Pokazywanie postów oznaczonych etykietą douglas. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą douglas. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 maja 2015

Podróże małe i duże...

Lubicie podróżować? Aktywniej spędzać weekendy poza domem? Albo wybieracie się często na dłuższe wojaże? To jesteście szczęściarzami :)) Nie ma nic przyjemniejszego, niż gdy czas na to pozwala, wsiąść w auto i poznawać nowe miejsca i ludzi. Lubię te momenty, gdy chociaż na chwilę mogę zapomnieć o zabieganym dniu, odetchnąć, odpocząć, nie myśleć o problemach. Dlatego tak cieszę się każdym jednym wyjazdem czy wycieczką. Tymbardziej, gdy jest to czas spędzony z moją ukochaną osobą przy boku :) Majówka, którą mamy, to dobry czas na to, żeby choć na troszkę wyrwać się z domu, mimo tego, że pogoda nas niestety nie rozpieszcza...



Ale ale, ten post nie będzie tylko o tym, że podróże i zwiedzanie to moje ulubione sposoby na spędzanie czasu wolnego. Bo my, drogie Panie, zawsze musimy czuć się i wyglądać znakomicie, nawet będąc poza domem, dlatego dzisiaj pokażę Wam moje małe kosmetyczne szaleństwa, które idealnie sprawdzają się w podróży. :)) Oczywiste jest chyba to, że na wyjazdy nie lubię tachać ze sobą tony kosmetyków pielęgnacyjnych, więc ograniczam wszystko do minimum. Mojej skórze też nie stanie się żadne kuku, jeśli przez kilka dni, tydzień lub dłużej nie będę jej smarować ulubionym kremem, dlatego chętnie biorę 'kosmetyki zastępcze'.



Mam już swoje ulubione i sprawdzone miniaturki kosmetyków, które idealnie mieszczą się w podróżnej, małej kosmetyczce. Zachęcam Was do zbierania różnego rodzaju próbek i miniaturek, potem będą one idealne właśnie tak jakiś wyjazd. Swoje bazowe wycieczkowe produkty mam głównie z Sephory i Clinique, ale dzięki kosmetykom z <kalendarza adwentowego> z Douglasa w moje ręce wpadły też całkiem nowe produkty. 
Dzisiaj, na szybciutko pokażę Wam różne produkty, z których może będziecie same chciały coś wypróbować i zabrać na jakiś wyjazd...




Na pierwszy ogień idą kosmetyki, które najczęściej zabieram ze sobą. Więcej mi nie trzeba, poza pojedynczymi dodatkami, jak na przykład płatki kosmetyczne, czy chusteczki peelingujące. 

Clinique, Anti-Blemish Solution, Clarifying Lotion, czyli inaczej tonik oczyszczający do twarzy. Bardzo lubię produkty 3 Kroków Clinique, i ten też pochodzi właśnie z takiego zestawu. Płyn jest oczyszczający, rozświetlający, złuszcza martwy naskórek i redukuje ilość wydzielanego sebum. 

Sephora, 2 in 1 Waterproof Eye Makeup Remove Gel, czyli inaczej żel do demakijażu oczu. Odrobina wystarczy na wacik, i makijaż zmyty. Lubię produkty pielęgnacyjne Sephory. Są naprawdę godne polecenia. 
Sephora, Waterproof Eye Makeup Remover, dwufazowy płyn do zmywania makijażu oczu, mój ulubieniec, który regularnie kupuję też w wersji pełnowymiarowej. Żaden makijaż nie jest mu straszny. :)
Clinique, Ani-Blemish Solution Treatment, beztłuszczowy preparat nawilżający, zmniejsza skłonność do powstawania wyprysków, nawilża i łagodzi skórę. Bardzo dobry do stosowania na noc, po dokładnym oczyszczeniu buzi.
Sephora, Instant Moisturizer Cream, lekki krem nawilżający do twarzy i szyi. Polubiłam go bardzo, zużyłam też już kilka pełnowymiarowych opakowań. Krem rzeczywiście jest leciutki, nie zapycha, ładnie nawilża. 
Sephora, Supreme Body Lotion, nawilżające mleczko do ciała, ma taki sam zapach, jak moje ulubione sephorowskie masło do ciała. Tubka niby mała, ale spokojnie starczy na wyjazd. 
Sephora, Instant Depuffing Gel, żel pod oczy, usuwający oznaki zmęczenia. Przeźroczysty, miły dla okolic oka żel, który pozwoli nam na mały relaksik i odpoczynek z wieczora.
Clinique, All About Eyes, krem pod oczy, który stał się jednym z moich ulubionych. Na pewno kiedyś zainwestuję w pełnowymiarowe opakowanie. Miniaturka i tak starcza na bardzo długo. 


Te kosmetyki najczęściej biorę ze sobą na wyjazd. To była taka moja bazowa, pielęgnacyjna mini kosmetyczka. W sumie oprócz kilku kosmetyków do makijażu więcej mi nie potrzeba, ale dzięki kalendarzowi adwentowemu z Douglasa poznałam kilka nowych produktów, które też dobrze poradzą sobie podczas jakiegoś szalonego wypadu. 




Jak widzicie, jest ich cała masa, dla każdego, co innego. No więc przedstawiam...
Douglas, Hair Repair Shampoo, proteinowy szampon regenerujący, ażeby i nasze włosy cieszyły się wyjazdem :) Tubka akurat na wyjazd. 
Douglas, Beauty System, Seathalasso Shower Gel, żel pod prysznic, który pachnie bardzo świeżo, morsko i ładnie się pieni. Dostałam kiedyś pełnowymiarowy produkt, ale jednak jest za drogi, bym chciała go kupić sama ;)
Venus, Cleansing Milk, mleczko kosmetyczne, nie zmywałam nim makijażu, ale będzie fajnie się nadawał do ogólnego odświeżenia buzi. Produkt, który u nas jest niedostępny, więc tymbardziej miło przetestować. 
Douglas, Beauty System, Seathalasso Body Lotion, lotion do ciała z tej samej serii zapachowej co żel. 
J.S.Douglas Söhne, Shower Gel Vitamine&Shea Oil, żel pod prysznic o bardzo fajnej, dosyć dużej pojemności i przyjemnym zapachu. Olejek shea sprawia, że skóra staję się gładziutka a witaminy zawarte w żelu dodatkowo ją odżywiają.
Douglas, XS Small, Velvety Body Lotion, delikatne mleczko do ciała, pojemność też dosyć duża, jak na miniaturkę. Balsam fajnie nawilża, zawiera ekstrakt z kwiatu wiśni i lotosu. Ładnie, delikatnie pachnie, jest idealny po depilacji :)
Douglas, Nails, Hands, Feet, Anti-Aging Handbalm, krem do rąk przeciw starzeniu się skóry ;) Można i takie cuda se sobą wozić ;) Ale szczerze, krem jak krem.. Miło się nim posmarować :)
Douglas, Beauty System, DBS Complex, Multi Talented Serum, wielozadaniowe serum, które zawiera wszystkie składniki aktywne, w skoncentrowanej formie. Ekskluzywny produkt. Daje skórze rozświetlenie i doskonałe nawilżenie :) szkoda, że jest go tak mało ;)
Venus, Aqua 24 Face Cream, krem na dzień, nawilżający, do twarzy. Przyjemnie się wchłania, delikatnie, miło pachnie. Mojej skóry nie podrażnił.
Douglas, Beauty System, Perfect Complexion Exfoliating Cream, DBS Complex, złuszczający krem do twarzy, a raczej delikatny peeling, zawierający mikrodrobinki, które mają działanie wygładzające i nawilżające. Potem dobrze jest nałożyć sobie serum z tej samej serii ;)
Douglas, Naturals, Face Cream Day with Argan Oil, miniatureczka kremu na dzień, produkt, którego nie widziałam w polskim Douglasie, wege kosmetyk, z certyfikatem Bio. Miło mieć :))
Toni Gard, My Honey, żel pod prysznic, owocowy, słodki i perfumowany. Zawsze się przyda. 




W każdej podróży przydatnym produktem są zawsze chusteczki nawilżające. Doskonale nadają się do szybkiego odświeżenia, czy zmycia makijażu w ekstremalnych warunkach.. Oprócz takich do twarzy, czy ciała, bardzo lubię też zabierać ze sobą dwustronne chusteczki peelingujące z Cleanic, które moja buzia bardzo lubi. 


Tak jak widzicie, ja mam w czym wybierać. Zachęcam Was dlatego do gromadzenia takich miniaturek albo próbek różnych produktów. Nie musimy od razu otwierać wszystkich, poza tym one też mają całkiem długie daty ważności, więc nie ma obawy, że zmarnują się tak szybko.. Oprócz Sephory i Douglasa, fajne pomysły oferuje nam także Rossmann, czy też inne drogerie. Najważniejszym plusem jest to, że oszczędzamy kupę miejsca w naszym bagażu, a nasza skóra mimo to nie odczuje żadnego dyskomfortu, czy braku właściwej pielęgnacji, a dodatkowo, często zdarza się, że miniaturowe produkty zdobywają nasze serce, i potem często goszczą z powrotem, ale w wersji pełnowymiarowej ;))




Majówka czas start! Macie już jakieś plany? Ja wybieram się na kilka dni do Gdańska, ale tydzień po Majówce - by uniknąć przesadnych tłumów, dzisiaj odpoczynek w domku, ale od jutra pewnie też gdzieś powędrujemy.. może w Góry... <3



wtorek, 27 stycznia 2015

Drobne zakupy: Sephora / Douglas

Całkiem zapomniałam o tym poście, choć napisałam go już początkiem stycznia :/ W okresie grudzień/styczeń jak na prawdziwą kobitę przystało buszowałam po sklepach, macałam i oglądałam wszystko, bo był to czas wyprzedaży, które niestety trwają gdzieniegdzie aż do teraz (o zgrozo, dla mojego portfela ;)). Oprócz ciuchów parę nowości kosmetycznych wtedy też wpadło w moje ręce, dlatego dzisiaj pokażę Wam moje drobnostki kosmetyczne, które nabyłam w tamtym czasie. Dzisiaj skupię się na dwóch perfumeriach, Sephorze i Douglasie, bo produkty kupione przeze mnie pochodzą właśnie stamtąd. 



Złota piątka moich nowych ulubieńców :) 

Benefit, baza pod makijaż Stay Flawless, kupiona w Sephorze. Sephora ma markę Benefit na wyłączność, więc wszystkie kultowe kosmetyki tej firmy możemy kupić właśnie tam. Na promocji zapłaciłam za nią około 55 zł (normalnie 130 zł), więc żal było nie brać :)) Baza ma fajną formułę sztyftu, jest więc bardzo wygodna w użyciu. Producent twierdzi, że baza ma zapewnić nam 15 godzin nieskazitelnie wytrzymałego makijażu. Baza ma cielisty kolor, jednak na twarzy jest bezbarwna. Idealnie trzyma, podkład nie waży mi się na twarzy, nie nakładam jej jednak na całą buzię, jedynie na czoło, policzki i nos :) Trzeba nauczyć się nakładać na nią podkład, bo rzeczywiście przyciąga go jak magnes. Coś w tym jest. Samo opakowanie jest tak słodziutkie (jak większości Benefitowych produktów), że chętnie sięgam po nią każdego dnia. Myślę, że produkt zasługuje na oddzielną recenzję :)

IsaDora, Twist-Up Eye Gloss Highlighter, Rozświetlający cień w sztyfcie, ja mam odcień 02 Brown Sugar, kupiony w Douglasie, na promocji, gdy było -30% na kolorówkę. Jakoś zaczęłam lubić produkty tej firmy, choć wcześniej nie miałam z nimi za bardzo do czynienia. Kredka jest w formie odkręcanego, grubego sztyftu. Dostępne są przepiękne odcienie. Można malować nimi całą powiekę, lub robić tylko 'kreskę'. Kolory są delikatne, rozświetlające, dają świetlisty efekt. Ładnie podkreślają kolor oka. Mam jeszcze ochotę na delikatniejszy 05 - Jet Set. 

Sephora, Universal Lip Liner, 01 Incolore, Clear, bezbarwny, wodoodporny, silikonowy 'ołówek' do konturowania ust. Ma gwarantować nierozmazywanie się pomadki. Chciałam go już jakiś czas temu, myślę, że nie jest to niezbędny produkt, ale fajny gadżet za niską cenę. Poza tym jeśli lubimy konturówki do ust a akurat nie mamy takiej w odpowiednim kolorze pasującym do jakiejś pomadki, ta uniwersalna kredka będzie idealna. Wcześniej nawet nie miałam pojęcia, że taka kredka istnieje :) Kredka jest w kolorze białym, ale po nałożeniu jej na usta robi się bezbarwna i naprawdę działa, robiąc 'granicę' dla pomadki. Fajny, ciekawy produkt :) 

Sephora, Ultra Vinyl Lip Pencil, 04 Coral Glow, pomadka do ust w kredce, bardzo lubię takie produkty.  Mam już kilka takich produktów, lecz innych marek. Szkoda, że Sephora ma niestety mały wybór kolorów w swojej ofercie. Mam ładny, czerwony odcień, w sklepie nie zauważyłam, że ma jednak trochę za dużo świecących drobinek. No ale mądra baba po szkodzie :) Pomadka idealnie wygląda na ustach 'nałożona' do jakiegoś eleganckiego stroju. :) Jest wygodna i łatwa w użyciu, można stopniować intensywność nakładanego koloru. Trochę jednak przeszkadza mi ten zbyt duży 'połysk' i 'świecenie', dlatego wolę kredki Catrice, Bourjois, Revlonu, czy Clinique. 

IsaDora, Bronzing Powder, brązujący puder do twarzy i ciała, mam odcień 45 High Light Tan, który kupiłam na promocji w Douglasie, był to taki mini zestaw z IsaDory, w którym znajdował się puder, tusz do rzęs, kredka i rozświetlacz. Fajnie, że rozmiarowo jest trochę mniejszy, niż normalna wersja, bo łatwiej go wszędzie zabrać, a uwierzcie mi, wydajny jest bardzo, więc na pewno starczy na długo. Ten bronzer to jeden z lepszych, jakie mam. Daje ładny efekt, możemy stopniować jego kolor, i mimo, że to bronzer, nie można zrobić sobie nim krzywdy. Przypomina mi troszkę Hoola z Benefitu, którą mam i którą też bardzo lubię. Dzięki temu zestawowi mogłam choć troszkę bliżej poznać markę IsaDora, i już wiem, że kosmetyki tej firmy zaskoczyły mnie bardzo pozytywnie i na pewno jeszcze coś wpadnie w moje ręce. :) 






sobota, 27 grudnia 2014

Małe zakupy / Nowości kosmetyczne

Dzisiaj chciałam Wam pokazać moje małe zdobycze, które zostały kupione w ostatnim czasie. Są to kosmetyki do makijażu. Zapraszam. 


W Naturze skusiłam się na nowość, o której czytałam już na paru blogach, a że dodatkowo urzekła mnie szata graficzna produktu, tym bardziej postanowiłam kupić. Tusz do rzęs Lash Princess z Essence, to chyba jeden z najładniejszych tuszy, jakie miałam :) Najpierw nigdzie nie mogłam go zdobyć, a potem, kiedy już olałam moje poszukiwania - tusz leżał sobie w szafie i czekał na mnie, jak gdyby nigdy nic ;))


Producent zapewnia, że maskara lash princess ze specjalnie wygiętą szczoteczką w kształcie głowy kobry pokryje każdą rzęsę i pozwoli wyczarować królewską objętość i zachwycające, urocze, powłóczyste spojrzenie. dla intensywnego makijażu oczu. Jest unikalna, jak każda księżniczka, dlatego ubrana jest w wieczorową suknię. princess(ence)! 
Maskara 'ubrana' jest w uroczy gorsecik, który wykonany jest z gumy, dzięki temu bardzo wygodnie leży w ręku i nie ślizga się. Jestem zachwycona efektem jaki ten supertani, zwykły, drogeryjny tusz daje :) Maluje się nim na zmianę, z moim ulubionym z Benefit They're Real. Fajny kształt szczoteczki sprawia, że lepiej ona 'wyczesuje' rzęsy. Daje widoczny efekt pogrubienia i wydłużenia, nic mi się też nie osypuje ani nie podrażnia. Bardzo lubię stosować ją w duecie z bazą pod tusz Lash Base z Essence, którą kupiłam przy okazji tych samych zakupów w Naturze. To pierwsza moja baza pod tusz do rzęs, jaką mam przyjemność używać. Kupiłam z ciekawości, no i z myślą, że przyczyni się do tego, że moje rzęsy będą jeszcze dłuższe. 


Baza pod tusz z Essence, to stosunkowo nowy produkt w szafie tej marki (przynajmniej ja nie widziałam wcześniej). Kosztowała coś około 10 zł. Opakowanie wygląda jak zwykły tusz do rzęs, jest widoczne i białe. Szczoteczka jest zwykła i prosta. Bardzo dobrze 'chwyta' rzęsy. Są mocno umazane białą mazią, do której świetnie przylega tusz. Dużo lepiej tusz do rzęs prezentuje się na oku, gdy mam nałożoną tą bazę. Zauważyłam też, że tusz się nie osypuje, i ładniej trzyma się przez cały dzień. 

Kolejne produkty to kosmetyki do pielęgnacji ust. Błyszczyk, masełko i szminka. 



Błyszczyk do ust Sephora, Kiss Kiss Universal Pink Gloss ze świątecznej, nowej kolekcji skradł moje serce. Piękna, czarna, metalowa puszka, z przesuwanym wieczkiem kryje w sobie 15 g produktu. Myślałam, że produkt dostępny jest tylko online, i gdy w Sephorze w Katowicach zobaczyłam go przy kasach, od razu buchnęłam do mojego koszyka. Kosztował chyba około 20 zł, już nie pamiętam. Idealny na mały prezent, dodatkowo ma uroczy kartonik, na którym można napisać dla i od kogo :) Ładnie pachnie i ma delikatny, różowy kolor, który podkreśla kolor naszych ust. 

Kolejny produkt to okrągłe masełko do ust z Nivea. Wersja kokosowa. Coś mam słabość do mazideł w puszeczkach :)) Opakowanie zaprojektowane na podobiznę puszki kultowego kremu z Nivei. Kupiłam z myślą o nawilżaniu ust na zimę, zawsze mam w torebce. Jest wiele różnych wariantów zapachowych. Mam jeszcze ochotę na karmel (toffi?), ale i tak nie zużyję, więc szkoda, żeby leżało. 



Pomadka z Avon, to taki raczej zakup w ciemno, niestety nie za bardzo trafiony. W katalogu prezentował się bardziej ciekawie. Produkt z serii ColorTrend, kolor Amethyst. Myślałam, że to będzie taki zgaszony róż a kolor niestety okazał się całkiem inny, niż na zdjęciu :/ Taka babcina szminka (ale pachnie dosyć ładnie), chociaż nawet mojej babci nie spasowała :)) Będzie leżeć, może kiedyś się do niej przekonam... 

Kolejny duet znalazł się na zdjęciu razem zupełnie przypadkowo :) 



Korektor pod oczy Nyx High Definition HD Photogenic Concealer Wand. Ten korektor chodził za mną już od dawna. I gdy nadarzyła się okazja zakupów w Douglasie, wzięłam bez wahania :) Czytałam mnóstwo pozytywnych recenzji o tym produkcie, a jeszcze bardziej ucieszył mnie fakt, że jest idealnie jasny do mojej bladej twarzy :) Mam kolorek 01 Porcelain, najjaśniejszy. Korektor bardzo ładnie stapia się ze skórą, i dosyć dobrze kryje moje cienie pod oczami. Ma twardy aplikator, wystarczy odrobina, zbyt duża ilość uwydatnia zmarszczki mimiczne...  Trzeba go szybko szybko i precyzyjnie rozprowadzać, bo po nałożeniu zastyga i gęstnieje. Jeden z lepszych jakie mam. Mój Ci on! :))



Cień do powiek 3D z Essence, to też ostatnio jedne z moich ulubionych cieni (niepaletkowych) na codzień. Mam już kilka kolorków, tym razem kupiłam sobie nowość odcień 01 Irresistble fox-trott. Podwójny cień ma lekką, satynową teksturę i nadaje metaliczne i lśniące wykończenie. Może być aplikowany na sucho i na mokro. Piękny odcień brzoskwini i brązu ładnie prezentuje się na oku. Cienie niestety nie są jakoś mega napigmentowane, i troszkę osypują się przy nakładaniu, dlatego najlepiej używać ich razem w duecie z bazą. 

Ostatnie produkty to mozaikowe pudry i róże do policzków, które nabyłam w ostatnim czasie. Mój aktualny ulubieniec, używany prawie codziennie, to puder brązująco-rozświetlający Hello Autumn z Essence. Kosztował coś koło 10 zł, ale przez ciągłe promocje w Naturze dokładnie nie pamiętam. Ładna mozaika w kształcie liści pięknie prezentuję się w opakowaniu, co dodatkowo cieszy oko. Jest to edycja limitowana, więc zachęcam do kupna, jeśli jeszcze spotkacie. Bardzo ładnie, subtelnie, delikatnie rozświetla i dodaje blasku. Idealny dla jasnej karnacji. Kuku sobie nim nie zrobimy. Wielofunkcyjny. Może służyć jako bronzer i rozświetlacz, czy róż do podkreślenia policzków. Dzięki temu produktowi możemy wyczarować sobie złotą jesień na policzkach :)) Gorąco polecam. Jeden z lepszych jakie mam. 



Kolejny produkt kupiony podczas promocji w Naturze, to róż do policzków marki Pierre Rene, Rouge Powder, 01 Soft Rouge, ładny kolor chłodnego różu. Mam już parę kosmetyków tej marki i uważam że robią naprawdę dobre produkty, za niską cenę. Kolor jest trwały i idealny, właśnie takiego szukałam od jakiegoś czasu. Mam taki sam odcień pomadki, więc idealnie mi współgra. Dobry zamiennik  tego drogiego z MACA. Poza tym to nasza polska, rodzima marka, więc warto wspierać :))

Róż z Sephory, kupiłam podczas promocji 2 + 1. Mam numerek 20 Orange Neon. Dosyć drogi, standardowo kosztuje około 39 zł, więc trzeba polować na promocje. Fajny kolor pomarańczy, w sam raz, dla takiej jesiennej dziewczyny jak ja :)) Wystarczy tylko delikatnie musnąć w nim pędzel, by uzyskać pożądany efekt, nie trzeba nakładać dużej ilości. Lubię róże do policzków z Sephory, są naprawdę dobrej jakości, buzia wygląda świeżo. 



Ostatni produkt, to mozaika marki Nyx, odcień MPB11 Truth. Jest kilka odcieni do wyboru. Rewelacyjny kosmetyk, jednak myślę, że bardziej na te cieplejsze, letnie dni. Idealny jako bronzer. Jest dobrze napigmentowany, wystarczy odrobina na pędzel. Ma idealny kolor, ciepłe tony idealnie pasują do mojej karnacji. Trochę osypuję się przy nakładaniu, ale wystarczy dobrze strzepnąć pędzel :) 

To by było na tyle, pochwalcie się czy macie któryś z tych produktów, i co o nich sądzicie. 




czwartek, 11 grudnia 2014

Kalendarz Adwentowy z Douglasa / Zawartość pierwszego tygodnia

Dzisiaj przychodzę do Was z błyskawicznym, superszybkim postem, w którym pokażę Wam cudeńka, jakie pojawiły się w pierwszym tygodniu użytkowania mojego adwentowego kalendarza z Douglasa. Kalendarz nabyłam w pierwszej połowie listopada, i godnie przeczekał prawie miesiąc, bym teraz mogła cieszyć się jego zawartością. Nie powiem, kusiło mnie czasami, ale potem na szczęście w natłoku obowiązków i spraw na głowie po prostu o nim zapomniałam (choć wisiał na ścianie w centralnej części pokoju ;)). Jeśli ktoś ma ochotę, to o kupnie kalendarza pisałam <t u t a j>.
Cały ten tydzień przeleciał szybko, powiedziałabym nawet, że masakrycznie szybko. Przybyło parę codziennych problemów, brak czasu na wszystko no i zepsuta pralka, no bo nie miała przecież kiedy się zepsuć, tylko akurat teraz. ;) Latanina po sklepach, kupno  i wybieranie nowej zatraciło moją głowę na amen.. Tymbardziej co wieczór cieszyło mnie otwieranie kolejnego, małego kartonika. Miniaturki produktów zawarte w kalendarzu (te pierwsze siedem) jakoś szczególnie nie powaliły mnie na kolana, mam nadzieję, że z każdym kolejnych tygodniem kalendarz się rozkręci ;)) Jednak mimo to, miło by było co wieczór otwierać i wyciągać kolejny produkt. 




Toni Gard 'My Honey,
żel pod prysznic, 
przyjemny, romantyczny zapach kwiatów i owoców. Jednak pojemność mała, starczy na góra ze dwa użycia, więc nie zdążyłam zbytnio poszaleć ;) 150 ml kosztuje 59 zł, trochę przesada, bo to jednak żel pod prysznic...

Absolute Douglas Nails, 
bezbarwny lakier do paznokci,
mam nr 21 Never Topless,
produkt pełnowymiarowy, fajny lakier nawierzchniowy, już malowałam nim paznokcie, lakier daje ładny efekt już po pierwszej warstwie. Kosztuje około 18 zł. fajne jest to, że ma zdejmowaną 'pokrywkę', i dopiero pod nią odkręca się słoiczek. 

Venus, Cleansing Milk,
Mleczko kosmetyczne,
produkt niedostępny u nas w Polsce (przynajmniej nie widziałam nawet w żadnej drogerii internetowej), na stronie douglasa znajdziemy informacje, że 200 ml kosztuje niecałe 7 euro. Miniaturka zawiera 50 ml produktu, więc całkiem sporo. Bardzo się cieszę, że mogę wypróbować ten produkt, bardzo ładnie pachnie i nie podrażnia, dobrze zmywał też makijaż :))



Douglas, Nails, hands, feet,
Anti-aging handbalm,
krem do rąk przeciw starzeniu się skóry dłoni. 
Fajna, różowa mazia, która bardzo fajnie nawilża dłonie. Mała pojemność idealna, żeby wrzucić do torebki. Kolejny produkt marki Douglas, z bardzo fajnym, bogatym składem. Ma składniki odżywcze, takie jak: olej sezamowy, masło shea, pantenol, aloes i alantoinę. Pełnowymiarowy krem kosztuje 39 zł za 100 ml, tutaj mamy 30 ml, więc nie jest źle ;)

Artemis Men,
Hair&Body Wash,
szampon i żel pod prysznic w jednym. 
Dałam mojemu Marcinowi, ale uśmiał się troszkę, że nie wie, czy starczy mu na raz ;) Miniaturka ma 30 ml, pełnowymiarowy produkt ma 270 ml i kosztuje 55 zł. Pachnie specyficznie, jak większość żeli dla mężczyzn, energetycznie. 

Douglas Eyes, 
Endless Lashes Mini Mascara, Intense Black,
maskara ze szczoteczką w kształcie stożka, pogrubiająca i wydłużająca, 
miniaturka to 3,5 ml. Szczoteczka dosyć kosmiczna, potrzeba trochę wprawy, żeby nie uciapać sobie całej powieki. Tusz jak na razie na kolana mnie nie rzucił, ale zobaczymy.
Pełnowymiarowa maskara kosztuje obecnie na promocji 34 zł. 

Douglas Naturals, 
Face Cream Day,
krem do twarzy na dzień, przeznaczony dla cery normalnej (jest jeszcze wersja dla wrażliwej). Ma przynosić skórze nawilżenie, energię i ochronę. Zawiera olej sojowy, oliwę z oliwek i masło shea. Produkt posiada certyfikat BIO. 
Tubka niestety dosyć mała, 10 ml. Pełnowymiarowy produkt ma 50 ml i kosztuje 105 zł (!!! masakra, jak za douglasowski krem) :))



Tak, jak pisałam wcześniej, zawartość kalendarza jakoś szczególnie mnie nie powaliła na kolana, ale była baaaardzo miłym wieczornym rytuałem, który kończył każdy mój dzień. Dzięki temu zasypiałam codziennie w dobrym nastroju ;)) ...bo czasami zwykłe duperele i drobnostki wystarczą, by wywołać uśmiech na twarzy. 
Idę rozpakować kolejne okienko. Dobrej nocy! :)))


środa, 19 listopada 2014

Douglasowa wishlista! Część I - Pielęgnacja

Miesiąc temu miałam ochotę na takie małe szaleństwo marzeniowe i zamieściłam na swoim blogu chciejlistę sephorowską, czyli produkty, które chętnie widziałabym u siebie w łazience a do kupienia są akurat w perfumerii Sephora. Poczytać możecie tutaj: <c z ę ś ć p i e r w s z a> i <c z ę ś ć d r u g a>


Dzisiaj na tapetę wrzucam produkty, które możemy nabyć w głównie w Douglasie, i przeznaczone są do pielęgnacji. Jeśli chodzi o porównanie tych dwóch perfumerii, to raczej kręcą mnie produkty sephorowskie, ale i w Douglasie wybrałabym kilka dla siebie :)


Woda perfumowana Our Moment by One Direction
Dostępna jest w trzech pojemnościach: 30 ml (129 zł), 50 ml (175 zł) i 100 ml (219 zł). Bardzo podoba mi się ten zapach. Słodki, delikatny, kobiecy zapach stworzony przez chłopaków z One Direction. Bynajmniej nie jestem fanką tego zespołu, ale zapach chętnie widziałabym u siebie na półeczce :)) Do tego ten piękny flakonik, i całość pięknie prezentuje się razem :)

J.S.Douglas Söhne, Krem do ciała Aloes & Opuncja figowa
Wąchałam kiedyś tester w Douglasie, i to właśnie ten zapach urzekł mnie najbardziej. Dostępne są jeszcze inne wersje zapachowe: lawenda&tymianek, melisa&imbir, olejek shea&witaminy. 200 ml kosztuje 49 zł. Myślę, że jednak trochę za dużo jak za słoik z balsamem :)

Krem pod oczy, Clinique, All About Eyes
Doskonały krem pod oczy, miałam miniaturkę, która była dołączona przy zakupach online na clinique.com. Piękny, mały słoiczek starczył mi na niecałe 2 miesiące stosowania (ta miniaturka oczywiście ;))
Zakochałam się w tym kremie, marzy mi się pełnowymiarowy produkt, który kosztuje niestety 165 zł za 15 ml. Myślę, że jednak wart jest swojej ceny, to najlepszy krem pod oczy jaki miałam do tej pory (a miałam ich rzeczywiście dosyć sporo). Pięknie wygładza i nawilża skórę pod oczami, ma fajną konsystencję i jest bardzo wydajny.

Douglas Shine&Style, Lakier do włosów
Miałam już kiedyś ten lakier i baardzo baaardzo byłam zadowolona. Kupiłam z ciekawości, na wyprzedaży. Nigdy wcześniej nie miałam lakieru do włosów w spray'u. Piękny ma zapach, jest łatwy w użyciu a przede wszystkim bardzo dobrze utrwala fryzurę. Dodatkowo nadaje włosom połysk, wzmacnia i chroni, przed promieniami UV. Butelka 200 ml kosztuje 49 zł. 

J.S.Douglas Söhne, Puder do ciała w spray'u
Ma przepiękne opakowanie. W sumie, tak na dobrą sprawę, myślę, że jest to produkt całkowicie mi zbędny, ale ma tak śliczne opakowanie i prezentuję się tak ładnie, że z chętnie miałabym go u siebie :)) Malutka buteleczka kosztuje 39 zł. Jest kilka wersji zapachowych. Myślę, że świetnie nadawałby się na imprezy, czy letnie dni, ze względu na swoje świecące drobinki. 

Stara Mydlarnia, Sól do kąpieli
250 ml to koszt około 15 zł. Jak na spróbowanie, nie jest tak strasznie :)) Są różne wersje zapachowe, a produkty Starej Mydlarni są mi znane i lubiane. Można je też kupić w drogerii Natura :)) 

Natural Aromas, miętowa sól do kąpieli 
Spodobał mi się zapach - świeża mięta. Nie często można dostać taki produkt. Mięta podobno posiada właściwości uspokajające, regenerujące a stosowana do kąpieli ma też właściwości antycellulitowe :)))) Same plusy a poza tym bardzo lubię miętę, więc myślę, że polubiłabym też tą sól do kąpieli. Trochę dużo kosztuje, bo 19 zł. Może gdzieś napatoczy mi się tańszy odpowiednik :))



I to by było na tyle, jeśli chodzi o pielęgnację douglasowską :) Troszkę więcej produktów będzie w wersji kosmetycznej :) 
Tymczasem, borem, lasem, życzę Wam miłego dnia :)))) 

poniedziałek, 10 listopada 2014

Kalendarz Adwentowy z Douglasa

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam o nim rok temu, zapragnęłam mieć takie cudeńko. Taki mały, niby zwyczajny gadżet, a cieszy jak pierun. Widziałam też parę różnych wersji: kalendarz z Douglasa, z Benefitu i The Body Shop. Z Benefitu musi kosztować pewnie majątek, ale i tak nie mam pojęcia, gdzie może być dostępny, ale jak dostałabym w prezencie, to oszalałabym z radości ;)) Ten z TBS jakoś mnie tak bardzo nie kusi, postanowiłam więc w tym roku zaopatrzyć się w ten Douglasowy :)))) 

I tak oto, podczas ostatnich zakupów, wypatrzyłam, że w Douglasie jest już dostępny, więc nie mogłam go nie kupić :)) Na razie wisi i czeka na swoje dni, ale nie powiem... Już parę razy kusiło mnie, żeby podejrzeć i rozpakować chociażby jeden, czy dwa kartoniki :)) 
Od razu wywaliłam wielką kartkę, która dołączona była do kalendarza, i która przedstawiała co i w jakim okienku się znajduję. Walczyłam ze sobą całą drogę, żeby nie podejrzeć, ale chciałam mieć prawdziwą niespodziankę i radość z poszczególnych okienek, dlatego po powrocie do domu po prostu ją wywaliłam. Żeby nie kusiło :)) 


Kalendarz jest dosyć sporych rozmiarów, jak taka wielka teczka, wyposażony dodatkowo w rączkę do trzymania. Okienek jest oczywiście 24, w których mieszczą się miniaturki (nie próbki) firmowych kosmetyków. Cena to 129 zł, ja miałam jeszcze bon 20%, więc wyszło mnie to 100 zł z groszami. Trochę dużo.. Ale patrząc z drugiej strony, każdemu z nas należy się czasem taka mała frajda i przyjemność. Nie wiem dlaczego, ale na allegro kalendarz kosztuje więcej niż w Douglasie, nie dajcie się więc naciągnąć i nabrać... 




Najfajniejsza w tym wszystkim jest świadomość tej niespodzianki, która na nas czeka pod tekturką przy jednoczesnym powstrzymywaniu tego wewnętrznego diabełka, który w nas siedzi i kusi, oj kusi. 

Podsumowując, jeśli ktoś ma ochotę, to serdecznie polecam sprawić sobie taką radochę, no i wytrwać! :)))) No i zawartość raczej nie pójdzie nam w bioderka, kalendarz jest bardzo dietetyczny :D
Na koniec zrobię oczywiście taki post podsumowujący zawartość kalendarza.  


Pozdrowienia! :)))))

środa, 10 września 2014

Wrześniowe zakupy - kosmetyki do pielęgnacji






Początkiem września wybrałam się parę razy na zakupy (czyli dziki szoping :)) w celu upolowania fajnych jeansów. Jak to zazwyczaj bywa, spodni nie znalazłam, więc na pocieszenie wstąpiłam do Rossmanna, SP i paru tam jeszcze po drodze. To zazwyczaj wystarcza, żebym wróciła do domu bardziej uśmiechnięta, nie poszalałam za bardzo, to jedynie same przydatne rzeczy (hehe, czy ja w ogóle kupuje jakieś niepotrzebne..:P )
Będą dwa posty, bo nie chciało mi się aż tak rozpisywać, więc rozdzieliłam moje zakupy, dzisiaj będzie o kosmetykach do pielęgnacji a na dniach do makijażu.






Na początek rzecz przydatna bardzo czyli żele pod prysznic. Przy okazji zwykłych zakupów zawsze upatrzę jakiś nowy, fajny zapach, a że zazwyczaj kosztują grosze, to żal nie brać :D



Isanowe żele kosztują grosze a dodatkowo były jeszcze na promocji, więc nawet się nie zastanawiałam..
Limonkę&mięte znają i lubią chyba wszyscy. Jest fajnie orzeźwiająca, pobudzająca, musiałam chapnąć ją znów :) Mój ulubiony to olejek melon&gruszka. Pięknie, słodko pachnie. No i jest to bardziej olej pod prysznic, niż żel, więc konsystencja jest bardziej delikatna. Dwa nowe, których wcześniej nie miałam przyjemności poznać; marakuja&kokos pachnie bardzo ciekawie. Słodko ale nie mdli. Ciekawa jestem, zobaczymy. I drugi; witaminowo&jogurtowy pachnie bardzo delikatnie, ale też przyjemnie. Żele jak to żele, mają za zadanie umilać nam prysznic :) Nie wymagam zbyt wiele, te z Isany zawsze spisywały się u mnie dobrze, więc są sprawdzone, tanie i godne polecenia.


Żele część druga :) Upatrzony na promocji żel Fa melonowo&witaminowy przypadkowo trafił do koszyka. Ale czuję, że będę zadowolona, bo też pięknie, świeżo pachnie. W ogóle zauważyłam, że lubuję się coś ostatnio w słodkich zapachach. Większa część mojej łazienki jest 'słodka' :) Mój facet za to wierny jest tylko kokosowym i miodowym zapachom, chociaż jak czasem wywącha jakiś fajny, to mi podbierze :) Ten z Yves Rocher Purple Lilac dostałam przy okazji zakupów. Miałam go już kiedyś. Bardzo lubię zapach bzu, więc dobrze, że zagości na półce, bo przypomni jesienną porą trochę wiosny. Żel z Oriflame z Natur Secrets gości u mnie pierwszy raz. Ale cieszę się bardzo, bo wszystko co lawendowe sprawia mi ogromną radość :)


Biovax bardzo lubię, mają świetne produkty, a że po wakacjach moje włosy troszkę osłabły, to postanowiłam zaopatrzyć się w końcu w jakąś maskę do włosów (chociaż nie lubię używać odżywek i masek) i kupiłam intensywnie regenerującą maskę do włosów słabych ze skłonnością do wypadania. Akurat była na promocji, więc lepiej dla mnie. Już dwa razy stosowałam, miałam potem mięciutkie włosy, więc myślę, że się polubimy. W zestawie z maseczką jest czepek, dzięki któremu produkt może lepiej zadziałać. Moje ulubione chusteczki do higieny intymnej facelle z Rossmanna kupuję zawsze na zapas jeśli są w promocji a ja jestem akurat w Rossmannie. Godne polecenia, bo najlepsze jakie miałam. Odżywka a raczej olejek arganowy do włosów z Douglasa już podbił moje serce. Pięknie pachnie, nie klei włosów, ładnie odżywia. Wmasowuję go po myciu w wilgotne włosy, prawie codziennie i już zauważyłam, że włosy się ładnie błyszczą i regenerują. Odżywił moje końcówki a do tego był na promocji, więc tymbardziej żal było nie kupić. Aaa i już zauważyłam, że będzie mega wydajny. Nic a nic się go nie zużywa, wystarczą dwie małe kropelki. Pasta do zębów, która już kiedyś u mnie gościła i byłam zadowolona, więc kupiłam ją ponownie. Pearl Drops hollywood smile, delikatnie wybielająca pasta do zębów (niby z systemem 4d - jakich to bajerów teraz nie wymyślą). Ma ładny, delikatny smak (nie wykrzywia mi buzi, jak większość, a tego nie lubię), bezpiecznie oczyszcza i rozjaśnia odcień zębów. Ostatni produkt ze zdjęcia to nowość, na którą miałam wielką ochotę, ale jeszcze nie testowałam. Miałam kupon rabatowy z SP, więc postanowiłam wykorzystać i skusiłam się na lakier żelowy utwardzający Sechce Vite. Nakłada się go na mokre, pomalowane paznokcie i ma dać efekt takiej a'la hybrydy. Ciekawa jestem bardzo, zobaczymy. Czytałam bardzo dużo pozytywnych opinii, więc mam nadzieję, że okaże się przydatny. 


Krem CC do ciała z Bielendy chciałam kupić już latem (w sumie nie wiem, czemu kupiłam go dopiero teraz, jak już kończy się sezon na krótkie galotki :)). Użyłam parę razy, ładnie pachnie (na szczęście nie tak, jak balsamy brązujące, bo zawsze drażnił mnie ten zapach), ma rozświetlające drobinki, pielęgnuje jak balsam, ma wygodną tubę. Na początku wystraszyłam się brązowego koloru, ale nie barwi i szybko wnika w skórę. Trochę spóźniony zakup, bo na lato byłby idealny. 


I ostatnie dwa produkty. Krem do pielęgnacji twarzy na dzień z filtrem z Palmersa kupiłam, bo był na promocji. Ot tak po prostu miałam ochotę wypróbować. Lubię tą markę, mam sporo produktów i zawsze jestem zadowolona, więc kupiłam w ciemno, ale myślę, że się polubimy. Krem jest w tubie, ma lekką, szybko wchłaniającą się konsystencję i ładnie pachnie (jak to produkty z Palmersa). Smaruję rano, pod makijaż na zmianę z tym z Pharmaceris o którym pisałam wcześniej KLIK. Olejek do twarzy Alterra z granatem bio pokochałam od razu. Zawsze wieczorem po myciu i oczyszczeniu nakładam go na twarz zamiast kremu. Rano mam mięciutką, gładziutką i nawilżoną skórę. Kosztował w Rossmannie grosze, a jest lepszy (przynajmniej dla mnie) niż niejedno drogie serum. Pachnie cudownie, jest wydajny i dobrze się wchłania. 



Dobrego tygodnia Wam życzę! :)