Pokazywanie postów oznaczonych etykietą isana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą isana. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 stycznia 2015

Szybkie zakupy, szybki post... (#3)

Jako, że od jakiegoś czasu męczy mnie zapalenie ucha, i nie mam ochoty ani nastroju za bardzo na nic, dzisiaj będzie trzeci post z serii 'szybko i na temat' :)) Jeszcze przed Świętami ogarnął mnie szał zakupów (jak chyba każdego), dlatego dzisiaj chciałam Wam pokazać jego mały zalążek i przedstawić Wam moje nowe maleńkie przedświąteczne nabytki, które używam i stosuję, dlatego mogę się już z Wami podzielić moim pierwszym wrażeniem.... są to jednak maleńkie, drobne zakupy, dlatego też nie spodziewajcie się Bóg wie jakiego obszernego posta ;))



Tonik delikatnie oczyszczający Nivea Pure&Natural
Kupiłam go spontanicznie podczas zakupów w Super Pharm, bo po prostu potrzebowałam jakiegoś oczyszczającego toniku. Produkt przeznaczony jest do każdego typu skóry, ma odświeżać i delikatnie oczyszczać skórę. I rzeczywiście oczyszcza bardzo, ale to bardzo delikatnie. Tak jak ma w nazwie. Mimo tego, że w składzie zawiera alkohol jest naprawdę bardzo delikatny. Dla mnie to niestety minus, bo mam wrażenie, że nie jest tak 'dokładny', jak bym tego potrzebowała. Wacik po oczyszczeniu makijażu jest praktycznie czysty. Mimo wszystko, tonik bardzo ładnie pachnie i jest dosyć wydajny, dlatego będę go męczyć jeszcze przez jakiś czas. Stosuję go zazwyczaj po prostu do odświeżenia, bo z resztkami makijażu nie radzi sobie kompletnie. Produkt ma fajny skład, zawiera olejek arganowy, aloes, pozbawiony jest parabenów, silikonów i barwników. Dla kogoś, kto nie ma większych wymagań co do oczyszczenia cery i lubi takie bardzo delikatne działanie będzie ok, jednak w moim odczuciu jest on niestety za słaby i dosyć przeciętny w porównaniu do innych, dostępnych na rynku tego typu produktów. Szału nie ma, dupy nie urywa ;)

Alterra, mydło roślinne z ekstraktem z drzewa sandałowego
Od jakiegoś czasu lubię mydełka w kostce, i spontanicznie kupuję jakieś ciekawe zapachowo, które wpadną w moje ręce. Drzewo sandałowe kusiło mnie od jakiegoś czasu, poza tym bardzo lubię mydełka z Rossmanna. Producent twierdzi, że w 100 % zawiera czyste oleje roślinne, nie zawiera syntetycznych substancji konserwujących, ani składników pochodzenia zwierzęcego. Zapach jak dla mnie nawet taki przyjemny. Taki trochę męski.. 

Kobo Professional, Make Up Fixer Spray
Kupiony w Naturze, na promocji. Naoglądałam i naczytałam się o różnych fixerach i magicznych sprayach, które mają przedłużyć trwałość naszego makijażu i zapragnęłam mieć takie coś. Marzeniem byłaby oczywiście wychwalana mgiełka z Maca, ale póki co, kupiłam fixer, dużo tańszy marki Kobo. Pachnie trochę jak lakier do włosów, i używa się go dokładnie tak samo, tyle, że pryskamy na buzię. Dobrze utrwala makijaż, przydaje się najbardziej wtedy, gdy pogoda nas nie rozpieszcza, będzie więc idealny na deszcz, wiatr, czy upał. Jednak muszę poużywać go troszkę dłużej, by wyrobić sobie bardziej szczerą opinię na temat działania. 

4 Long Lashes by Oceanic, serum przyspieszające wzrost rzęs
Kupiłam na promocji w Super Pharm, i muszę przyznać, że pokładam w nim wielkie nadzieje. Zaczęłam już codziennie używać, i czekam na efekty. Cała blogosfera mówi, że działa cuda, więc mam nadzieję, że i ja będę miała rzęsy do nieba :) Serum na za zadanie nie tylko wydłużyć rzęsy, ale także zagęścić je i wzmocnić. Poużywam i zobaczę. Ale jak na razie jestem mega pozytywnie nastawiona. 

Ostatni produkt to krem do rąk Isana, Harmony i pantenolem i masłem shea
Krem kupiłam w Rossmannie, pochodzi z edycji zimowej, limitowanej. Największy plus, to to, że produkt ma pompkę! :)) Stoi w łazience, i ładnie się prezentując, zaprasza do 'pokremowania rąk' po ich umyciu. Muszę przyznać, że nie pamiętam nigdy, żeby posmarować ręce kremem po umyciu, a że myję ręce dosyć często, pomyślałam więc, że będzie to idealny produkt do łazienki. Ładnie pachnie, nawilża i pielęgnuje. Szybko się wchłania no i ma fajną butelkę :)) 



Życzę Wam miłego (zdrowego!) weekendu, pogoda póki co nas rozpieszcza, więc nic, tylko korzystać :)) <3 Buziaki!







niedziela, 14 grudnia 2014

Szybkie zakupy, szybki post... (#2)

Come back, bo już jakiś czas temu pojawił się na moim blogu pierwszy post tego typu <t u t a j>, który przyznam pisało mi się bardzo miło, szybko, no i przyjemnie. Postanowiłam od czasu do czasu wprowadzić na swoim blogu taki właśnie 'cykl' pokazujący na szybko, w błyskawiczny sposób moje małe zakupy, czy nowości. Będzie szybko i sprawnie, bez zbędnego rozpisywania się. 


Większość kupiona w Rossmannie, przy okazji zwykłych zakupów w markecie do domu... Ah, no bo te Rossmanny są wszędzie na pasażach, no i żal nie wejść, bo przecież ZAWSZE jest coś potrzeba akurat... Jak ja to mówię zawsze mojemu chłopakowi.. 'no chodź na chwilkę, tylko coś chciałam zobaczyć..'. No i choćbym niczego nie potrzebowała, to i tak zawsze z czymś wylezę :) 

Isana, Body Oil, olejek do ciała w spray'u, 150 ml, około 14 zł, ja kupiłam go taniej, na promocji. Fajnie, że jest w spray'u, poza tym butelka ma fajny kształt i wygodnie trzyma się w ręku. Olejek szybko się wchłania, nie spływa i nie klei się. Ma przyjemny zapach, który mi bardzo odpowiada ;)) Kojarzy mi się z 'zapachem niemowlaka' ;)) Psikałam się nim głównie na uda, nogi i brzuch, i bardzo dobrze nawilżał skórę. Zawiera olej arganowy, migdałowy, słonecznikowy, makadamia i olej z awokado. Na zimę jak znalazł :)

Aussie, Lightweight Conditioning Spray, odżywiająca mgiełka do włosów przesuszonych, zawierająca olejek z australijskich orzechów makadamia. Pojemność 250 ml, ceny nie pamiętam, ale była akurat na promocji, więc ją wzięłam. Miałam kiedyś szampon tej marki i byłam zadowolona, dlatego szukając odżywki sięgnęłam po Aussie. Ma ładny, delikatny zapach, który nawet utrzymuje się na włosach. Szukałam produktu, który trochę odżywi moje włosy i sprawi, że będą się mniej elektryzować pod czapką (sezon na czapki to dla moich włosów makabra ;))) Poużywam, zobaczę, jak na razie jestem zadowolona z zakupu. 

W Rossmannie kupiłam także krem do rąk Kamill Hand Repair, z 5% mocznikiem, w pompce. Nie lubię smarować rąk kremem (tak, wiem, że to zbrodnia!), ale nie umiem wyrobić sobie tego nawyku, więc zapominam o tej czynności. Zresztą, nie miałam też większych problemów ze skórą dłoni, niestety chyba aż do teraz. To pewnie skutek zimnych, mroźnych dni, i moje dłonie zrobiły się makabrycznie przesuszone. Kremów do wyboru, do koloru, ale ten spodobał mi się najbardziej, bo ma pompkę. Poza tym czytając skład mogę stwierdzić, że to też jeden z lepszych na rynku. Zawiera 5% urea, który sprawia, że skóra jest meeeega nawilżona, krem zawiera także wyciąg z rumianku, i panthenol, jest treściwy, bezzapachowy i szybko się wchłania. Myślę, że to był dobry wybór a moim dłoniom przyniesie ulgę :)

Będąc w Hebe, poszalałam i z manierą gwiazdy, kupiłam sobie Wypełniacz Ust, marki DermoFuture. :) Kupiłam głównie z wielkiej ciekawości, czy rzeczywiście sprawi, że moje usta będą widocznie większe, i to bez żadnej chirurgicznej ingerencji. Producent obiecuje, że każde użycie nadaje naszym ustom niepowtarzalny blask, a po pełnej 28-dniowej 'kuracji' usta staną się widocznie powiększone i wypełnione, a zmarszczki wokół nich znikają :) Podobno badania kliniczne potwierdzają działanie. Eh, taki gadżet na poprawę nastroju. Błyszczyk ma formę przeźroczystej, bardzo gęstej i lepkiej mazi, która rzeczywiście sprawia, że usta optycznie wydają się trochę większe, świecąc się przy tym jak tafla lodu :) Po chwili od momentu aplikacji maź zastyga na ustach i bardzo delikatnie mrowi, a producent radzi by dla lepszych efektów kilkukrotnie w ciągu dnia nakładać produkt na usta. Szału nie robi, poza tym nie stosuję tego regularnie, tylko od czasu do czasu, więc też nie mogę wypowiedzieć się na temat rzeczywistego działania. Ale nie żałuję zakupu :) Fajnie było wypróbować. 


W Yves Rocher kupiłam sobie wodę toaletową o zapachu karmelizowanej gruszki. Mam żel do mycia z tej serii i przepadłam za tym zapachem. Piękny jest :) Bardzo lubię wody toaletowe z serii Les Plaisirs Nature, mam już w domu uwielbiany przeze mnie kokos i malinkę. Na razie wzięłam sobie mniejszą wersję 20 ml (choć bardziej opłaca się ta większa butelka), bo będzie idealna do torebki. Zapach jest przepiękny, idealny na zimę i świąteczny czas, myślę, że produkty z tej gamy fajnie sprawdzą się jako prezent. 

Dodatkowo, w Yves Rocher pani dorzuciła mi miniaturkę kremu do rąk 'Świąteczna Spiżarnia, Czarne Owoce', a że kremu nigdy dosyć (teraz, bo potem znowu pewnie zaniedbam), to ucieszyłam się bardzo. Zapach dosyć ładny, a pojemność 30 ml idealnie nada się do torebki. Krem jest bardzo leciutki, pachnie leśnymi owocami i jeżyną. 



To by było na tyle, jeśli chodzi o moje ekspresowe zakupy z ostatniego wypadu po 'jedzenie' do marketu. Ale same przydatne. No może oprócz Wypełniacza, ale to z czystej babskiej ciekawości i na poprawę humoru :)) 
Wy też tak macie, że zawsze podczas zwykłych codziennych zakupów, zawsze coś wywęszycie? Pewnie taak, bo każda kobieta tak ma :)) (a co dopiero blogerka!;)) Życzę zatem bystrego oka, i udanych łowów :))









poniedziałek, 3 listopada 2014

Było, ale się skończyło! Mini - Denko #1 / październik

Lubię czytać i oglądać na innych blogach takie serie, więc postanowiłam od czasu do czasu zamieszczać takie zbiorowe mini recenzje. Mimo wielkiej chęci i dużego zapału, jednak ciężko było mi się zabrać za pisanie tego posta. W sumie nie odłożyłam zbyt dużej ilości kosmetyków, bo mimo, że ten temat świtał mi w głowie już od jakiegoś czasu, to w gonitwie codzienności zapominałam o tym. 


Myślę, że jak na pierwszy raz, nie będzie tak źle. Pokażę Wam, te produkty, które mimo wszystko jakimś cudem udało mi się odkładać w kąciku pokoju w papierowej torbie ;-) Są to same produkty do pielęgnacji, obiecuję, że temat się rozwinie z każdym kolejnym tego typu postem ;-) 

Na pierwszy ogień idą szampony, jakie służyły mi przez ostatni czas. Muszę się przyznać, że w łazience zawsze otwartych mam parę butelek różnych szamponów. Nie mam niestety nawyku mycia tylko jednym i dopiero jak się skończy to następnym. W zależności od nastroju sięgam za każdym razem po inny. Też tak macie?


Fructis Garnier - Fresh, szampon wzmacniający
Od czasu do czasu lubię kupować szampony Garniera, mam już swoje ulubione, ale również i takie, które nie podbiły mojego serca. Zdecydowałam się na wersję Fresh, wzmacniającą, bo po lecie włosy były trochę przesuszone. Szampon ładnie orzeźwiająco pachnie, fajnie się pieni, dobrze oczyszcza skórę głowy, generalnie robi to co powinien. 

Dove, Nutritive Solutions
Jakoś wcześniej nigdy nie po drodze mi było do kosmetyków marki Dove, dzięki temu, że wygrałam zestaw kosmetyków Dove, mogłam poznać także szampon tej marki. Muszę stwierdzić, że byłam bardzo na plus. Włosy były gładkie i pięknie się błyszczały, szampon ładnie odżywiał i poprawiał stan włosów. Ładny, ale bardzo delikatny zapach dosyć długo utrzymywał się po umyciu. 

Balea, szampon truskawkowy
Kiedy już podczas wakacji napadłam na DM i wykupiłam zapas kosmetyków Balea na pół roku, zapach tego szamponu chyba urzekł mnie najbardziej ze wszystkich produktów. Szampon nadaje się do codziennego stosowania, nie ma w składzie silikonu, pięęęęęęknie pachnie, a zapach utrzymuje się na włosach dosyć długo. Szampon fajnie się pienił, nawet dokładnie mył, jedyna szkoda, że się już skończył ;-)

Avon, Advance Techniques, Morooccan Argan Oil
Kiedyś już miałam ten szampon i pamiętam, że byłam bardzo zadowolona, więc nie wahałam się zamówić go sobie znowu. Nie wiem, czy trafiłam na jakąś wyleżaną, felerną butelkę, czy moje włosy zrobiły się jakieś inne, ale miałam wrażenie, że to już nie ten sam szampon, który miałam kiedyś. Pamiętam, że zapach po umyciu utrzymywał się na włosach niesamowicie długo i był naprawdę przyjemny, teraz tego natomiast nie zauważyłam. Miałam wrażenie, że wręcz czasami sklejał i przetłuszczał mi dodatkowo włosy, dlatego też męczyłam tą butelkę dosyć długo. 

Po kąpieli włosów zapraszam na kąpiel ciała. Żeli do ciała też jednocześnie używałam różnych, ale to chyba normalne, bo chyba wszystkie za każdym razem mamy przecież ochotę na inny zapach podczas mycia. 


Le Petit Marseillais, kremowy żel pod prysznic, mleczko waniliowe
Wzięłam na wypróbowanie, wszak firma była tak rozreklamowana, że aż wstyd by było nie kupić. Jednak jakoś kopara mi nie opadła. Teraz mam wersję lawendową i muszę przyznać, że jest o wiele lepsza :-)

Isana, kremowy żel, aloes i jogurt
Rossmannowskie żele Isany bardzo lubię chyba w każdej wersji zapachowej. Są tanie, świetnie się spisują i można wybierać z bardzo bogatej oferty. Żel ładnie pachnie, skusił mnie ten aloes w nazwie, który w składzie niestety jest daleko.. Ale nie to jest najważniejsze, więc przemilczmy to. ;-) 

Fa, Vitamin&Power, Honey Melon
Kupiony na promocji, na chybił trafił, a okazał się naprawdę fajnym produktem. Bardzo ładnie pachnie, fajnie oczyszcza. Jak natknę się kiedyś przy okazji, to myślę, że spróbuje jeszcze inne wersje zapachowe :-)

Isana Med, Urea, żel pod prysznic z zawartością mocznika
Kupiłam, gdy miałam problem ze zbyt suchą skórą, muszę przyznać, że dobrze się sprawdził. Żel jest bardzo delikatny i łagodny, mimo to, intensywnie i odczuwalnie pielęgnuje wysuszoną, podrażnioną skórę. Pachnie bardzo delikatnie. Nie zawiera barwników, silikonów i parabenów. Ma pH neutralne dla skóry. Fajny produkt za małą kwotę. 

Moje skromne denko kończą produkty do pielęgnacji twarzy. 


Vichy Normaderm, głęboko oczyszczający żel
Jeden z moich ulubieńców, jeśli chodzi o żele do mycia twarzy. Pierwszy raz kupiłam go w ciemno, omamiona reklamami, polubiłam go na tyle, że zawsze do niego wracam. Żel zawiera wodę termalną,  i mimo, że dosyć dobrze oczyszcza, to jest delikatny i idealnie nadaję się do skóry suchej i wrażliwej. Często można go kupić na fajnej promocji w Super Pharm. Jest bardzo wydajny. Plusem dla mnie jest też to, że ma pompkę! :-)


Sephora, Super demaquillant yeux waterproof, płyn do usuwania makijażu wodoodpornego
Mój ulubieniec, jeżeli chodzi o zmywanie makijażu. Mimo, że miałam już masę różnych ścieraczy do oczu, to jeszcze nie trafiłam na lepszy od tego. Jest absolutnie fantastyczny, usuwa wszystko raz dwa, bez żadnego tarcia, jest bardzo bardzo wydajny, nie szczypie i nie podrażnia. Wspominałam o nim też < t u t a j >


Clinique, Clarifyind Lotion Clarifiante, tonik/płyn do codziennej pielęgnacji, krok 2
Zaczęłam od małej 100 ml buteleczki, która dołączona była do zestawu startowego 3 kroki z Clinique, teraz regularnie kupuję tą dużą butelkę, która przy codziennym stosowaniu i tak starcza na max czasu. Prześwietnie oczyszcza twarz, i mimo swojej drogiej niestety ceny, jest warty każdej wydanej złotówki. Wspominałam o nim w poście dotyczącym pielęgnacji mojej twarzy < t u t a j >


Bioderma, Sebium Gel Moussant, antybakteryjny żel do mycia twarzy
Kupiłam go kiedyś na wyprzedaży w Hebe, potem parę razy zagościł jeszcze w mojej łazience. Mimo, że zalecany jest do trądzikowej i tłustej skóry, to świetnie też oczyszcza skórę wrażliwą, mieszaną i suchą. Nie podrażnia, zapobiega zatykaniu się porów, działa antybakteryjnie, nie wysusza, bo nie zawiera mydła. Ogólnie bardzo lubię kosmetyki Biodermy, kiedyś myślę zrobić taki post ogólny z produktami tej marki :-)



Denko małe, ale pierwszy tego typu post przynajmniej już za mną ;-) Muszę wyrobić sobie nawyk 'zbieractwa', a nie automatycznego wywalania do kosza, wtedy posty będą dłuższe ;-) 


 Miłego dnia Wam życzę! :-) 

środa, 10 września 2014

Wrześniowe zakupy - kosmetyki do pielęgnacji






Początkiem września wybrałam się parę razy na zakupy (czyli dziki szoping :)) w celu upolowania fajnych jeansów. Jak to zazwyczaj bywa, spodni nie znalazłam, więc na pocieszenie wstąpiłam do Rossmanna, SP i paru tam jeszcze po drodze. To zazwyczaj wystarcza, żebym wróciła do domu bardziej uśmiechnięta, nie poszalałam za bardzo, to jedynie same przydatne rzeczy (hehe, czy ja w ogóle kupuje jakieś niepotrzebne..:P )
Będą dwa posty, bo nie chciało mi się aż tak rozpisywać, więc rozdzieliłam moje zakupy, dzisiaj będzie o kosmetykach do pielęgnacji a na dniach do makijażu.






Na początek rzecz przydatna bardzo czyli żele pod prysznic. Przy okazji zwykłych zakupów zawsze upatrzę jakiś nowy, fajny zapach, a że zazwyczaj kosztują grosze, to żal nie brać :D



Isanowe żele kosztują grosze a dodatkowo były jeszcze na promocji, więc nawet się nie zastanawiałam..
Limonkę&mięte znają i lubią chyba wszyscy. Jest fajnie orzeźwiająca, pobudzająca, musiałam chapnąć ją znów :) Mój ulubiony to olejek melon&gruszka. Pięknie, słodko pachnie. No i jest to bardziej olej pod prysznic, niż żel, więc konsystencja jest bardziej delikatna. Dwa nowe, których wcześniej nie miałam przyjemności poznać; marakuja&kokos pachnie bardzo ciekawie. Słodko ale nie mdli. Ciekawa jestem, zobaczymy. I drugi; witaminowo&jogurtowy pachnie bardzo delikatnie, ale też przyjemnie. Żele jak to żele, mają za zadanie umilać nam prysznic :) Nie wymagam zbyt wiele, te z Isany zawsze spisywały się u mnie dobrze, więc są sprawdzone, tanie i godne polecenia.


Żele część druga :) Upatrzony na promocji żel Fa melonowo&witaminowy przypadkowo trafił do koszyka. Ale czuję, że będę zadowolona, bo też pięknie, świeżo pachnie. W ogóle zauważyłam, że lubuję się coś ostatnio w słodkich zapachach. Większa część mojej łazienki jest 'słodka' :) Mój facet za to wierny jest tylko kokosowym i miodowym zapachom, chociaż jak czasem wywącha jakiś fajny, to mi podbierze :) Ten z Yves Rocher Purple Lilac dostałam przy okazji zakupów. Miałam go już kiedyś. Bardzo lubię zapach bzu, więc dobrze, że zagości na półce, bo przypomni jesienną porą trochę wiosny. Żel z Oriflame z Natur Secrets gości u mnie pierwszy raz. Ale cieszę się bardzo, bo wszystko co lawendowe sprawia mi ogromną radość :)


Biovax bardzo lubię, mają świetne produkty, a że po wakacjach moje włosy troszkę osłabły, to postanowiłam zaopatrzyć się w końcu w jakąś maskę do włosów (chociaż nie lubię używać odżywek i masek) i kupiłam intensywnie regenerującą maskę do włosów słabych ze skłonnością do wypadania. Akurat była na promocji, więc lepiej dla mnie. Już dwa razy stosowałam, miałam potem mięciutkie włosy, więc myślę, że się polubimy. W zestawie z maseczką jest czepek, dzięki któremu produkt może lepiej zadziałać. Moje ulubione chusteczki do higieny intymnej facelle z Rossmanna kupuję zawsze na zapas jeśli są w promocji a ja jestem akurat w Rossmannie. Godne polecenia, bo najlepsze jakie miałam. Odżywka a raczej olejek arganowy do włosów z Douglasa już podbił moje serce. Pięknie pachnie, nie klei włosów, ładnie odżywia. Wmasowuję go po myciu w wilgotne włosy, prawie codziennie i już zauważyłam, że włosy się ładnie błyszczą i regenerują. Odżywił moje końcówki a do tego był na promocji, więc tymbardziej żal było nie kupić. Aaa i już zauważyłam, że będzie mega wydajny. Nic a nic się go nie zużywa, wystarczą dwie małe kropelki. Pasta do zębów, która już kiedyś u mnie gościła i byłam zadowolona, więc kupiłam ją ponownie. Pearl Drops hollywood smile, delikatnie wybielająca pasta do zębów (niby z systemem 4d - jakich to bajerów teraz nie wymyślą). Ma ładny, delikatny smak (nie wykrzywia mi buzi, jak większość, a tego nie lubię), bezpiecznie oczyszcza i rozjaśnia odcień zębów. Ostatni produkt ze zdjęcia to nowość, na którą miałam wielką ochotę, ale jeszcze nie testowałam. Miałam kupon rabatowy z SP, więc postanowiłam wykorzystać i skusiłam się na lakier żelowy utwardzający Sechce Vite. Nakłada się go na mokre, pomalowane paznokcie i ma dać efekt takiej a'la hybrydy. Ciekawa jestem bardzo, zobaczymy. Czytałam bardzo dużo pozytywnych opinii, więc mam nadzieję, że okaże się przydatny. 


Krem CC do ciała z Bielendy chciałam kupić już latem (w sumie nie wiem, czemu kupiłam go dopiero teraz, jak już kończy się sezon na krótkie galotki :)). Użyłam parę razy, ładnie pachnie (na szczęście nie tak, jak balsamy brązujące, bo zawsze drażnił mnie ten zapach), ma rozświetlające drobinki, pielęgnuje jak balsam, ma wygodną tubę. Na początku wystraszyłam się brązowego koloru, ale nie barwi i szybko wnika w skórę. Trochę spóźniony zakup, bo na lato byłby idealny. 


I ostatnie dwa produkty. Krem do pielęgnacji twarzy na dzień z filtrem z Palmersa kupiłam, bo był na promocji. Ot tak po prostu miałam ochotę wypróbować. Lubię tą markę, mam sporo produktów i zawsze jestem zadowolona, więc kupiłam w ciemno, ale myślę, że się polubimy. Krem jest w tubie, ma lekką, szybko wchłaniającą się konsystencję i ładnie pachnie (jak to produkty z Palmersa). Smaruję rano, pod makijaż na zmianę z tym z Pharmaceris o którym pisałam wcześniej KLIK. Olejek do twarzy Alterra z granatem bio pokochałam od razu. Zawsze wieczorem po myciu i oczyszczeniu nakładam go na twarz zamiast kremu. Rano mam mięciutką, gładziutką i nawilżoną skórę. Kosztował w Rossmannie grosze, a jest lepszy (przynajmniej dla mnie) niż niejedno drogie serum. Pachnie cudownie, jest wydajny i dobrze się wchłania. 



Dobrego tygodnia Wam życzę! :)

piątek, 8 sierpnia 2014

Przyjemność kąpania z Isaną :)

Dzisiaj post typowo "higieniczny" :) Że kąpać się należy, każdy wie, a że umilić sobie te chwile można różnymi ulepszaczami, pewnie też :) Mało kiedy używam płynów do kąpieli, z racji tego, że zazwyczaj nie mam czasu na długie kąpiele i wystarczy mi szybki prysznic z ulubionym żelem, jednak mam swoje ulubione płyny i jak czasem najdzie mnie ochota, to sobie poleżę w wannie pełnej piany. Jeśli mam już jednak pluskać się w wannie, to uwielbiam wszelkiego rodzaju sole, olejki i pudry do kąpieli. A sole z Isany wręcz ubóstwiam :) Jest ich kilka rodzajów, wszystkie już poznane przeze mnie, dzisiaj pokaże Wam tylko te, które akurat gościły w mojej łazience. 



Wszystkie sole mają pojemność 80 g, i są w saszetkach wygodnych do użycia. Zazwyczaj jedna saszetka wystarcza mi spokojnie na dwa razy. Uchowały mi się trzy rodzaje: maślanka&mandarynka, fiołek&koniczyna oraz granat&imbir. Nie mam swojego konkretnego ulubieńca, bo wszystkie dostępne w Rossmannie wersje uwielbiam :) 



Granat&imbir bardzo ładnie, orzeźwiająco pachnie. Zapach utrzymuje się po wyjściu z wanny. Nie powoduje żadnych uczuleń ani podrażnień. Zawiera ekstrakt z granatu. 










Maślanka&mandarynka jest idealna jeśli potrzebujemy się zrelaksować. Z jednej strony czuć słodziutki zapach mandarynki, który łączy się z delikatną nutą maślanki. Zawiera olejek mandarynkowy.









Fiołek&koniczyna zawiera ekstrakt z czerwonej koniczyny, która ma właściwości anty stresujące, i jest idealna żeby odprężyć się wieczorem. 









Jeśli macie możliwość, zafundujcie sobie takie odprężenie i relaks z Isaną, tymbardziej, że cena tych soli, to coś powyżej 1zł, na promocji (normalnie chyba około 2zł). Tymbardziej warto. Domowa świątynia kąpieli z Isaną zatem godna polecenia. Dostępnych wersji jest mnóstwo, więc pewnie każdy znajdzie coś dla siebie. Pamiętam, że miałam już także; melisa&jałowiec (cudna!), trawa cytrynowa&bambus, mak&kwiat pomarańczy, kakao&jojoba.

Bardzo też lubię sole z Biedronki, z be beauty. Uważam że też są rewelacyjne, tanie, i godne polecenia. Pięknie pachną, mają fajne, duże kryształki i spokojnie dorównują tym, z wyższej półki. 





:) :) Pozdrowienia! 

sobota, 28 czerwca 2014

Szybkie zakupy, szybki post... (#1)

Ostatnio mam za dużo na głowie. Co chwilę jakieś przeciwności losu nie pozwalają wykorzystać dnia i czasu tak jak należałoby. Ledwo zaczęłam odnajdować się w blogowym świecie, już go zaniedbuję... Obiecuję poprawę! :D Jednak jeszcze dzisiaj będzie ekspresowo. Pokażę Wam moje błyskawiczne zakupy w ostatnim czasie, więc i post będzie błyskawiczny. Jak chińska zupka, w trzy minuty :D 
Do dzieła. 

Są to głównie produkty, które lubię, i nieraz gościły w mojej łazience. 




W Rossmannie do mojego koszyka trafiły tylko produkty potrzebne na dany moment.. Nic specjalnego, ale jednak przydatne...

Isana, sól do kąpieli w saszetkach. Bardzo lubię te sole, zwykle jedno opakowanie starczy mi na dwa użycia. Paczuszka ma 80g. Kosztuje około 2 zł, czasem można je kupić jeszcze taniej. Tym razem do koszyka wpadła wersja fiołek&koniczyna i melisa&jałowiec, ale bardzo lubię wszystkie wersje zapachowe i szczerze Wam polecam.

Żel pod prysznic Original Source Coconut. Wersja kokosowa kosztowała około 8 zł. Uwielbiam produkty tej marki. Tak pięknie pachną, że najchętniej bym je zjadła :-) Miałam już prawie wszystkie wersje zapachowe, moja skóra bardzo lubi, czy to żele pod prysznic, czy to płyny do kąpieli tej marki. Ma naturalne składniki, ładnie nawilża, pięknie pachnie, nie trzeba niczego więcej. 

Skoro jesteśmy przy żelach pod prysznic, to do koszyka wrzuciłam także lubianą przeze mnie, poczciwą Isanę, tym razem Marakuja&Kokos. Ładnie pachnie, jest bardzo tani (niecałe 3 zł), przyjemnie odświeża i nie zawiera parabenów. Zapachów jest cała gama, więc dla każdego nosa co innego :-)

Alterra, peeling pod prysznic papaya&bio kokos. 200ml kosztowało niecałe 7 zł. Nowość w mojej łazience, jak na razie użyłam dwa razy, więc nie mogę napisać za dużo. Ładnie pachnie, ale zapach jest ulotny. Peeling jest bardzo, ale to bardzo delikatny, ale to raczej taki żel-peeling, jakoś większych efektów na skórze niestety nie zauważyłam. Zobaczymy, czy się polubimy, ale chyba szanse marne...

Alterra, lawendowe mydełko w kostce z olejkami roślinnymi. Mimo, że jestem zwolenniczką mydeł w płynie, to i takie w kostce zawsze znajdują się w mojej łazience, a że faza to lawendę jeszcze mi nie przeszła, więc wybrałam wersję lawendową. Mydełko było tanie, kosztowało około 1,50 zł. Mydło jak to mydło, służy mi do mycia rąk. Ładnie, nienachalnie pachnie i zawiera naturalne składniki. Widziałam jeszcze wersję z konwalią, więc na pewno kupię.

Facelle, chusteczki do higieny intymnej. 20 szt. kosztuje na promocji 2,99 zł. To moje ulubione chusteczki. Miałam wcześniej różne, inne, ale te z Rossmanna spisują się najlepiej. Używam ich codziennie, i kupuję na zapas, zawsze wtedy, gdy w Rossmannie jest na nie promocja. Naprawdę godne polecenia! 

Ziaja, krem do twarzy opalizujący, Sopot rozświetlenie. Ja mam wersję do cery suchej i normalnej, jest jeszcze do cery tłustej i mieszanej. Używam go rano, pod makijaż, ale nie codziennie, na zmianę z innymi kremami. Lubię kosmetyki Ziaji, często goszczą w moim domu :-) Są tanie, dobre no i nasze polskie. Krem poprawia i wyrównuje koloryt skóry, dodaje skórze blasku, przyjemnie pachnie, i ma kremową konsystencję. Kosztował około 10 zł. 

Ostatni zakup, to produkt, który już kiedyś gościł w mojej kosmetyczce. To delikatny fluid rozświetlający Lovely makeup brilliance. Mam najjaśniejszy odcień. Kosztował około 6 zł. Ma fajną, zbitą konsystencję, łatwo się go nakłada palcami. Mam go głównie w pracy, jeśli potrzeba jakiś małych poprawek w ciągu dnia, to po niego sięgam. Ma małą tubkę, ale jest wydajny. Pozostawia naturalny, delikatny efekt. Za tak małe pieniążki, myślę, że jest wart wypróbowania. 

I to by było na tyle, miało być mega szybko, i było. Miłej, pogodnej (bo u mnie coś grzmi) soboty Wam życzę!

<3 <3 <3