny, nowoczesny korektor w sztyfcie, który swoimi pozytywnymi opiniami zachęca do bliższego poznania ;-) Jest dostępny w trzech odcieniach. Nawilża a jednocześnie jest trwały. Nie miałam okazji go jeszcze poznać, ale kusi, oj kusi. 

Tak teraz patrzę i widzę, że mam słabość do marki Benefit. Ale muszę przyznać, że mają naprawdę fantastyczne produkty (niestety drogie), no i ta szata graficzna mnie po prostu urzeka. Ciekawa jestem, jakie produkty znalazły by się na Waszej takiej chciej chciej liście, jeśli miałybyście taką stworzyć. 

niedziela, 21 września 2014

Moja pielęgnacja twarzy

źródło: internet.

Jak już po tytule można się domyśleć, chcę Wam dzisiaj pokazać moje ulubione (i nie tylko) kosmetyki do pielęgnacji twarzy. Produkty przedstawione tutaj to oczywiście nie jedyne, jakie stosuję. Lubię czasem na przemian używać na przykład dwóch różnych kremów albo peelingów, jednak tylko tych, które mam sprawdzone, bo czasem moja skóra jest jednak kapryśna. Mimo wszystko pielęgnacja mojej twarzy jest banalna i prosta.
Rano wygląda to trochę inaczej, niż wieczorem. Ale o tym później. 
Zaczniemy od początku. Moja cera.. Kiedyś, dzięki wizycie (przypadkowej!) u kosmetyczki dowiedziałam się, że miałam atopową, wręcz odwodnioną skórę twarzy, ale dzięki bardzo dobrej ochronie i kosmetykom (głównie aptecznym), które mi poleciła wszystko na szczęście wróciło do normy. Problemem były źle dobierane kosmetyki, i myślę, że z takim problemem boryka się wiele kobiet, które po prostu nie wiedzą jaki mają dokładnie rodzaj cery, i używają kosmetyków niekoniecznie dobrych dla swojej skóry. Mam cerę wrażliwą, mieszaną, w kierunku do suchej, więc nie każdy kosmetyk jest dla mnie dobry. Jednak mam kilka, już sprawdzonych, które mnie dodatkowo nie przesuszają i spisują się dobrze. Karnację mam jasną, z piegami na nosie (do których już przywykłam i które zaakceptowałam).

Poukładałam sobie ten post wg produktów, których (aktualnie) używam. Moja pielęgnacja twarzy jest banalnie prosta i szybka i naprawdę skrócona do minimum. Nie wydziwiam z produktami i nakładaniem tony różnych rzeczy na twarz, a kosmetyki które używam są ogólnie łatwo dostępne.



PŁYNY I TONIKI


Na początek nie do końca pozytywnie, ale potem będzie już tylko lepiej ;) Pierwszy produkt, to dwufazowy ekspresowy płyn do demakijażu z Garniera, który kupiłam w Hebe pod wpływem mega pozytywnych opinii, jakie wyczytałam w internecie. Wszystkie achy i ochy sprawiły, że zapragnęłam mieć go i ja. Lubię produkty dwufazowe, nie przeszkadza mi oleista formuła, ucieszyłam się też że zmywa makijaż wodoodporny. Niestety trochę się zawiodłam, spodziewałam się po nim czegoś więcej. Nie zmywa dokładnie makijażu, muszę się trochę namachać płatkiem, a nazwa mówiła że będzie ekspresowo. W porównaniu do innych dwufazowych płynów jakie miałam, ten zostawia naprawdę silnie tłustą i nieprzyjemną warstwę na skórze. Parę razy zdarzyło się, że rano budziłam się z czerwonymi, piekącymi oczami. Męczę  jednak buteleczkę do końca, lecz na pewno nie wrócę do niego niestety ponownie. Płyn ma w składzie argininę, która ma poprawiać kondycję i wzmacniać rzęsy, jednak takiego efektu też nie zauważyłam. Drugi produkt, który też niekoniecznie pokochała moja buzia, ale który już się prawie kończy to tonik matujący ogórek&limonka z Bielendy. Ma ładny orzeźwiający zapach, plusem jest też to, że jest antybakteryjny i bezalkoholowy i to tyle pozytywów. Trochę mi się twarz klei po jego użyciu, a po paru godzinach miałam wrażenie że twarz robi mi się bardziej tłusta. Nie podoba mi się też to, że ma kolor zielony, i to na waciku, i to gdy nakładam go na twarz. Nie zauważyłam, żeby dokładnie oczyszczał twarz, a co dopiero matował. Skończę go jednak, bo nie lubię wyrzucać kosmetyków, ale już do niego nie wrócę. Może dla kogoś innego będzie się nadawał idealnie, ja niestety się z nim nie zaprzyjaźnię... Mój ulubieniec to tonik/płyn do codziennej pielęgnacji z Clinique. Kiedyś w Douglasie kupiłam sobie taki mały zestaw startowy 3 kroków z Clinique, typ skóry II, czyli mieszana w stronę do suchej. I zakochałam się, najbardziej polubiłam się właśnie z tym płynem, i wiedziałam, że jak skończy mi się ta miniaturka 100ml (która i tak starczyła mi na bardzo długo), to kupię sobie pełnowymiarowe opakowanie. Akurat Clinique otworzyło swoją stronę internetową, a że przesyłka była darmowa, i dodatkowo można wybrać sobie fajne miniaturki w gratisie, to się skusiłam. Mój płyn złuszczający ma pojemność 200ml i kosztował 79zł (jest jeszcze mega pojemność 400ml i kosztuje 125zł). Starcza na bardzo długo, jest bardzo wydajny. Na początku można się troszkę przerazić, bo wszystko co mamy niedoskonałe na buzi, wychodzi na zewnątrz, ale pani w Douglasie uprzedziła mnie, że tak właśnie działa ten płyn. Jednak jest to stan przejściowy, i potem można się cieszyć pięknie oczyszczoną, gładką i świeżą skórą. Płyn początkowo delikatnie mrowił mi  skórę, ale to tylko oznaka, że dobrze działa. Jest to najlepszy płyn/tonik jaki miałam, i absolutnie nie żałuję ani jednej wydanej na niego złotówki. Dzięki temu zestawowi startowemu poznałam się z marką Clinique, dlatego cieszę się, bo mimo, że mają niestety drogie produkty ale za to świetne jakościowo i warte tej ceny. Ostatni produkt, to też jeden z moich ulubieńców. Mowa tu o dwufazowym płynie do usuwania makijażu wodoodpornego z Sephory. Mam pojemność 125ml (w Sephorze dostępne są trzy wersje: 50ml - 15zł, 125ml - 29zł, i 200ml - 45zł). To mój absolutny ulubieniec, jeżeli chodzi o zmywanie makijażu oczu. Jednym pociągnięciem wacika i to bez tarcia schodzi dokładnie wszystko. Jest bardzo wydajny, ta średnia pojemność wystarcza mi naprawdę na dosyć długo. Nie podrażnia, mimo swojej konsystencji nie zostawia na skórze tłustej warstwy. Nie wyobrażam sobie wyjazdu, czy nawet codziennej pielęgnacji bez niego. Raz się zdarzyło, że nie miałam do Sephory po drodze, kupiłam ten z Garniera i dupa :) Bardzo też lubię dwufazowy płyn z Ziaji de-makijaż, jest dla mnie porównywalny właśnie do tego z Sephory, a do tego dużo tańszy.



ŻELE DO MYCIA TWARZY


Mam swoje trzy ulubione. Effaclar z La Roche Posay to mój stały bywalec łazienki. Nie stosuję go codziennie, ale świetnie oczyszcza i eliminuje zanieczyszczenia. O dziwo nie wysusza ani nie przesusza mojej skóry, mimo że polecany jest do skóry wrażliwej i trądzikowej. Zawiera wodę termalną, która nawilża i koi. Nie pasuje mi troszkę jego zapach, ale po tak długim czasie naszej znajomości już się przyzwyczaiłam. Drugi mój ulubieniec to żel oczyszczający Pure Zone z L'oreal. Ma dołączoną super gąbeczkę, która idealnie nadaję się do mycia buzi. Żel zapobiega błyszczeniu się skóry i dogłębnie oczyszcza. Jest wart kupienia dla samej szczoteczki, chociaż działanie samo w sobie jest zadowalające. Ostatni produkt to nowość w mojej łazience. Żel - peeling z Ziaji, z zielonej, nowej serii Oczyszczanie. Jest to produkt typu 2 w 1. Zawiera ekstrakt z liści manuka, działa antybakteryjnie, oczyszcza skórę, działa też nawilżająco i łagodząco. Cała ta seria ma ładny zapach (przynajmniej dla mnie), taki świeży i 'higieniczny' (może to ta manuka..) Peeling ma małe drobinki, które nie drażnią skóry.



PEELINGI DO TWARZY


Moje absolutne must have to chusteczki nawilżane do peelingu z Cleanic. Kupuję je w Rossmannie, miałam je na wakacjach, dzięki temu nie musiałam tachać kolejnej tubki z kolejnym kosmetykiem. Są dwustronne - jedna strona pokryta jest mikrogranulkami, a druga normalna, tak jak nawilżana chusteczka. Chusteczki są dosyć ostre, oczyszczają skórę ekspresowo, ale trzeba ich używać delikatnie, żeby nie podrażnić. Bardzo głęboko oczyszczają i wygładzają skórę twarzy, dają efekt dermabrazji. Chusteczki są dosyć duże, spokojnie mogłyby być o połowę mniejsze. W opakowaniu jest 10 sztuk. Kiedyś bardzo lubiłam takie aloesowe, w zielonym opakowaniu, dwustronne, peelingujące chusteczki, które kupowałam w Super Pharm. Nazwy nie pamiętam, a na półce ich dawno nie widziałam, ale też były dla mnie idealne. Moje ulubione dwa 'tubkowe' peelingi to gruboziarnisty peeling Argan Oil z Eveline i enzymatyczny aktywny peeling z Dermiki. Peeling z Eveline wcale nie jest taki strasznie gruboziarnisty jak nazwa wskazuje, powiedziałabym raczej że ma delikatne drobinki. Nie wiem, jak ja to kupowałam, że nie przeczytałam na opakowaniu, że peeling nadaję się do skóry mieszanej i tłustej (a ja mam raczej mieszaną w kierunku do suchej), ale na szczęście nie robi mi on kuku, i nad wyraz dobrze się sprawdza. Zawiera olejek arganowy, który odnawia komórki, i kwas hialuronowy, który nawilża i wygładza. Drobinki peelingujące nie są ostre, konsystencja jest dość gęsta, nie ścieka nam z twarzy, bardzo dobrze oczyszcza i odświeża twarz. A do tego jest wydajny i niedrogi (coś około 10 zł). Troszkę nie potrafię się jeszcze przekonać do peelingów enzymatycznych. Ale powoli próbuję. Aktywny peeling enzymatyczny Dermiki z serii Pure kupiłam na promocji w Super Pharm już jakiś czas temu. Ucieszyłam się że był na promocji, bo już jakiś czas jego zakup chodził mi po głowie, wydawał mi się produktem takim trochę luksusowym, ale że był trochę drogi (około 40 zł), to się wstrzymywałam. Dobrze działa, i powoli przekonuję się do jego formuły. Nie ma drobinek, trzeba go nałożyć tak jak a'la maseczkę, odczekać chwilkę i zmyć. Jest bardzo wydajny, końca nie widać... Pachnie glinką, którą zawiera w swoim składzie, ma jednolitą, musztardową, gładką konsystencję. Stosuję go maksymalnie raz w tygodniu, a czasem nawet i rzadziej. Nie podrażnia i nie powoduje pieczenia skóry. Lubię go, ale szału nie ma :D Cieszę się, że kupiłam na promocji. Ostatni produkt to pasta do głębokiego oczyszczania z Ziaji. Jak widzicie nowa seria Ziaji bardzo mi się spodobała. Pasta jest bardzo fajna, ale już zauważyłam, że przy codziennym używaniu raczej wydajna nie będzie. Dzięki Bogu jest tania, bo na pewno będę do niej wracać. Rozprowadzam pastę na dłoniach i myję twarz jak żelem, czy peelingiem. Podciągłam ją pod peelingi, bo może być dobrą alternatywą dla peelingu enzymatycznego z Dermiki. Ma właściwości złuszczające, mam wrażenie że cała ta seria dobrze się Ziaji udała :) Używam prawie codziennie do wieczornego oczyszczania twarzy.


KREMY DO TWARZY


Kremów do twarzy mam kilka, co nie znaczy, że po kolei nakładam je warstwami :D To są aktualnie wszystkie moje ulubione, które używane są przeze mnie na zmianę. Służą mi dobrze, więc na razie nie mam potrzeby rozglądać się za czymś innym. Kremy, które stosuję na dzień, idealnie mi służą nakładane pod makijaż.
Moim ulubionym (jak na razie ;)) jest Hydrolipidowy krem ochronny do twarzy z SF 50+ z firmy Pharmaceris o którym pisałam już osobną recenzję KLIKNIJ TUTAJ. Nakładałam go całe lato, i mimo, że jego pojemność to 50 ml, to myślę, że wystarczy mi jeszcze na jakiś czas, bo jest bardzo wydajny. Odkąd poznałam się z kremem z filtrem, teraz nie wyobrażam sobie bez niego mojej pielęgnacji. Wszystko co z filtrem rządzi! :)
Bardzo też lubię opalizujący krem z Ziaji z serii Sopot. Ma fajną konsystencję, lubię jego zapach, poprawia delikatnie koloryt skóry i dodaje blasku. Jest nasz polski, łatwo dostępny i tani. Na wakacjach, na zmianę z Pharmaceris używałam nawilżającego kremu z Sephory. Krem ma leciutką konsystencję, błyskawicznie się wchłania, nie klei się. Ma fajną, podręczną pojemność 30ml, przyjemnie, delikatnie pachnie. Pierwszy raz kupiłam go dzięki jakiejś szalonej promocji (kosztował wtedy 9,99zł) i teraz często po niego sięgam (jest to już moje 3 opakowanie). Od czasu do czasu, gdy czuję, że moja skóra twarzy jest ściągnięta i wysuszona sięgam po uniwersalny krem z Yves Rocher. Ma sporą pojemność 125ml, i nadaje się także do całego ciała. Ma trochę gęstą, ale jednak aksamitną konsystencję, dobrze sprawował mi się nałożony pod makijaż.
Na noc ukochałam  sobie mikrozłuszczający krem z kwasem migdałowym z Ziaji z tej nowej, zielonej serii Ziaja Oczyszczanie. Już wcześniej chciałam sobie kupić ten krem z kwasem z Pharmaceris, więc fajnie, że Ziaja wypuściła coś podobnego, za to w dużo bardziej przystępnej cenie. wiem, że niektórzy bardzo narzekają na zapach kremu - ja natomiast mam na odwrót, bardzo lubię ten zapach. Krem ma za zadanie złuszczać i odnawiać naskórek, oczyszczać skórę z zaskórników a przy tym nawilżać. Stosuję go na zmianę z olejkiem z Rossmanna ale o tym później :)



KREMY POD OCZY


Kremów pod oczy mam mnóstwo i muszę się przyznać, że niestety nie stosuję ich regularnie. Na zdjęciu widzicie moje dwa ulubione. Nawilżający krem marki Nuxe, ma działanie kojące i odżywcze. Lubię jego zapach, jest taki jakby lekko ziołowy, kojarzy mi się z leśną polaną :D. Jest dobry dla mojej suchej skóry, szybko się wchłania, niestety jest drogi, więc pewnie nie zawita do mnie ponownie. Mam też żel fizjologiczny pod oczy firmy Iwostin, który kupiłam dlatego, bo szukałam takiego, który nie uczula i jest hypoalergiczny. Żel ma delikatną formułę, i jest przeznaczony dla odwodnionej skóry, zmniejsza obrzęki i cienie pod oczami.
Zapomniałam wspomnieć, że na wakacjach zachwycił mnie krem pod oczy z Clinique All About Eyes. Robiąc zakupy na stronie internetowej Clinique, mogłam wybrać sobie zestaw miniaturek, i jedną z tych, które wybrałam była właśnie miniaturka kremu pod oczy. Miniaturka jak się okazało wcale nie była tak mała, bo mam ją do teraz. Krem pięknie wygładza i odżywia skórę wokół oczu. Jest bezzapachowy, ma piękny słoiczek i nawilża nieziemsko. Nie wiem jednak czy byłabym skłonna wydać ponad 100 zł na krem pod oczy, natomiast jeśli będę robić zakupy na stronie Clinique, to na pewno wybiorę znów miniaturkę tego kremu jako gratis.



SERUM I OLEJE


Wieczorem, po oczyszczeniu twarzy rzadko stosuję krem (chyba, że ten z Ziaji), natomiast królują u mnie olejki. Suchy pielęgnacyjny olejek z Nuxe mam już nie wiem od jakiego czasu. Jest mega wydajny, nie wiem kiedy (i czy w ogóle) mi się skończy. Pachnie przepięknie. Jest mega uniwersalny. Nadaje się na twarz, na ciało, włosy, paznokcie, i gdzie tam macie ochotę. Wchłania się błyskawicznie, nie pozostawia tłustej, oleistej warstwy. Na lato nadaje się na codzień na całe ciało. Posmarowane nim nogi i ręce wydają się smuklejsze i bardziej glam :) Jest jeszcze wersja ze złotymi drobinkami, ale nie przemawia do mnie wygląd jak świecidełko z choinki, chociaż pewnie pięknie prezentuję się na opalonej skórze. Niestety jest troszkę drogi (ja swój wyjęczałam i w końcu dostałam w prezencie od swojego chłopa ;)). Dobrze nawilża i wygładza skórę. Ma ładne, aczkolwiek trochę ciężkie, szklane opakowanie. Ale nie wyobrażam sobie go na przykład w plastiku. Opakowanie sprawia, że produkt wydaję się być bardziej ekskluzywny. Godny polecenia. Troszkę go niestety ostatnio zaniedbałam na rzecz nowo kupionego olejku do twarzy z granatem Bio z Alterry z Rossmanna. Olejek przeznaczony jest do skóry suchej i bardzo suchej. Ma w swoim składzie olej z pestek granatu i olej migdałowy. Nakładam go na twarz co wieczór, po oczyszczeniu. Ma fajną, małą, poręczną buteleczkę z pompką. Jest bardzo wydajny, mam go już jakiś czas a prawie nic nie ubyło :) Był tani, posiada certyfikat, ma naturalne składniki, robi dobrze mojej buzi więc na pewno wart jest polecenia :) Co jakiś czas lubię też na wieczór użyć sobie żelu nawilżającego Rival de Loop z Rossmanna. Dla mojej skóry to raczej takie bardziej a'la serum niż żel. Żel ma ładną, szklaną buteleczkę z pompką. Jest odświeżający i odżywiający. Szybko się wchłania, dobrze nawilża i koi. Strasznie podoba mi się zapach, jest taki specyficzny, ale nie umiem określić. Stosowałam parę razy pod makijaż, dobrze się sprawował, ładnie wygładzał skórę twarzy. Zawiera podwójny hialuron i pantenol. Był tani, ale nie pamiętam ile kosztował, bo mam go już jakiś dosyć spory czas. Wydajność też całkiem przyzwoita, żel jest zbity i gęsty. Najfajniejsze jest dla mnie to, że produkt daje odczuwalne uczucie chłodzenia i wyraźnego odświeżenia. 


RESZTA



Ostatnie dwa produkty są dla mnie również niezbędne i nieocenione podczas pielęgnacji mojej twarzy. Raz na jakiś czas, gdy czuję, że moja skóra lekko się przesuszyła lubię sięgnąć po nawilżające kapsułki pielęgnacyjne do twarzy z Rival de Loop z Rossmanna. Są tanie, a poleciła mi je moja pani kosmetyczka (podczas wizyty o której pisałam na samym początku). Niby taki zwykły, tani produkt z Rossmanna a uwierzcie, że potrafi wiele :) W opakowaniu jest 7 kapsułek, które zapewniają mega intensywną i szybką regenerację suchej skóry. Zawartość kapsułki wyciskamy na umytą twarz i to cała filozofia. Nie wyobrażam sobie także demakijażu bez płatków Lilibe z Rossmanna. Przetestowałam już różne płatki i zawsze wracałam do tych Rossmannowych. Są niezastąpione. I taniutkie. Zawsze miałam te zwykłe opakowanie, teraz  szaleńczo pokusiłam się o wersję z aloesem :P. 

Ważną częścią pielęgnacji mojej twarzy jest też nakładanie raz na jakiś czas maseczki :) Pisanie posta o maseczkach pamiętam, że sprawiło mi ogromną radość, a moje wypociny możecie poczytać TUTAJ


Jak widzicie, nie używam produktów jakoś specjalnie wyszukanych, tylko raczej takich ogólno-dostępnych. Moja pielęgnacja jest prosta jak budowa cepa :) A wy jakie macie swoje ulubione rytuały albo tricki pielęgnacyjne? Jakich kosmetyków lubicie używać?





Miłego dnia życzę! :)