Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Super Pharm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Super Pharm. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 kwietnia 2015

Szybkie zakupy, szybki post... (#4)

Dzisiaj przybywam do Was z szybkim postem z cyklu 'Szybkie zakupy...' ;)) Ostatnio wybrałam się do Silesii w Katowicach w poszukiwaniach jakiejś fajnej wiosennej kurtki, a że zawsze jak się czegoś szuka, to akurat tego nie ma, no to skończyło się jak zwykle na innych drobnych zakupach, tylko że bardziej kosmetycznych ;) 


Wstępując do The Body Shop, miałam nadzieję kupić sobie rumiankowe masło do demakijażu, o którym bardzo dużo czytałam na innych blogach i które zapragnęłam mieć i ja, ale będąc w sklepie pani poinformowała mnie, że produkt nie za bardzo polecany jest do zmywania makijażu oczu, raczej twarzy, i ochota jakoś mi zmalała... Muszę więc jeszcze trochę więcej o tym masełku poczytać. Skusiłam się za to na jedno z kultowych maseł do ciała, które są teraz na promocji i wybrałam wersje Papaya Body Butter :)) Pachnie przepięknie, słodziutko ale nie mdląco. Obwąchałam prawie wszystkie wersje i to ta spodobała mi się najbardziej :) Słoik ma pojemność 200 ml, więc na pewno starczy na dłużej, ale cena - nawet ta na promocji 39 zł moim zdaniem to i tak lekka przesada :) W gratisie dostałam odlewkę kremu do rąk, Hemp Hand Protector, który myślałam, że spodoba się mojemu chłopowi, ale jednak go nie przekonał. Pomimo ogólnego blogowego zachwytu, mnie jakoś za bardzo nie zachwycił, mimo wszystko muszę przyznać, że konsystencja i działanie jest ok, ale ten specyficzny zapach niestety drażni mój nos :) 

Do Douglasa wpadłam na szybko, bardzo chciałam kupić któryś z nowych błyszczyków do ust Nyx'a, a właściwie Butter Gloss które widziałam już na kilku blogach i spodobały mi się bardzo. Prawie wszystkie kolory mi się spodobały, ale na razie skusiłam się na jeden, BLG08 Apple Strudel. Ma przepiękny zapach i fajną, gęstą konsystencję, w ogóle nie przypomina standardowego 'rzadkiego' błyszczyka. Jak na razie produkt bardzo mi się podoba, ma ładne, matowe wykończenie, nie klei się i jest dosyć trwały. Kolor, który wybrałam jest delikatny i raczej uniwersalny. Myślę, że będzie pasował każdej dziewczynie. Na pewno skuszę się na jeszcze inne odcienie. Kolejny w kolejce będzie na pewno Cherry Cheese Cake, piękny orange ;)) 

W Douglasie na zachętę 'wciśnięto' ;) mi jeszcze tusz do rzęs Clinique, a raczej wersję mini, lubianego tuszu High Impact Mascara, który już kiedyś miałam i pamiętam, że nie pałałam do niego siarczystym uczuciem, bo dawał baaaaardzo, ale to bardzo delikatny efekt, ale postanowiłam dać mu drugą szansę. Poużywam i zobaczymy jak się sprawdzi tym razem. Ale coś mi się zdaję, że Benefitu i tak nie przebije ;) No ale skoro kupiłam, to nie ma co narzekać ;))

Jako, że od jakiegoś czasu zapragnęłam być ruuuda, po drodze wstąpiłam do Super Pharm po farbę do włosów w wymarzonym kolorze ;)) Pech chciał, że nie było tej, która zawitała na moich włosach jakieś 3 tygodnie temu i miałam robić powtórne farbowanko (nie wiem, czy zmienili opakowania, czy ją wycofali, a ja głupia nie zapamiętałam, jaki to był numerek, pamiętałam jedynie kobitkę z opakowania), musiałam więc wybrać jakąś inną. Wszystkie te 'rude' wydawały mi się takie wręcz aż 'za bardzo chamsko rude', więc wybór padł na Palette Deluxe, 370 Szlachetna Jasna Miedź. Zobaczymy, jak wyjdzie. Jeśli kiepsko, będę szukać dalej. 

Na pasażu w Mydlarni kupiłam sobie w końcu odżywczą pomadkę z peelingiem z Sylveco, którą chciałam ją już od dłuższego czasu, ale ciągle jej nie było. Byłam bardzo ciekawa tego produktu, kiedyś miałam już podobną z Palmers'a (tylko wiśniową) i byłam zadowolona. Poza tym to zawsze to fajny 'gadżet' do torebki. Produkty Sylveco kuszą mnie już od jakiegoś czasu, na razie mam tylko peeling do twarzy, ale chciałabym, żeby moja znajomość z tą marką rozrastała się :))

W Super Pharm kupiłam jeszcze nowy tusz do rzęs Maybelline, Lash Sensational Multiplying Mascara, który ciekawił mnie już jakiś czas. Ma fajną, lekko zakręconą, ukośną, silikonową szczoteczkę, która bardzo dobrze rozdziela i podnosi i pogrubia włoski. Jak na razie jestem mega zadowolona z używania, ale poużywam trochę i zobaczymy. 

Przy kasie 'szarpnęłam się' jeszcze na krem pielęgnacyjny do stóp marki Gehwol, który mimo, że bardzo krótko się znamy, to już podbił moje serce. Bardzo intensywnie nawilża, przepięknie pachnie, skóra jest gładka i przyjemna w dotyku a sam krem bardzo szybko się wchłania. Zawiera substancje aktywne z miodu, mleka, mocznik i olejek z awokado. Jest to mój pierwszy produkt tej firmy, i odbieram go bardzo pozytywnie. 

To by było na tyle, jeśli chodzi o moje mini szybkie zakupy. Ciekawa jestem, czy znacie lub macie któryś z tych produktów, albo zastanawiacie się może nad zakupem.
Pozdrawiam, buziaki!



sobota, 17 stycznia 2015

Szybkie zakupy, szybki post... (#3)

Jako, że od jakiegoś czasu męczy mnie zapalenie ucha, i nie mam ochoty ani nastroju za bardzo na nic, dzisiaj będzie trzeci post z serii 'szybko i na temat' :)) Jeszcze przed Świętami ogarnął mnie szał zakupów (jak chyba każdego), dlatego dzisiaj chciałam Wam pokazać jego mały zalążek i przedstawić Wam moje nowe maleńkie przedświąteczne nabytki, które używam i stosuję, dlatego mogę się już z Wami podzielić moim pierwszym wrażeniem.... są to jednak maleńkie, drobne zakupy, dlatego też nie spodziewajcie się Bóg wie jakiego obszernego posta ;))



Tonik delikatnie oczyszczający Nivea Pure&Natural
Kupiłam go spontanicznie podczas zakupów w Super Pharm, bo po prostu potrzebowałam jakiegoś oczyszczającego toniku. Produkt przeznaczony jest do każdego typu skóry, ma odświeżać i delikatnie oczyszczać skórę. I rzeczywiście oczyszcza bardzo, ale to bardzo delikatnie. Tak jak ma w nazwie. Mimo tego, że w składzie zawiera alkohol jest naprawdę bardzo delikatny. Dla mnie to niestety minus, bo mam wrażenie, że nie jest tak 'dokładny', jak bym tego potrzebowała. Wacik po oczyszczeniu makijażu jest praktycznie czysty. Mimo wszystko, tonik bardzo ładnie pachnie i jest dosyć wydajny, dlatego będę go męczyć jeszcze przez jakiś czas. Stosuję go zazwyczaj po prostu do odświeżenia, bo z resztkami makijażu nie radzi sobie kompletnie. Produkt ma fajny skład, zawiera olejek arganowy, aloes, pozbawiony jest parabenów, silikonów i barwników. Dla kogoś, kto nie ma większych wymagań co do oczyszczenia cery i lubi takie bardzo delikatne działanie będzie ok, jednak w moim odczuciu jest on niestety za słaby i dosyć przeciętny w porównaniu do innych, dostępnych na rynku tego typu produktów. Szału nie ma, dupy nie urywa ;)

Alterra, mydło roślinne z ekstraktem z drzewa sandałowego
Od jakiegoś czasu lubię mydełka w kostce, i spontanicznie kupuję jakieś ciekawe zapachowo, które wpadną w moje ręce. Drzewo sandałowe kusiło mnie od jakiegoś czasu, poza tym bardzo lubię mydełka z Rossmanna. Producent twierdzi, że w 100 % zawiera czyste oleje roślinne, nie zawiera syntetycznych substancji konserwujących, ani składników pochodzenia zwierzęcego. Zapach jak dla mnie nawet taki przyjemny. Taki trochę męski.. 

Kobo Professional, Make Up Fixer Spray
Kupiony w Naturze, na promocji. Naoglądałam i naczytałam się o różnych fixerach i magicznych sprayach, które mają przedłużyć trwałość naszego makijażu i zapragnęłam mieć takie coś. Marzeniem byłaby oczywiście wychwalana mgiełka z Maca, ale póki co, kupiłam fixer, dużo tańszy marki Kobo. Pachnie trochę jak lakier do włosów, i używa się go dokładnie tak samo, tyle, że pryskamy na buzię. Dobrze utrwala makijaż, przydaje się najbardziej wtedy, gdy pogoda nas nie rozpieszcza, będzie więc idealny na deszcz, wiatr, czy upał. Jednak muszę poużywać go troszkę dłużej, by wyrobić sobie bardziej szczerą opinię na temat działania. 

4 Long Lashes by Oceanic, serum przyspieszające wzrost rzęs
Kupiłam na promocji w Super Pharm, i muszę przyznać, że pokładam w nim wielkie nadzieje. Zaczęłam już codziennie używać, i czekam na efekty. Cała blogosfera mówi, że działa cuda, więc mam nadzieję, że i ja będę miała rzęsy do nieba :) Serum na za zadanie nie tylko wydłużyć rzęsy, ale także zagęścić je i wzmocnić. Poużywam i zobaczę. Ale jak na razie jestem mega pozytywnie nastawiona. 

Ostatni produkt to krem do rąk Isana, Harmony i pantenolem i masłem shea
Krem kupiłam w Rossmannie, pochodzi z edycji zimowej, limitowanej. Największy plus, to to, że produkt ma pompkę! :)) Stoi w łazience, i ładnie się prezentując, zaprasza do 'pokremowania rąk' po ich umyciu. Muszę przyznać, że nie pamiętam nigdy, żeby posmarować ręce kremem po umyciu, a że myję ręce dosyć często, pomyślałam więc, że będzie to idealny produkt do łazienki. Ładnie pachnie, nawilża i pielęgnuje. Szybko się wchłania no i ma fajną butelkę :)) 



Życzę Wam miłego (zdrowego!) weekendu, pogoda póki co nas rozpieszcza, więc nic, tylko korzystać :)) <3 Buziaki!







piątek, 2 stycznia 2015

NUXE, Reve de Miel, balsam do ust

Dzisiaj o produkcie typowo pielęgnacyjnym. Szczególnie przydatnym teraz, na te chłodniejsze i mroźne dni. Bardzo lubię tę markę, bo ma produkty bardzo dobrej jakości, warte każdej wydanej złotówki, ale niestety są zazwyczaj dosyć drogie... Niestety... Ale od początku... 
Przedstawiam balsam do ust 
...kultowej marki Nuxe...
<3
Już na samym początku mogę zdradzić, że to będzie bardzo pozytywna recenzja, nie spodziewajcie się zatem żadnych negatywów :) Pokochaliśmy się od pierwszego użycia :))) <3

Balsam kupiłam jakiś czas temu na promocji w Super Pharm, gdy było -40% na markę Nuxe. Nie mogłam przecież przegapić takiej okazji :D 
(swoją drogą, szkoda, że Nuxe dostępny jest tylko w wybranych aptekach Super Pharm)


OPAKOWANIE:
Produkt dostajemy w pięknym, szklanym, ale bardzo wytrzymałym (z grubego szkła) słoiczku z odkręcanym wieczkiem. Jak na balsamik do ust, słoiczek jest dosyć spory, w środku znajdziemy 15 ml produktu. 

DOSTĘPNOŚĆ:
Dostępny jest głównie w aptekach, internetowych i stacjonarnych (ja swój kupiłam w aptece Super Pharm), i wszędzie tam, gdzie można kupić produkty z firmy Nuxe. Internetowo pewnie też, ale nie sprawdzałam. Na stronie internetowej firmy jest fajna wyszukiwarka, gdzie można nabyć produkty w zależności od miejscowości :) (gdzie kupić)

CENA:
Cena jest różna, często można kupić balsam na promocji. Cena standardowa to chyba coś koło 45 zł, nie wiem jednak dokładnie, ale warto polować na promocję. Ja za swój dałam chyba 29 zł.



KONSYSTENCJA / ZAPACH:
Zapach to coś, co podoba mi się  w tym produkcie najbardziej :)) Jest obłędny i przepiękny! <3
Wyczuć można nuty miodowe, cytrusowe, grejpfrutowe,. Wszystko bardzo przyjemne dla nosa. 
Konsystencja natomiast jest gęsta, żółta, dość mocno zbita. Produkt tworzy na ustach jakby woskową powłoczkę, przez co jeszcze lepiej nawilża. 

WSKAZANIA / DZIAŁANIE:
Produkt idealnie nadaję się na jesienne i zimowe, mroźniejsze dni. Usta, które są przesuszone, borykają się z pękającym naskórkiem i spierzchnięciem na pewno pokochają ten balsam. Przynosi natychmiastową, wyczuwalną ulgę. Jest niezwykle odżywczy, jego skuteczność została podobno nawet przetestowana w mroźnych, kanadyjskich warunkach. Sprawia, że usta są niezwykle nawilżone, gładkie i miękkie. Spokojnie można też nałożyć grubszą warstwę na noc i pozwolić na jeszcze lepszą regenerację naszych ust. Produkt jest niesamowicie wydajny, starczy spokojnie na cały sezon zimowy, i na wiele dłużej... 
Jest to jeden z lepszych (jeśli nie najlepszy!) produkt do pielęgnacji i nawilżenia ust, jaki kiedykolwiek miałam. 





SKŁAD:
balsam jest na bazie miodu, nie zawiera żadnych składników pochodzenia zwierzęcego, konserwantów, sztucznych zapachów i wazeliny. Nie zawiera parabenów, dodatkowo marka wspiera pasieki i ochronę pszczół. :)) Około 80 % składników, to składniki naturalne, co cieszy mnie niezmiernie.
Aktywne składniki:
Acacia Honey 5%, Shea Butter 13%, Plant Oils (Chilean Rose, Sweet Almond) 9.5%, Grapefruit Essence 2.5%, Vitamin E 1%.

Dodatkowe składniki:
Cera Alba (Beeswax), Butyrospermum Parkii (Shea Butter Fruit), Vegetable Oil, Lecithin, Behenoxy Dimethicone, Prunus Dulcis (Sweet Almond Oil), Mel (Honey), Dimethicone, Ethylhexyl Methoxycinnamate (Octinoxate), Citrus Grandis (Grapefruit Peel Oil), Caprylic/Capric Triglyceride, Hydrogenated Vegetable Oil, Limonene, Glycine Soja (Soybean Oil), Rosa Moschata (Rosa Moschata Oil), Tocopheryl Acetate, Tocopherol, Allantoin, Citrus Limonium (Lemon Peel Oil), Candelilla Cera (Candelilla Wax), Calendula Officinalis (Calendula Officinalis Flower Extract), Citral, Linalool.ip4.




Jestem pod ogromnym wrażeniem, jeżeli chodzi o działanie balsamu. Nie dość, że pięknie pachnie, jest prawie całkowicie naturalny, niesamowicie wydajny, to jeszcze naprawdę działa! :)) nie wyobrażam sobie przetrwania zimy bez niego (mimo, że nie potrzebuję jakiejś hardcorowej ochrony). 




W ogóle firma NUXE urzekła mnie już jakiś czas temu. Ta francuska marka tworzy produkty z 'szacunkiem dla środowiska i natury' (nie testują na zwierzętach, używają tylko naturalnych składników, opakowania nadają się do recyklingu, angażują się w ochronę pszczół), jest więc za co ich chwalić. Polityka tej firmy jest bardzo bliska memu sercu. Firma pokazuję, że można stworzyć świetny produkt, a jednocześnie wspomóc nasze środowisko i choć trochę ochronić otaczającą nas naturę. 
Pierwszy ich produkt, który pokochałam i pragnęłam by pojawił się u mnie na półce to ich sławetny suchy olejek do twarzy i ciała. Możecie zobaczyć i poczytać o nim t u t a j. Ten olejek to chyba najbardziej kultowy i znany produkt tej marki :)) Miałam jeszcze miodowy krem do twarzy, który bardzo dobrze nawilżał no i pachniał :) 



Jeżeli mam więcej czasu i od czasu do czasu chcę zafundować moim ustom dodatkowe 'spa', balsam jest super do stosowania razem w pakiecie z peelingiem do ust z Pat&Rub, o którym pisałam t u t a j


MIŁEGO WEEKENDU! :))))

środa, 10 września 2014

Wrześniowe zakupy - kosmetyki do pielęgnacji






Początkiem września wybrałam się parę razy na zakupy (czyli dziki szoping :)) w celu upolowania fajnych jeansów. Jak to zazwyczaj bywa, spodni nie znalazłam, więc na pocieszenie wstąpiłam do Rossmanna, SP i paru tam jeszcze po drodze. To zazwyczaj wystarcza, żebym wróciła do domu bardziej uśmiechnięta, nie poszalałam za bardzo, to jedynie same przydatne rzeczy (hehe, czy ja w ogóle kupuje jakieś niepotrzebne..:P )
Będą dwa posty, bo nie chciało mi się aż tak rozpisywać, więc rozdzieliłam moje zakupy, dzisiaj będzie o kosmetykach do pielęgnacji a na dniach do makijażu.






Na początek rzecz przydatna bardzo czyli żele pod prysznic. Przy okazji zwykłych zakupów zawsze upatrzę jakiś nowy, fajny zapach, a że zazwyczaj kosztują grosze, to żal nie brać :D



Isanowe żele kosztują grosze a dodatkowo były jeszcze na promocji, więc nawet się nie zastanawiałam..
Limonkę&mięte znają i lubią chyba wszyscy. Jest fajnie orzeźwiająca, pobudzająca, musiałam chapnąć ją znów :) Mój ulubiony to olejek melon&gruszka. Pięknie, słodko pachnie. No i jest to bardziej olej pod prysznic, niż żel, więc konsystencja jest bardziej delikatna. Dwa nowe, których wcześniej nie miałam przyjemności poznać; marakuja&kokos pachnie bardzo ciekawie. Słodko ale nie mdli. Ciekawa jestem, zobaczymy. I drugi; witaminowo&jogurtowy pachnie bardzo delikatnie, ale też przyjemnie. Żele jak to żele, mają za zadanie umilać nam prysznic :) Nie wymagam zbyt wiele, te z Isany zawsze spisywały się u mnie dobrze, więc są sprawdzone, tanie i godne polecenia.


Żele część druga :) Upatrzony na promocji żel Fa melonowo&witaminowy przypadkowo trafił do koszyka. Ale czuję, że będę zadowolona, bo też pięknie, świeżo pachnie. W ogóle zauważyłam, że lubuję się coś ostatnio w słodkich zapachach. Większa część mojej łazienki jest 'słodka' :) Mój facet za to wierny jest tylko kokosowym i miodowym zapachom, chociaż jak czasem wywącha jakiś fajny, to mi podbierze :) Ten z Yves Rocher Purple Lilac dostałam przy okazji zakupów. Miałam go już kiedyś. Bardzo lubię zapach bzu, więc dobrze, że zagości na półce, bo przypomni jesienną porą trochę wiosny. Żel z Oriflame z Natur Secrets gości u mnie pierwszy raz. Ale cieszę się bardzo, bo wszystko co lawendowe sprawia mi ogromną radość :)


Biovax bardzo lubię, mają świetne produkty, a że po wakacjach moje włosy troszkę osłabły, to postanowiłam zaopatrzyć się w końcu w jakąś maskę do włosów (chociaż nie lubię używać odżywek i masek) i kupiłam intensywnie regenerującą maskę do włosów słabych ze skłonnością do wypadania. Akurat była na promocji, więc lepiej dla mnie. Już dwa razy stosowałam, miałam potem mięciutkie włosy, więc myślę, że się polubimy. W zestawie z maseczką jest czepek, dzięki któremu produkt może lepiej zadziałać. Moje ulubione chusteczki do higieny intymnej facelle z Rossmanna kupuję zawsze na zapas jeśli są w promocji a ja jestem akurat w Rossmannie. Godne polecenia, bo najlepsze jakie miałam. Odżywka a raczej olejek arganowy do włosów z Douglasa już podbił moje serce. Pięknie pachnie, nie klei włosów, ładnie odżywia. Wmasowuję go po myciu w wilgotne włosy, prawie codziennie i już zauważyłam, że włosy się ładnie błyszczą i regenerują. Odżywił moje końcówki a do tego był na promocji, więc tymbardziej żal było nie kupić. Aaa i już zauważyłam, że będzie mega wydajny. Nic a nic się go nie zużywa, wystarczą dwie małe kropelki. Pasta do zębów, która już kiedyś u mnie gościła i byłam zadowolona, więc kupiłam ją ponownie. Pearl Drops hollywood smile, delikatnie wybielająca pasta do zębów (niby z systemem 4d - jakich to bajerów teraz nie wymyślą). Ma ładny, delikatny smak (nie wykrzywia mi buzi, jak większość, a tego nie lubię), bezpiecznie oczyszcza i rozjaśnia odcień zębów. Ostatni produkt ze zdjęcia to nowość, na którą miałam wielką ochotę, ale jeszcze nie testowałam. Miałam kupon rabatowy z SP, więc postanowiłam wykorzystać i skusiłam się na lakier żelowy utwardzający Sechce Vite. Nakłada się go na mokre, pomalowane paznokcie i ma dać efekt takiej a'la hybrydy. Ciekawa jestem bardzo, zobaczymy. Czytałam bardzo dużo pozytywnych opinii, więc mam nadzieję, że okaże się przydatny. 


Krem CC do ciała z Bielendy chciałam kupić już latem (w sumie nie wiem, czemu kupiłam go dopiero teraz, jak już kończy się sezon na krótkie galotki :)). Użyłam parę razy, ładnie pachnie (na szczęście nie tak, jak balsamy brązujące, bo zawsze drażnił mnie ten zapach), ma rozświetlające drobinki, pielęgnuje jak balsam, ma wygodną tubę. Na początku wystraszyłam się brązowego koloru, ale nie barwi i szybko wnika w skórę. Trochę spóźniony zakup, bo na lato byłby idealny. 


I ostatnie dwa produkty. Krem do pielęgnacji twarzy na dzień z filtrem z Palmersa kupiłam, bo był na promocji. Ot tak po prostu miałam ochotę wypróbować. Lubię tą markę, mam sporo produktów i zawsze jestem zadowolona, więc kupiłam w ciemno, ale myślę, że się polubimy. Krem jest w tubie, ma lekką, szybko wchłaniającą się konsystencję i ładnie pachnie (jak to produkty z Palmersa). Smaruję rano, pod makijaż na zmianę z tym z Pharmaceris o którym pisałam wcześniej KLIK. Olejek do twarzy Alterra z granatem bio pokochałam od razu. Zawsze wieczorem po myciu i oczyszczeniu nakładam go na twarz zamiast kremu. Rano mam mięciutką, gładziutką i nawilżoną skórę. Kosztował w Rossmannie grosze, a jest lepszy (przynajmniej dla mnie) niż niejedno drogie serum. Pachnie cudownie, jest wydajny i dobrze się wchłania. 



Dobrego tygodnia Wam życzę! :)

sobota, 23 sierpnia 2014

Ulubiony krem tego lata

Dzisiejszy wpis będzie taki trochę przeterminowany, bo wakacje się już powoli kończą, ale z drugiej strony na dobrą i odpowiednią ochronę nigdy nie jest za późno, tymbardziej, że w sieci teraz pełno kampanii alarmujących, by chronić odpowiednio naszą twarz, i to nie tylko latem...
Jak ważna jest ochrona i pielęgnacja naszej twarzy nie trzeba nikomu tłumaczyć. Na twarz i ciało nakładamy krem z wysokim filtrem, i zaopatrujemy się w okulary, które ochronią nasze oczy.

Jeszcze przed wakacjami robiłam research kremów z filtrem w internecie, a w drogeriach macałam i zbierałam próbki, wszystko po to, żeby wybrać i chronić moją twarz latem jak najlepiej. Jako, że mam bardzo jasną karnację i jestem typowym bladziokiem z piegami na nosie, chciałam, żeby krem był z wysokim filtrem. W sumie wybrane miałam trzy, które wydawały mi się najbardziej przyzwoite: z La Roche Posay (Anthelios Creme Fondante SPF 50+), z Vichy (Capital Soleil SPF 50+), i z Pharmaceris (Sun Protect SPF 50+). I jako, że będąc kiedyś tam przy okazji w SuperPharm akurat była promocja na całą serię z Pharmaceris, kupiłam tak oto ten, i śmiało mogę stwierdzić, że był to dobry zakup.


Jak już wspomniałam, kupiłam go w SP, jeszcze przed wakacjami, na promocji, kosztował wtedy coś około 31 zł. Chciałam przeznaczyć kwotę max do 50 zł, więc cieszę się, że udało się to osiągnąć. 


Wskazania: 
Krem jest z serii S, czyli Sun Protect, jest przeznaczony do ochrony skóry twarzy dorosłych jak i dzieci przed szkodliwym działaniem promieni UVA i UVB. 
Wskazania wg producenta: Polecany do twarzy dla skóry delikatnej, wrażliwej i problemowej, wymagającej bardzo wysokiej ochrony przed intensywnym nasłonecznieniem, oparzeniami słonecznymi i szkodliwym promieniowaniem UVA/UVB. Bezpieczny, dostosowany także do potrzeb skóry dzieci i niemowląt powyżej 6 mies. życia.

Opakowanie:
Produkt kupujemy w ozdobnym kartoniku, w którym znajduję się tubka z kremem o pojemności 50 ml. Tubka ma biało - pomarańczowy, bardzo pozytywny kolor.

Dostępność:
Dostępny głównie w aptekach, które mają produkty Pharmaceris. Także na stronie internetowej sklepu Eris KLIK . Była jeszcze wersja SPF 30+.

Cena:
Na promocji kupiłam go za 31 zł. 

Konsystencja / Zapach:
Jest bezzapachowy, krem ma kolor biały, ale nie bieli na twarzy, łatwo się rozprowadza, ma przyjemną konsystencję. 

Działanie:
Nie bieli, nie podrażnia, nie zatyka porów. Stosowałam go też pod makijaż, idealnie się nadawał. Jest wydajny, doskonale się wchłania. Swoją rolę sprawuje znakomicie. Już teraz widzę różnicę, jak inna jest moja skóra, niż wcześniej, kiedy to nie stosowałam na twarz żadnej ochrony (taaak, kiedyś tak niestety było, dzisiaj nie wyobrażam sobie nie używać kremu z filtrem latem, czy zimą). 
Działanie wg producenta: w preparacie zastosowano specjalny system fotostabilnych filtrów UVA i UVB, o podwójnym mechanizmie działania antyUV (odbijania i pochłaniania promieni słonecznych) dla zapewnienia skutecznej i bardzo wysokiej ochrony przed intensywnym nasłonecznieniem i jego niekorzystnymi skutkami. Krem zapewnia ponad 98% ochronę antyUV  oraz minimalizuje ryzyko powstawania zmian barwnikowych i przebarwień. 

Skład:
Krem jest wodoodporny, hipoalergiczny, bez alergenów i barwników, nie zawiera kompozycji zapachowej.
Wg producenta: zawiera masło shea, które naśladuje strukturą naturalną lipidową osłonę skóry, działa łagodząco i odżywczo na naskórek.
Dwutlenek tytanu - zapobiega fotostarzeniu i reakcjom fotouczulającym. Skutecznie chroni przed promieniowaniem UVA i UVB.
Fotostabilne filtry UVA i UVB, które odbijają i pochłaniają promienie słoneczne dla zapewnienia skutecznej i wysokiej ochrony przed intensywnym nasłonecznieniem. 


Ogólnie jest godny uwagi i wart polecenia. Na pewno będę do niego wracać, bo krem z filtrem stał się dla mnie codziennym rytuałem. Lubię kosmetyki apteczne, a do Pharmaceris jakoś mam ogólnie słabość. Są to kosmetyki, które w większości bardzo mi (a raczej mojej skórze) odpowiadają, a do tego nie są jakoś kosmicznie drogie. 


Jakie są Wasze ulubione kremy z filtrem? Ciekawa jestem, jak sprawdziły by się te z La Roche Posay i Vichy, może ktoś używa...? 

Warto też zajrzeć i poczytać sobie na wizażu, bardzo fajnie przedstawione tu zostały dostępne w sklepach kremy z filtrem :) KLIKNIJ TUTAJ