środa, 6 maja 2015

Benefit, The Bronze of Champions

Już od dawna zabierałam się z zamiarem napisania kilku słów o tym fantastycznym zestawie z Benefitu. Jego kupno też kusiło mnie długo, więc tymbardziej się cieszę, że już od jakiegoś dłuższego czasu jestem posiadaczką tegoż cudownego pudełeczka. Już na wstępie widzicie mój zachwyt nad tym produktem. Bardzo lubię takie zestawy, szczególnie te od Benefitu. Mogę wypróbować produkty, które są bardzo dobre jakościowo, a które niestety do najtańszych nie należą. W sumie za cenę jednego konkretnego produktu, możemy nabyć kilka mniejszych miniaturek, które i tak są dosyć wydajne. Dodatkowo, Benefitowe zestawy miło cieszą oko, produkty mają tak cudowną szatę graficzną, że są przesłodkie.


Zestaw kupiłam już jakiś czas temu stacjonarnie, w Sephorze, gdy było -20%, wtedy wychodzi nam o niebo korzystniej, bo cena regularna zestawu to około 149 zł.
W zestawie możemy znaleźć; 
rozświetlacz Watt's Up
bronzer Hoola, wraz z pędzelkiem
tusz do rzęs They're Real! (brązowy)
cień w kremie 'Bikini-Tini'
cień prasowany 'Thanks a latte'
błyszczyk do ust Hoola
duże lusterko oraz instrukcję i wskazówki, co, gdzie i jak nakładać :)


Przyznam szczerze, że zestaw kupiłam, bo od dłuższego czasu bardzo chciałam wypróbować benefitowe cienie i bronzer Hoola, a cenowo wraz z resztą kosmetyków opłacało się to bardzo :))


Tusz They're Real! to mój absolutny ulubieniec, w którym zakochałam się już ponad dwa lata temu i do dzisiaj nie znalazłam takiego, z którym polubiłabym się aż tak bardzo jak z tym :) W zestawie dostajemy wersję brązową - ucieszyłam się, bo bardzo lubię brązowe tusze, nawet dużo bardziej, niż czarne, gdyż z moją tęczówką wyglądają idealnie :)) Miniaturowa wersja szczoteczki jest wygodna, łatwo też wrzucić ją na codzień do torebki. O tuszu pisałam już kilka razy na blogu, wiecie więc, że ciągle jestem pod wrażeniem jego działania. Rzęsy mam fantastycznie rozdzielone, a teraz, dodatkowo, gdy zaczęłam używać odżywki Oceanica Long 4 Lashes mam je do nieba ;))
Rozświetlacz Whatt's Up ma fajną, 'pomadkową', kremową konsystencję. Ma piękny kolor, taki a'la szampański beż. Bardzo łatwo się rozciera i cudnie komponuję się ze skórą. Jest delikatny, daje naturalny look, tworzy ładną taflę, nie jest 'chamski, sztuczny i brokatowo dyskotekowy' ;)) Używam go od czasu do czasu, sztyft mimo, że jest miniaturowy, to myślę, że i tak wystarczy na bardzo długo. 
Błyszczyk do ust Hoola, produkt, który miło że jest, ale jakoś nie przepadam za stosowaniem błyszczyków. Chętnie jednak go wypróbowałam. Nie klei się i ładnie pachnie, z innego zestawu mam błyszczyk Coralista, który też był miłym dodatkiem. Kupiony osobno kosztuje około 75 zł, więc myślę, że to jednak trochę przesada. ;)
Brozner Hoola, to produkt, z którego ucieszyłam się najbardziej z całego zestawu ;) Jest delikatny, matowy, nie można sobie zrobić nim krzywdy, pięknie ożywia skórę. Nadaje się dla bladziochów, ładnie ociepla policzki ;) Można łatwo stopniować efekt, jaki chcemy uzyskać, bronzer nie robi plam. Dla mnie jest to produkt idealny :) Daję piękny efekt, a miniaturka, którą mam w zestawie i tak wystarczy na bardzo długo. Pełnowymiarowy produkt starczy więc chyba do końca życia ;)
Cienie zawarte w zestawie też są niczego sobie. Najbardziej ucieszył mnie ten w kremie, bo bardzo lubię taką formułę, poza tym sam solo na oku prezentuje się też całkiem ciekawie. Jest też idealny do rozświetlenia kącików. Natomiast razem tworzą bardzo zgrany duet, i często goszczą na mojej powiece. Są bardzo trwałe, prasowany cień nie osypuje się, a ten kremowy nie zbiera się w załamaniach. Dzięki temu zestawowi nabrałam ochoty na jakiś inny zestawik z cieniami Benefitu :)) 





Tymczasem życzę Wam miłych kolejnych, nadchodzących dni, ja jutro wybieram się na kilka dni do Gdańska i już doczekać się nie mogę tego wyjazdu. Szkoda tylko, że pogoda nie dopisuje, ale trudno... 
<3 <3 <3 buziaki!


piątek, 1 maja 2015

Podróże małe i duże...

Lubicie podróżować? Aktywniej spędzać weekendy poza domem? Albo wybieracie się często na dłuższe wojaże? To jesteście szczęściarzami :)) Nie ma nic przyjemniejszego, niż gdy czas na to pozwala, wsiąść w auto i poznawać nowe miejsca i ludzi. Lubię te momenty, gdy chociaż na chwilę mogę zapomnieć o zabieganym dniu, odetchnąć, odpocząć, nie myśleć o problemach. Dlatego tak cieszę się każdym jednym wyjazdem czy wycieczką. Tymbardziej, gdy jest to czas spędzony z moją ukochaną osobą przy boku :) Majówka, którą mamy, to dobry czas na to, żeby choć na troszkę wyrwać się z domu, mimo tego, że pogoda nas niestety nie rozpieszcza...



Ale ale, ten post nie będzie tylko o tym, że podróże i zwiedzanie to moje ulubione sposoby na spędzanie czasu wolnego. Bo my, drogie Panie, zawsze musimy czuć się i wyglądać znakomicie, nawet będąc poza domem, dlatego dzisiaj pokażę Wam moje małe kosmetyczne szaleństwa, które idealnie sprawdzają się w podróży. :)) Oczywiste jest chyba to, że na wyjazdy nie lubię tachać ze sobą tony kosmetyków pielęgnacyjnych, więc ograniczam wszystko do minimum. Mojej skórze też nie stanie się żadne kuku, jeśli przez kilka dni, tydzień lub dłużej nie będę jej smarować ulubionym kremem, dlatego chętnie biorę 'kosmetyki zastępcze'.



Mam już swoje ulubione i sprawdzone miniaturki kosmetyków, które idealnie mieszczą się w podróżnej, małej kosmetyczce. Zachęcam Was do zbierania różnego rodzaju próbek i miniaturek, potem będą one idealne właśnie tak jakiś wyjazd. Swoje bazowe wycieczkowe produkty mam głównie z Sephory i Clinique, ale dzięki kosmetykom z <kalendarza adwentowego> z Douglasa w moje ręce wpadły też całkiem nowe produkty. 
Dzisiaj, na szybciutko pokażę Wam różne produkty, z których może będziecie same chciały coś wypróbować i zabrać na jakiś wyjazd...




Na pierwszy ogień idą kosmetyki, które najczęściej zabieram ze sobą. Więcej mi nie trzeba, poza pojedynczymi dodatkami, jak na przykład płatki kosmetyczne, czy chusteczki peelingujące. 

Clinique, Anti-Blemish Solution, Clarifying Lotion, czyli inaczej tonik oczyszczający do twarzy. Bardzo lubię produkty 3 Kroków Clinique, i ten też pochodzi właśnie z takiego zestawu. Płyn jest oczyszczający, rozświetlający, złuszcza martwy naskórek i redukuje ilość wydzielanego sebum. 

Sephora, 2 in 1 Waterproof Eye Makeup Remove Gel, czyli inaczej żel do demakijażu oczu. Odrobina wystarczy na wacik, i makijaż zmyty. Lubię produkty pielęgnacyjne Sephory. Są naprawdę godne polecenia. 
Sephora, Waterproof Eye Makeup Remover, dwufazowy płyn do zmywania makijażu oczu, mój ulubieniec, który regularnie kupuję też w wersji pełnowymiarowej. Żaden makijaż nie jest mu straszny. :)
Clinique, Ani-Blemish Solution Treatment, beztłuszczowy preparat nawilżający, zmniejsza skłonność do powstawania wyprysków, nawilża i łagodzi skórę. Bardzo dobry do stosowania na noc, po dokładnym oczyszczeniu buzi.
Sephora, Instant Moisturizer Cream, lekki krem nawilżający do twarzy i szyi. Polubiłam go bardzo, zużyłam też już kilka pełnowymiarowych opakowań. Krem rzeczywiście jest leciutki, nie zapycha, ładnie nawilża. 
Sephora, Supreme Body Lotion, nawilżające mleczko do ciała, ma taki sam zapach, jak moje ulubione sephorowskie masło do ciała. Tubka niby mała, ale spokojnie starczy na wyjazd. 
Sephora, Instant Depuffing Gel, żel pod oczy, usuwający oznaki zmęczenia. Przeźroczysty, miły dla okolic oka żel, który pozwoli nam na mały relaksik i odpoczynek z wieczora.
Clinique, All About Eyes, krem pod oczy, który stał się jednym z moich ulubionych. Na pewno kiedyś zainwestuję w pełnowymiarowe opakowanie. Miniaturka i tak starcza na bardzo długo. 


Te kosmetyki najczęściej biorę ze sobą na wyjazd. To była taka moja bazowa, pielęgnacyjna mini kosmetyczka. W sumie oprócz kilku kosmetyków do makijażu więcej mi nie potrzeba, ale dzięki kalendarzowi adwentowemu z Douglasa poznałam kilka nowych produktów, które też dobrze poradzą sobie podczas jakiegoś szalonego wypadu. 




Jak widzicie, jest ich cała masa, dla każdego, co innego. No więc przedstawiam...
Douglas, Hair Repair Shampoo, proteinowy szampon regenerujący, ażeby i nasze włosy cieszyły się wyjazdem :) Tubka akurat na wyjazd. 
Douglas, Beauty System, Seathalasso Shower Gel, żel pod prysznic, który pachnie bardzo świeżo, morsko i ładnie się pieni. Dostałam kiedyś pełnowymiarowy produkt, ale jednak jest za drogi, bym chciała go kupić sama ;)
Venus, Cleansing Milk, mleczko kosmetyczne, nie zmywałam nim makijażu, ale będzie fajnie się nadawał do ogólnego odświeżenia buzi. Produkt, który u nas jest niedostępny, więc tymbardziej miło przetestować. 
Douglas, Beauty System, Seathalasso Body Lotion, lotion do ciała z tej samej serii zapachowej co żel. 
J.S.Douglas Söhne, Shower Gel Vitamine&Shea Oil, żel pod prysznic o bardzo fajnej, dosyć dużej pojemności i przyjemnym zapachu. Olejek shea sprawia, że skóra staję się gładziutka a witaminy zawarte w żelu dodatkowo ją odżywiają.
Douglas, XS Small, Velvety Body Lotion, delikatne mleczko do ciała, pojemność też dosyć duża, jak na miniaturkę. Balsam fajnie nawilża, zawiera ekstrakt z kwiatu wiśni i lotosu. Ładnie, delikatnie pachnie, jest idealny po depilacji :)
Douglas, Nails, Hands, Feet, Anti-Aging Handbalm, krem do rąk przeciw starzeniu się skóry ;) Można i takie cuda se sobą wozić ;) Ale szczerze, krem jak krem.. Miło się nim posmarować :)
Douglas, Beauty System, DBS Complex, Multi Talented Serum, wielozadaniowe serum, które zawiera wszystkie składniki aktywne, w skoncentrowanej formie. Ekskluzywny produkt. Daje skórze rozświetlenie i doskonałe nawilżenie :) szkoda, że jest go tak mało ;)
Venus, Aqua 24 Face Cream, krem na dzień, nawilżający, do twarzy. Przyjemnie się wchłania, delikatnie, miło pachnie. Mojej skóry nie podrażnił.
Douglas, Beauty System, Perfect Complexion Exfoliating Cream, DBS Complex, złuszczający krem do twarzy, a raczej delikatny peeling, zawierający mikrodrobinki, które mają działanie wygładzające i nawilżające. Potem dobrze jest nałożyć sobie serum z tej samej serii ;)
Douglas, Naturals, Face Cream Day with Argan Oil, miniatureczka kremu na dzień, produkt, którego nie widziałam w polskim Douglasie, wege kosmetyk, z certyfikatem Bio. Miło mieć :))
Toni Gard, My Honey, żel pod prysznic, owocowy, słodki i perfumowany. Zawsze się przyda. 




W każdej podróży przydatnym produktem są zawsze chusteczki nawilżające. Doskonale nadają się do szybkiego odświeżenia, czy zmycia makijażu w ekstremalnych warunkach.. Oprócz takich do twarzy, czy ciała, bardzo lubię też zabierać ze sobą dwustronne chusteczki peelingujące z Cleanic, które moja buzia bardzo lubi. 


Tak jak widzicie, ja mam w czym wybierać. Zachęcam Was dlatego do gromadzenia takich miniaturek albo próbek różnych produktów. Nie musimy od razu otwierać wszystkich, poza tym one też mają całkiem długie daty ważności, więc nie ma obawy, że zmarnują się tak szybko.. Oprócz Sephory i Douglasa, fajne pomysły oferuje nam także Rossmann, czy też inne drogerie. Najważniejszym plusem jest to, że oszczędzamy kupę miejsca w naszym bagażu, a nasza skóra mimo to nie odczuje żadnego dyskomfortu, czy braku właściwej pielęgnacji, a dodatkowo, często zdarza się, że miniaturowe produkty zdobywają nasze serce, i potem często goszczą z powrotem, ale w wersji pełnowymiarowej ;))




Majówka czas start! Macie już jakieś plany? Ja wybieram się na kilka dni do Gdańska, ale tydzień po Majówce - by uniknąć przesadnych tłumów, dzisiaj odpoczynek w domku, ale od jutra pewnie też gdzieś powędrujemy.. może w Góry... <3



wtorek, 28 kwietnia 2015

Siarkowa Moc firmy BARWA

Jakiś niedawny całkiem czas temu, wpadły w moje ręce trzy zupełnie nowe dla mnie produkty firmy Barwa, którą kojarzyłam jedynie z nazwy, ale o której bardzo dużo czytałam też na innych blogach. Produkty tej firmy od jakiegoś czasu wzbudzały już we mnie zainteresowanie, ze względu na wszystkie ochy i achy, o których mogłam poczytać. Ucieszyłam się więc, że też będę mogła wypróbować i wyrobić sobie opinię na temat tych produktów. Ciekawa byłam efektów i działania, którymi mam nadzieję głębiej się z Wami podzielić, za jakiś czas, gdy będę już miała pełne zdanie na temat produktów. Na razie pragnę Was zaprosić na moje pierwsze wrażenia i spostrzeżenia. 



W moje ręce wpadły trzy pomarańczowe produkty: krem siarkowy, długotrwale nawilżający, specjalistyczny szampon siarkowy antybakteryjny i siarkowa antytrądzikowa maseczka. Siarka rządzi! :) Kojarzę produkty tej marki jedynie wizualnie, jednak z trochę innych opakowań, myślę więc, że firma zmieniła szatę graficzną...i moim zdaniem okazało się to wielkim plusem. Produkty mają teraz fajne, duże, przejrzyste napisy na opakowaniu, ładnie dobrane są kolory, wizualnie, wyglądem przypomina mi to trochę opakowania produktów takich marek jak Korres, Tołpa, czy Pat&Rub. Na produkcie znajdziemy wszelkie informacje dotyczące używania, składu, czy efektów działania. Naprawdę wizualnie prezentują się bardzo ładnie i zachęcająco. Co do ewentualnej zmiany składu... nie mam pojęcia, czy cokolwiek w ogóle się zmieniło, (ale myślę, że nie), bo wcześniej nie miałam przyjemności po prostu znać produktów tej marki. Zachęcam także do odwiedzenia strony internetowej firmy, na której możecie zobaczyć i poczytać o wszystkich produktach. 

Maseczka siarkowa antytrądzikowa 
Dostajemy ją w podwójnym (2x5 ml) opakowaniu, z czego każdą z saszetek można także spokojnie wykorzystać na dwa razy. Mimo, że nie mam jakoś szczególnie problematycznej skóry, to od czasu do czasu takie świetne oczyszczenie skóry jeszcze nikomu nie zaszkodziło :) Maseczkę możemy nakładać na twarz, dekolt i szyję. W jej składzie znajdziemy oczyszczającą glinkę, siarkę, kaolin oraz bioselektywny oligosacharyd. Wszystkie te składniki mają za zadanie dokładnie oczyścić, wygładzić i zmatowić naszą buzię. Maseczka łagodzi także objawy trądzikowe, delikatnie złuszcza naskórek, nie podrażniając przy tym skóry. Zalecane przez producenta stosowanie to około 2 razy w tygodniu. Maseczka kosztuje około 3, 99 zł, jest na pewno dostępna w Rossmannie (jak zresztą inne kosmetyki tej marki). Widziałam, że na półce dostępny jest także peeling, w takiej samej saszetce, jak ta maseczka, jednak nie kupowałam. Lubię swoje chusteczki peelingujące :)) Muszę Wam powiedzieć, że z działania maseczki jestem już teraz naprawdę zadowolona. Kupiłam i zużyłam już w sumie trzy opakowania, bo dzięki niej mam bardzo dobrze oczyszczoną i gładką buzię. Skóra nie świeci się w ogóle, zauważyłam też, że małe bruzdy i 'nierówności', które miałam się spłyciły. Nasze, polskie, tanie i dobre! 



Krem siarkowy długotrwale nawilżający
Produkt dostajemy w małym, fajnym 50 ml a'la szklanym, zakręcanym słoiczku. Mimo 'siarkowej';) nazwy, krem bardzo przyjemnie pachnie. 
Już teraz mogę powiedzieć, że stał się jednym z moich kremowych ulubieńców. Jestem przekonana, że jeszcze nie raz kupię kolejne opakowanie. No chyba, że trafię na jeszcze coś lepszego ;)) Pierwsze, co mnie urzekło, to to, że krem naprawdę bardzo dobrze nawilża. Sprawia, że cera nie tłuści i nie świeci się. Zawiera składniki nawilżające, kojące, łagodzące, antybakteryjne i odżywcze, więc musi robić dobrze naszej buzi :))) Stosuję go już jakiś (na razie krótki) czas, a już widocznie poprawił kondycję mojej skóry. I jest świetny pod makijaż. Jako baza radzi sobie rewelacyjnie. Ja stosuję go tylko rano, chętnie kupiłabym krem z tej serii na noc (ale nie wiem, czy w ogóle jest, bo na półce nie widziałam). Jeśli potrzebujecie dobrego nawilżenia, i regeneracji podrażnionej skóry, ten krem będzie dla Was idealny. Była też w sklepie jeszcze wersja matująca. 



Specjalistyczny szampon siarkowy antybakteryjny
Pierwsze, co rzuciło mi się o oczy, to bardzo fajna butelka 'otwierana na dziubek' (niestety ma mniejszą pojemność niż standardowe szampony). Opakowanie ma więc ładne, zresztą jak cała ta seria. Producent zapewnia, że szampon ma za zadanie dokładnie oczyszczać skórę głowy, usuwać nadmiar łoju, odświeżać, a nawet redukować łupież. Szampon jest bardzo leisty, przez co więcej wylewa się nam go na rękę. Trochę dziwnie, specyficznie pachnie..., i niestety bardzo plącze moje włosy. Bardzo dobrze natomiast oczyszcza włosy, rewelacyjnie radzi się sobie też z olejami, ale włosy po umyciu są potem matowe i nie błyszczą się. Włosy po umyciu nie pachną też tak ładnie, żeby je jakoś 'okiełznać' muszę je spryskać albo nałożyć odżywkę, bo inaczej są mega splątane. Nie zauważyłam też niestety, żeby włosy były jakoś na dłużej odświeżone niż po użyciu zwykłego, innego szamponu. W składzie znajdziemy m.in.; siarkę (przeciwbakteryjna), alkohol (antyseptyczny, dezynfekuje i wysusza), glicerynę (oczyszcza i nawilża), d-panthenol (łagodzi i koi, jest przeciwzapalny). 
Szampon jest niestety numerem trzecim, w porównaniu do swoich dwóch poprzedników ;))



To moje pierwsze starcie z kosmetykami firmy Barwa. Mam jednak nadzieję, że nie ostatnie. Ciekawa jestem bardzo innych kosmetyków tej marki, chętnie czytam i śledzę recenzje tych produktów. Jeśli jeszcze jakiś kosmetyk wpadnie mi w ręce, najpewniej przyjrzę mu się bliżej. :))






środa, 22 kwietnia 2015

[Not-So-Glam] / Avon'owe tusze do rzęs

Not So Glam, czyli taka seria Nie - Ulubieńców, czyli kosmetyków, które nie do końca przypadły do mojego gustu. Od czasu do czasu będę pisać o takich bublowych zmorach ;) A mam ich kilka, więc będzie o czym pisać.. Nie raz trafiam niestety na kosmetyki, które okazują się nie być takie cudne, jak to się na początku na to zanosiło... 

Dzisiaj będzie o tuszach. Tuszach do rzęs ale ;)) Z Avonu. Avon'owe tusze do rzęs zawsze mi się nie sprawdzały, i nie wiem dlaczego, ciągle chciałam kupić jakiś nowy. Gdy katalog wpadnie w moje ręce, choćby nie wiem co, to i tak zawszę muszę coś zamówić... Taka uzależniająca siła jest chyba w tych katalogach. Pewnie Wy też tak macie :) I niektóre te kosmetyki naprawdę się u mnie sprawdzały i mam swoich Avon'owych ulubieńców, ale te nieszczęsne tusze od zawsze niestety mnie nie powalały... I mimo, iż jestem już nimi trochę zrażona, to niestety jak wypatrzę w katalogu jakąś nową 'fantastyczną' (na zdjęciu tam wszystko wygląda cudnie) szczoteczkę, to mam ochotę znowu kupić kolejny. 



Dzisiaj przedstawię Wam trójcę takich moich tuszowych bublowych nabytków. 

Tusz do rzęs Infinitize Mascara to 'tusz do rzęs, który ma zapewnić wydłużenie, podkręcenie i uniesienie. Posiada trzystrefową szczoteczkę, która dociera do wszystkich rzęs. Zawiera formułę z modelującymi mikrowłóknami'. Szczoteczka jest ciekawa, dlatego tusz wzbudził moją ciekawość, zachwytu niestety już nie. Tusz bardzo mi rzęsy sklejał, ani nie wydłużał, ani nie podkręcał. Ładna szczoteczka ze zdjęcia, niestety okazała się mało praktyczna podczas nakładania tuszu. Nie łapała wszystkich włosków. Szczoteczka mimo ładnego wyglądu ma ostre i kłujące włoski, trzeba wręcz uważać, żeby nie zrobić sobie krzywdy. 



Tusz do rzęs Super Drama Mascara to 'tusz pogrubiająco-wydłużający, który daje efekt spektakularnie większych oczu. Ma rewolucyjną szczoteczkę, z szerokimi włoskami, która unosi i modeluje rzęsy, optycznie otwierając oczy. Tusz daje efekt do 20% większych oczu'. To ci dopiero zapewnienia producenta... ;) Super Drama, to on niestety rzeczywiście jest, ale jeśli chodzi o działanie. Szczoteczkę ma już na szczęście trochę lepszą, niż poprzednik, jednak jest równie niewygodna w używaniu. Jest bardzo, ale to bardzo sztywna i twarda, nieprzyjemna wręcz dla rzęs. Tak jak zapewnił producent, oczy mi się otworzyły, ale niestety ze zdziwienia, jakimże ten tusz okazał się badziewiem. 



Tusz do rzęs SuperShock Mascara, to tusz, z którym o dziwo nawet się kiedyś lubiłam. Dziś nie bardzo wiem, jakim cudem ;) Zdążyłam użyć nawet kilka opakowań. I za każdym miałam inne odczucia. Raz tusz był zbyt rzadki a raz całkiem suchy, jakby już stary... Producent twierdzi, że tusz wyposażony jest w 'szczoteczkę przyszłości, Volume Boost, która umożliwia nałożenie większej ilości tuszu już za pierwszym razem i dokładne jego rozprowadzenie', i ta właśnie większa ilość tuszu sprawiła, że zaczęłam czuć niechęć do tego produktu. Szczoteczka sama w sobie jest naprawdę bardzo fajna, wcale nie przeszkadza mi, że jest taka duża, problem tkwi w konsystencji tuszu, wydobywa się go po prostu zbyt dużo. To tusz głównie pogrubiający, wydłużenie daje marne. Szybko zaczął się kruszyć i osypywać. 



Miałam jeszcze Aero Volume Mascara, która efekt dawała taki bardzo naturalny, że prawie nie było widać, że mam tusz na rzęsach. Liczyłam na coś więcej, ale widać Avon'owe tusze nie są mi pisane :)) Bardzo szybko pozbyłam się także szalonej i dziwacznej Mega Effects Mascara, ze zginaną rączką, którą po prostu nie umiałam się pomalować, za to moja koleżanka, której podarowałam ten tusz, była z niego zadowolona. Więc jak widać, dla każdego, co innego. 

Wszystkie tusze kupione zostały przeze mnie zawsze na jakiejś promocji, więc przynajmniej nie muszę narzekać, że straciłam aż tyyyyle pieniędzy, jakby to było w ich cenie regularnej. Urzekły mnie (co by nie mówić) ładne i z pomysłem wymyślone opakowania i wygląd niespotykanych na codzień, oryginalnych szczoteczek. Poza tym zdjęcia w katalogu zawsze są tak pięknie wykonane, że wręcz zachęcały mnie ogniście ;) do zakupu. 
Mój główny powód nie lubienia się z Avon'owymi tuszami, to to, że zbyt wiele tego kosmetyku się nakłada. Z każdym jednym było tak samo. Myślę, że opakowania po prostu są źle wymyślone, zbyt wielki jest 'gwint' opakowania, więc zbyt dużo tuszu wydostaje się na szczoteczce, co tylko prowadzi do sklejania się rzęs, więc niczym nie przypomina ładnie pomalowanego oka. Poza tym zauważyłam, że każdy tusz ma tylko 3 miesiące ważności, więc myślę, że to troszkę ze mało. Po tej dacie, moje tusze po prostu zrobiły się suche i kruche a do tego dziadowsko zaczęły śmierdzieć. 



piątek, 17 kwietnia 2015

Książkowa chciejlista!

Takiego posta jeszcze nie było, a szkoda. Mam w zanadrzu parę fajnych tytułów, które wydają mi się na tyle ciekawe, że chciałabym mieć je w swojej biblioteczce :)) Pomyślałam, że to będzie fajny pomysł na temat, gdy ostatnim razem buszowałam sobie w katowickim wielkim Empiku, i sama nie wiedziałam co mam wybrać. Ale w sensie, że za dużo bym chciała, a nie że nie wiem co ;)) Bo książek, które chciałabym mieć jest od groma.. i nawet sama nie wiem, które do tego posta powinnam wybrać. Ale w wielkim skrócie przedstawię Wam kilka moich najciekawszych pozycji. Taki chillout'owy post na weekend :))

'Vogue. Za kulisami świata mody', Clements Kristie
Książka dosyć 'świeża', bo wyszła całkiem niedawno, dopiero w lutym. Bardzo chciałabym przeczytać, ostatnio już w Empiku prawie ją miałam, ale capnęłam jednak coś innego. Była redaktor naczelna australijskiej edycji Vogue'a opisuje i zdradza tajniki i sekrety zza kulisowego świata mody. Czytałam recenzję i jak na razie same pozytywne, a to tylko zachęca do kupienia tej pozycji. 

'Kobiety Niepokorne', Christina Morato
Myślę, że to ciekawa, babska książka, która opisuje znane osobistości, wielkie nazwiska, ikony mody XX wieku. Kobiety sławne, bogate, poważane, doskonałe, ale samotne, pełne kompleksów i głębi duszy nieśmiałe. Poczytamy tu m.in. o Marii Callas, Coco Chanel, Jackie Kennedy, czy Audrey Hepburn. 



'Dymna', Elżbieta Baniewicz
Już kiedyś chciałam sprezentować sobie tą książkę, ale odpuściłam. Teraz chęć mi powróciła, szczególnie po ostatnim programie Kuby Wojewódzkiego, w którym gościła pani Ania, i dużo też było o tej książce. Mimo, że książka że jest dosyć gruba, to myślę, że warto poczytać, jeśli ktoś oczywiście lubi panią Anię Dymną. Same ilustracje zawarte w książce już zachęcają do tego, by ją mieć. :)

'Bez rąk, bez nóg, bez ograniczeń', Nick Vujicic 
O tej książce pisałam już jakiś czas temu, w jakiejś chciejliście, no i niestety nie mam jej jeszcze do teraz. To historia niezwykłego człowieka, który urodził się bez kończyn, i który wiedzie bardzo aktywne i spełnione życie. Jest wzorem do naśladowania dla innych ludzi, potrafi motywować i inspirować każdego. Prowadzi szkolenia, konferencje, inspirując miliony ludzi. Nic tylko podziwiać. 



'Ludzie, czy Bogowie', Dariusz Kortko, Krystyna Bochenek
Bardzo lubię takie klimaty. Mam ochotę przeczytać tę książkę, ponieważ pracuję w służbie zdrowia i te tematy są mi bliskie. Książkę o prof Relidze tego samego autora przeczytałam jednym tchem, i wiem, że ta pozycja też by mi się spodobała. Książka napisana jest w formie rozmów, wywiadów z 27 najbardziej liczącymi się lekarzami z różnych dziedzin, na tematy łatwe i przyjemne, ale także te bardziej ciężkie, jak śmierć, i ciężka choroba. 

'Makijaż bez tajemnic', Rae Morris
Książka, na którą się czaję i naczaić nie umiem :)) Nie wiem, czemu do tej pory jeszcze jej nie kupiłam, chociaż chciałam już od dłuższego czasu. Poradnik, który zawiera ciekawe rady, wskazówki, sztuczki, tabele kolorystyczne, pokazuje sposoby doboru odpowiednich produktów a także instrukcję różnych makijaży, byłby ciekawą pozycją w mojej biblioteczce. I mimo, że 'takich' książek mam już kilka, to nigdy dosyć ;))



'Pałac kolorów. Magia makijażu', Dorota Markowska-Kościukiewicz
Album, który też pragnęłam mieć już jakiś czas temu, ale jeszcze nie widziałam go stacjonarnie w Empiku (tak, wiem, wiem, że mogę zamówić on line;)), ale cena na razie mnie zniechęca ;) Książka przepełniona jest kolorem, magią i kobiecością. Prędzej czy później na pewno trafi w moje ręce. 

'Karolina OdNowa', Maciej i Karolina Szaciłło
Kontynuacja pierwszej książki 'Karolina na detoksie', która bardzo mi się spodobała i o której pisałam już na blogu ;) W książce znajdziemy proste i szybkie przepisy na codzienne dania, autorzy motywują nas także do większego dbania o siebie, swojego ciała i życia. 



'Jak zamieszać w swoim życiu, czyli koktajle dla zdrowia i urody', Katarzyna Błażejewska
Od dawna planowałam włączyć do swojego jadłospisu dobre dla zdrowia koktajle. I ta książka świetnie mi w tym pomoże. W książce znajdują się przepisy na koktajle zarówno warzywne, czy te z owoców i ziół. Koktajle to bomba witaminowa, więc ta pozycja koniecznie musi znaleźć się u mnie na kuchennej półce :) Chyba, że polecacie jakąś inną ciekawą książkę w tym temacie...? 

'Lekkość', Anna Starmach
Bardzo lubię książki Ani, mam już dwie, które wydała. Często korzystam z jej przepisów, które są naprawdę łatwe, smakowite i przyjemne do wykonania. Dlatego zainteresowała mnie też ta nowa, wydana przez nią pozycja. W książce oprócz zdrowych, fit przepisów, znajdują się także zestawy łatwych ćwiczeń, które mają pomóc nam wyszczuplić ciało ;)




A Wy macie jakiś swoich książkowych ulubieńców, albo pozycje, które chcielibyście nabyć w najbliższym czasie? :) 

Buziaki <3