sobota, 10 maja 2014

Ulubione maseczki do twarzy...

Dzisiaj, postanowiłam odpocząć po cały zabieganym tygodniu, dlatego też dzisiaj aktywnie dnia nie spędzę. :) będzie relaks i chillout! Czasem potrzeba nam takiego wyciszenia i ukojenia. Jest to czas idealny żeby odpocząć, zrelaksować się, poleżeć pod kocem z ciepłą herbatką z miodem i cytryną, przeczytać jakąś ciekawą książkę, na którą nie mamy czasu zabiegane w tygodniu, przejrzeć magazyny, albo odpocząć poprawiając sobie humor takim domowym spa. :) dzisiaj będzie trochę o takich polepszaczach, które większość z nas na pewno bardzo lubi, czyli maseczki, taaaram! Ja niestety stosuje je raczej nieregularnie, zazwyczaj nie mam czasu, jedynie czasem jak mi się przypomni w środku tygodnia, to umilę sobie kończący się dzień, natomiast w weekend sięgam już po nie znacznie częściej. Mam swoje ulubione i sprawdzone, do których zawsze wracam, dzisiaj chciałabym i Wam je pokazać. Posegregowałam je w 'grupy', tak, żeby łatwiej byłoby mi je opisać. Maseczki dobieram sobie w zależności na jaką mam ochotę, albo czego akurat potrzebuje moja skóra. Nie przeciągając... oto gwiazdy wieczoru...!
                                                                                   
Na pierwszy ogień idą maseczki rossmannowskie, firmy Rival de Loop, łatwo dostępne i bardzo tanie, dostępne oczywiście w każdym Rossmannie. Bardzo je lubię, mają fajne, wygodne podwójne saszetki, z których łatwo wydobyć produkt. Zawartość w jednej saszetce jest odpowiednia akurat na jedno użycie. Maseczki kosztują około 1,60zł, na promocji można dostać je jeszcze taniej. Wszystkie maseczki mają ph neutralne dla skóry, nie zawierają parabenów, silikonów ani barwników, są więc przyjazne dla naszej buzi.



1. Rival de Loop Hydro maseczka nawilżająca - jedna z moich ulubionych z tej linii. Zawiera kwas hialuronowy, który intensywnie nawilża i wygładza skórę. ma ładny zapach. Kiedyś dostępna była z innym składem i w trochę innej szacie graficznej, ale pamiętam, że po nałożeniu troszkę mnie szczypała buzia, w tej wersji nic takiego nie miało miejsca, ładnie nawilża i ładnie się wchłania.
2. Rival de Loop maseczka oliwkowa, zawiera oliwę z oliwek i ekstrakt z kwiatu lotosu. Maseczka łagodzi podrażnienia i chroni skórę przed wysuszeniem. Ma dziwny ale niedrażniący zapach (przynajmniej dla mnie), jest w formie kremu, bardzo przyjemnie się ją aplikuję. 
3. Rival de Loop maseczka złuszczająca peel-off - zawiera ekstrakt z rumianku i aloesu, które nawilżają i koją skórę. Bardzo lubię maseczki typu peel-off, są specyficzne, nie każdemu jednak przypadną do gustu. Maseczka bardzo ładnie i głęboko oczyszcza skórę, ma trochę gęstą konsystencję, bardzo łatwo się ją jednak nakłada, i dosyć dobrze 'ściąga'. Najczęściej nakładam ją po wcześniej zrobionym peelingu, wtedy działanie jest mocniejsze. 
4. Rival de Loop maseczka zielone jabłuszko, odświeżająca - ma ładny, miły dla nosa zapach świeżutkiego jabłuszka, który już rozpieszcza naszą skórę. Fajnie odświeża buzię, nie podrażnia i nie piecze po nałożeniu, ma bogaty skład - olejek jojoba, masło shea, olejek z moreli, olej z pestek jabłka i winorośli. Chroni skórę przed utratą wody, skóra wygląda na wypoczętą, odświeżoną, nawilżoną i odżywioną. 

Z serii Rival de Loop lubię także bardzo maseczkę odżywczą truskawka i wanilia, a także wersję miód i mleko, których akurat na zdjęciu nie ma. Są również bardzo dobre i mają piękne zapachy, które poprawiają mi humor.

Druga 'grupa' to maseczki z Bielendy. Są łatwo dostępne, kupimy je raczej bez problemu w każdej drogerii czy aptece. Kosztują coś około 3,50 zł, ale nie pamiętam dokładnie. Moje ulubione to prezentowane na zdjęciu dwie wersje.



1. Bielenda Awokado dla cery suchej i odwodnionej - to wg producenta wysoko skoncentrowany preparat o silnym działaniu nawilżającym i regenerującym; ekspresowo przynosi ukojenie oraz przywraca komfort i świetną kondycję suchej i odwodnionej skórze. Saszetka, którą dostajemy, to nic innego jak dwu-krokowa maseczka nawilżająca, podzielona na dwa etapy. Etap, czyli krok pierwszy to kompres nawilżający, który ma za zadanie intensywnie nawilżyć naszą skórę, a także złagodzić i ukoić podrażnienia. Nakładamy na twarz i pozostawiamy do wchłonięcia. Etap drugi to maseczka, która chroni, intensywnie regeneruje i odżywia skórę, wzmacnia ją i wygładza. Maseczkę nakładamy na twarz, i również zostawiamy do wchłonięcia - nie trzeba jej zmywać. 
Produkt przeznaczony jest do suchej, szorstkiej, odwodnionej skóry, wrażliwej na zmiany temperatury. Idealnie nadaje się po zimie, zregeneruje naszą skórę. Ma bardzo fajny, bogaty skład, zawiera d-pantenol, olej kokosowy, olej palmowy, hydromanil, ekstrakt awokado. 

2. Bielenda Olejek arganowy cera dojrzała i sucha - tak jak w poprzedniej wersji i tu dostajemy saszetkę podzieloną na dwie części: wygładzające serum i odmładzający koncentrat. Mimo, że na opakowaniu widnieje informacja, iż produkt jest dla cery bardzo dojrzałej, ja również po niego chętnie sięgam. To że ma działanie odmładzające i wygładzające nikomu jeszcze krzywdy nie zrobiło ;) Produkt zawiera koenzym Q10, ceramidy, kwas hialuronowy, olejek arganowy, a także masło shea, które mają za zadanie odżywić, zregenerować naszą skórę. Buzia po użyciu staje się promienna, gładsza, a zmarszczki mniej widoczne. Wg producenta produkt nadaje się dla nas, jeśli nasza cera jest sucha, bardzo dojrzała, pozbawiona elastyczności i jędrności, jeśli występują na niej przebarwienia spowodowane słońcem lub procesami starzenia się skóry, a skóra na ciele jest szorstka, przesuszona, wymagająca intensywnej regeneracji. 

Będąc kiedyś w H&M natknęłam się na stoisko z kosmetykami, które swoją drogą są bardzo dobre jakościowo. Chapsnęłam jedną maseczkę na próbę, ale tak się polubiliśmy, że wróciłam po więcej. Tak też maseczki z popularnej sieciówki stały się jednymi z moich ulubionych. Maseczki przepięknie pachną, Opakowanie jest dosyć spore, jedno wystarcza co najmniej na dwa razy, saszetka mogłaby być podzielona na pół, wygodniej byłoby jej używać a produkt starczał by na dłużej. Jedyna wada jest taka, że są one dostępne w sklepach H&M ( i niestety nie we wszystkich) i są dosyć drogie. Około 5 zł za jedno opakowanie.



1. Maseczka uspokajająca gruszka&melon ma za zadanie wyciszyć zmysły i zrelaksować naszą skórę. Dodatkowo oczyszcza twarz. Kolor jest lekko zielony, jest łatwa w aplikacji, maseczkę nakładamy na twarz i po 10/15 minutach zmywamy ciepłą wodą. Skóra jest gładka i miła w dotyku. 
2. Malinowa maseczka oczyszczająca - ma w składzie ekstrakt z maliny, mango, moreli, brzoskwini i granata. Pięknie owocowo pachnie, jak owocowy kisiel. Zapach jest odprężający. Ma biały kolor (swoją drogą, myślałam, że będzie raczej różowy). Rzeczywiście oczyszcza, i wygładza naszą buzię. 
3. Ochronna maseczka kokosowa zawiera masło shea i masło kokosowe, fajnie nawilża i delikatnie oczyszcza skórę. Zapach jest dosyć intensywny, maseczka lekko zastyga na buzi. Jest kojąca, sprawia, że nasza twarz jest gładka w dotyku.
4. Ostatnia, którą miałam okazję testować to przeciwutleniająca maseczka jagodowa. Tą wersję lubię najbardziej. Ba fajny, bogaty skład, zawiera przeciwutleniacze, chroni i odświeża skórę. Jest też delikatnie oczyszczająca. Zawiera olejek z pestek brzoskwini, który dobrze nawilża. Pachnie naprawdę obłędnie! 
Wiem, że są też dostępne inne wersje maseczek: wygładzająca z glinką z jagodami goji i granatem, delikatna maska z miodem manuka i jaśminem, oczyszczająca,rozgrzewająca waniliowaaloesowa oczyszczająca, pomarańczowa maseczka peel-off, energetyzująca limonkowa, i ta, na którą mam największą ochotę - czekoladowa


Zbliżamy się ku końcowi (troszkę Was jeszcze jednak ponudzę), teraz będą maseczki, z których śmieje się mój chłopak :) Czyli nazywane przeze mnie tzw. 'szmaciaki' :) Maski, zwane potocznie kompresami...



1. Maska Mooya - tak jak te z Bielendy podzielona jest na dwa etapy, bioaktywną maskę i serum. Pierwszy raz miałam z nią do czynienia za sprawą pudełka Glossybox. Wtedy po raz pierwszy widziałam w ogóle taką maseczkę do twarzy :) Nie widziałam jej nigdzie stacjonarnie, szkoda, byłaby wtedy łatwiej dostępna. Wiem, że można ją kupić na stronie producenta (www.beautyface.pl) Teraz jest promocja, kupimy je za około 14 zł, normalna cena to coś koło 25 zł, więc dużo drożej. Jest ich parę rodzai, ja mam wariant perła - gładkość i delikatność. To moje drugie opakowanie tego wariantu. Pierwsze opakowanie, z jakim miałam przyjemność się spotkać było to Total Efekt Wypełniacz Kolagenowy. Wszystkich wariantów jest około 20, więc jest w czym wybierać. Dla każdego, co innego :) Na opakowaniu znajdziemy informację, że jest to produkt profesjonalny. Nie zawiera parabenów, barwników, ani konserwantów i jest przebadany dermatologicznie. Opakowanie zawiera intensywnie działającą maskę na twarz i szyję, w postaci bawełnianego płata silnie nasączonego naturalnymi substancjami oraz aktywne serum, którym kończymy zabieg, i które ma za zadanie odmłodzić i poprawić stan naszej skóry. Ogólnie aplikacja jest bardzo łatwa i przyjemna (po prostu wyciągamy produkt z opakowania i kładziemy na buźkę). Maska ma przyjemny, delikatny i świeży zapach. Można się zrelaksować i odpocząć. W moim odczuciu jest to produkt taki trochę luksusowy :) Żałuję jedynie, że produkt jest dosyć drogi w cenie regularnej i niestety trudno dostępny...
2. Maska kompres 4D intensywnie liftingująca i modelująca twarz marki Dermo pHarma+. Ja swoją kupiłam w Hebe, widziałam, że też jest spory wybór tych masek. Cena to niecałe 7 zł. Kompres, który nakładamy na twarz nasączony jest aktywnymi składnikami, w składzie znajdziemy m.inn.; kawior, kwas hialuronowy, ekstrakt z zielonej herbaty, ekstrakt z granatu, wit. E, glukozaminę i wiele innych. Kompres równomiernie rozprowadza się na buzi, wnika w głębokie warstwy skóry, wygładza zmarszczki i poprawia elastyczność, nawilża, i podobno rozjaśnia przebarwienia. Bardzo ładnie pachnie, mam ochotę na inne warianty. Działa bardzo fajnie, trzeba jednak zastosować parę razy, żeby zobaczyć efekt. Jak na taki profesjonalny zabieg, który możemy samemu sobie zrobić w domu, maska nie jest droga i łatwo dostępna. 
3./4. Maski kolagenowe firmy skin Recovery/Purederm koreańskiego producenta Adwin. Cena coś około 6zł, ale widziałam, że często są w promocji, ja swoje kupiłam w drogerii Hebe. dostępnych było parę wersji, ja skusiłam się na malinową a także czekoladowo-kakaową. Mają w składzie kolagen i witaminę e, które mają zapobiec starzeniu się skóry, oraz ją rozświetlić. Kupiłam je jedynie ze względu na zapach, wcześniej nie miałam przyjemności poznać się z nimi. Wcześniej miałam jeszcze wariant lawendowy, na pewno skuszę się jeszcze na delikatny rumiankowy. Kompres jest porządnie nasączony, jednak po nałożeniu nic nam na szczęście z buzi nie spływa. Producent zapewnia, że są w 100% wykonane ze składników naturalnych, w składzie natomiast mają parabeny... :/ Jeżeli ktoś lubi azjatyckie kosmetyki, na pewno będzie zachwycony, maski są dobrze dostępne, dosyć tanie, i warte wypróbowania.

Ostatnia 'grupa' to chyba najbardziej popularne i znane maski - Firmy Ziaja. Ziaję uwielbiam w każdej postaci. Uważam, że mają świetne, godne uwagi i polecenia produkty. No i co najważniejsze - nasze, rodzime! Maseczki z glinką to jeden z moich ulubionych must have. Spośród tej grupy, nie mam ulubieńca. Kocham je wszystkie tak samo. Wszystkie robią mojej skórze dobrze <3. Lubię je aplikować w zależności od tego jaki mam humor. Dostać je możemy niemal wszędzie, są najłatwiej dostępne ze wszystkich przedstawionych. Są najtańsze, kupić je możemy już nawet za 1,20 zł. Ja zazwyczaj kupuję je w firmowych sklepach Ziaji, albo w Rossmannie. Maski są wydajne, jedno opakowanie spokojnie wystarczy na dwa użycia.



1. Maska regenerująca z glinką brązową - przeznaczona jest dla każdego rodzaju skóry, po nałożeniu na twarz glinka rzeczywiście ma kolor brązowy. W składzie ma olej canola, proteiny ze słodkich migdałów, glicerydy kokosowe, wit. E i prowitaminę B5. Odżywia i regeneruje podrażnioną skórę. Łatwo się zmywa, ma przyjemny kokosowo kakaowy zapach. 
2. Maska anty-stres z żółtą glinką. Działa chyba naprawdę, bo zawsze poprawia mi nastrój - fajnie wygląda na buzi ;) Jakby się miało musztardę na buzi ;) Ma bardzo bogaty skład, skóra jest jakby bardziej odżywiona. Skóra nabiera zdrowego blasku, zapach przypomina mi trochę zapach migdałów, relaksuje i odpręża. 
3. Maska dotleniająca z glinką czerwoną - ma kolor taki bardziej pomarańczowy, aktywnie rewitalizuje skórę, łagodzi podrażnienia, i wzmacnia proces dotlenienia komórek skóry. Po zmyciu maseczki skóra jest mięciutka i nawilżona, nie zapycha i nie uczula. Miło, łagodnie pachnie. 
4. Maska oczyszczająca z glinką szarą - to była pierwsza maska Ziaji, jaka wpadła w moje ręce. 'Wyglądam' w niej jak bladziok i ufo ;) Przeznaczona jest do skóry mieszanej, trądzikowej i tłustej. Ja mam mieszaną w kierunku do suchej i krzywdy mi nie zrobiła. Używam jej zawsze jak mam jakieś niedoskonałości. Jestem jej wierna, nie próbowałam żadnej innej maseczki oczyszczającej tego typu. Dobrze oczyszcza, zmniejsza pory, pochłania sebum. Zapobiega powstawaniu podrażnień, aktywnie nawilża, ma też składniki o właściwościach kojących. 
5. Maska kojąca z glinką różową. Łagodzi, redukuje podrażnienia na skórze, aktywnie nawilża i tworzy warstwę osłaniającą naskórek. Polecana jest dla skóry wrażliwej. Ma delikatny, nienachalny zapach, zmniejsza zaczerwienienia, nie wysusza, zmiękcza naskórek i bardzo dobrze odżywia. Używam jej zawsze jeśli moja buzia napotka jakiś kosmetyk, który mnie podrażni, uspokaja wtedy moją cerę. 
6. Ostatnia maseczka, Phyto Aktiv, to moje ostatnie odkrycie, nie próbowałam jej nigdy wcześniej, bo nie miałam takiej potrzeby. Od jakiegoś czasu zaobserwowałam że na mojej buzi widoczne zaczęły być pojedyncze naczynka, przy okazji jakiś tam zakupów sięgnęłam więc po maseczkę żelową wzmacniającą, przeznaczoną dla cery naczynkowej. Jak nazwa wskazuje ma konsystencję żelową, bardzo dobrze się nakłada, nic nie spływa. Ma delikatny, lekko kwiatowy, przyjemny zapach. Przynosi ulgę, twarz naprawdę mniej się rumieni, wzmacnia naczynka i regeneruje naskórek. Na pewno będę do niej wracać. 


Maseczek na mojej twarzy przewinęło się dosyć sporo, nie wszystkie okazały się być dobre dla mojej skóry. Nie wszystkie mi pasują. Podrażniają mnie niestety maseczki 
Lirene, AA, czy Perfecty a szkoda, bo mają bardzo fajny wybór. Ciekawa jestem jakich Wy macie swoich 'buziowych ulubieńców' ?


do następnego! 
<3





6 komentarzy:

  1. Najlepsze i najukochańsze dla mnie maseczki to właśnie te z Ziaji :-) Choć ostatnio polubiłam też maseczki Planete Spa z Avonu, ale to w pełnowymiarowych opakowaniach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Planet Spa mam dwa rodzaje, też lubię, ale częściej używam właśnie tych ;)

      Usuń
  2. Stosowałam maseczkę oliwkową z Rival de Loop dość dobry skład. Narobiłaś mi chrapki na inne maseczki... pomimo iż stosuję różnorodne oleje do skóry twarzy i dekoltu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Aż mam chęć nałożyć sobie maseczkę... ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehe, tylko którą? ;) ja dzisiaj też sobie zrobiłam wieczór spa ;)

      Usuń
  4. Nienawidzę maseczek Bielendy. Wypróbowałam chyba wszystkie, jakie posiadają i jeszcze żadna mi się nie spodobała. Ziajowych czasem używam, te z H&M kupiłam kiedyś dla picu, z ciekawości i szalenie mi się spodobały ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny!
będzie mi miło jeśli zostawisz po sobie ślad :)