niedziela, 29 marca 2015

Wiosenna wishlista ubraniowa!!

Wczorajsze popołudnie miałam stricte 'myśleniowe' ;) usiadłam przy pysznej kawie i zaczęłam myśleć, o tym, że już coraz częściej robi się ładnie i ciepło a sklepy już chyba od lutego zaczynają kusić nowym towarem, nowymi wiosennymi kolekcjami. Ostatnio, sprzątając i robiąc porządki w swoich szafach, pozbyłam się tylu niepotrzebnych rzeczy, których od dawna nie nosiłam, i dzięki tym zrobiłam miejsce, na nowe ;) I jestem z siebie mega dumna, bo zawsze szkoda mi było wyrzucać ubrań, których mimo, że od dawna nie nosiłam (bo albo były za małe, albo po prostu nie nosiłam), to ciągle miałam do nich jakiś tam sentyment, lecz w końcu zrobiłam dobry uczynek - koleżanka z pracy dostała dwa worki ciuchów, dzięki temu dobry humor miałyśmy obie ;))
Ostatnimi czasy, próbuje ograniczać kupowanie 'pod wpływem chwili', czy to ubrań, czy kosmetyków. Możecie się śmiać, ale ja mam naprawdę z tym poważny problem. Powinno mi się poprzecinać wszystkie karty płatnicze, i zabronić wchodzenia do niektórych sklepów. Rozważniej zaczęłam więc planować swoje wydatki, teraz zanim coś kupię, pięć razy to przymierze a i tak jeszcze nie jestem pewna. Widzę, ile już na tym można zaoszczędzić... i pieniędzy i miejsca w szafie na niepotrzebne rzeczy, czy tonę podobnych kosmetyków, których i tak nie zdążę zużyć. Przeglądając kolorowe, kobiece magazyny, już od jakiegoś czasu moje zainteresowanie wzbudzały ubrania, które powinny znajdować się w mojej szafie na wiosenne wyjścia. Tak też powstała ta lista, dzięki której milsze będzie polowanie na promocjach :))



Oto rzeczy, na które mam wielką ochotę w tym sezonie! :))

1. Dzianinowa, dresowa narzutka. 
Te zdjęcie znalazłam w grafice u wujka Google, nie widziałam takiej jeszcze w żadnym sklepie, choć online pewnie nie będzie problemu z jej kupieniem. Na allegro już widziałam kilka. Bardzo też podoba mi się taki szary, bluzowy kolor. 

2. Torba typu shopper.
Nie za duża (takie wręcz mega mi się nie podobają), ale i nie za mała. Taka, jak na zdjęciu byłaby dla mnie w sam raz :) Najchętniej skórzana, matowa, czarna, ale coraz częściej myślę o brązowej. Widziałam kilka ładnych w Reserved, New Yorkerze, i w Zarze. Ale ciągle nie ma takiej, która zauroczy mnie od pierwszego wejrzenia ;))

3. Białe tenisówki.
Te na zdjęciu są z Lacoste. I bardzo mi się podobają. Trochę boli fakt, że trzeba na nie wydać dużo ponad 200 zł. Całe zeszłe lato przelatałam w białych, wkładanych 'laćkach', i moje nogi nigdy nie czuły się tak dobrze ;)) Pasują do jeansów, getrów, krótkich spodenek, czy spódniczek i sukienek, jednym słowem do wszystkiego i na każdą pogodę :)

4. Luźna, zwiewna, przeźroczysta bluzka. 
Ta ze zdjęcia jest z Reserved, kosztuje około 39 zł. Bardzo podobają mi się takie lekkie, zwiewne bluzki. Na pewno zaopatrzę się w kilka, podoba mi się kolor szary, biały i taki lekki pastelowy róż, jak na zdjęciu. 

5. Biała luźna koszulowa bluzka. 
Coś, czego wcześniej nigdy nie miałam potrzeby kupować. Urzekła mnie. Przecudnie wygląda wpuszczona do jeansów. Kopertowa, która jest na zdjęciu pochodzi z Zary, i taka podoba mi się najbardziej. Ale nie pogardziłabym też taką zapinaną na guziczki. Widziałam nawet w gazetce, że podobna będzie początkiem kwietnia w Biedrze ;))

6. Niebieskie jak niebo jeansy rurki.
Te ze zdjęcia są z Zary. Mają przeboski kolor. Idealnie pasowałyby do moich trampek, a także do białej koszuli ;)) Same więc widzicie, że zakup mega potrzebny ;))

7. Luźna, basicowa koszulka. 
Ta jest z H&M, i bardzo mi się podoba. Poza tym ubrania z linii Basic zawsze wyglądają dobrze i każda z nas powinna mieć kilka w swojej szafie. Można je łączyć z innymi ubraniami na wiele sposobów. Szara bardzo mi się podoba, mam już podobną białą, kupioną ponad rok temu, i jest to jeden z ulubionych ciuchów, jakie mam w szafie. ;)

8. Koszulka z wesołym napisem.
Widziałam podobne na targach Silesia Bazaar, i żałuję do dzisiaj, że nie wzięłam wtedy żadnej. Na czerwcowych targach już nie odpuszczę, i na pewno kupię taką, jak ta na zdjęciu, kusi mnie jeszcze taka z napisem 'gryfna frelka' ;)) Takie koszulki zawsze wywołują uśmiech na mojej twarzy :)

9. Zwiewna, jasna chustka.
Ta ze zdjęcia jest z H&M, a ja bardzo lubię chustki i kominy z H&M ;)) a że fajnych chustek nigdy dosyć, to chętnie sprawie sobie nową, jasną i wiosenną :) 


I dzisiaj to by było na tyle, jeśli chodzi o moje małe plany zakupowe. Pewnie spodoba mi się w międzyczasie mnóstwo fajnych ciuchów, o których tutaj nie napisałam, ale na dzień dzisiejszy te ciuchy podobają mi się bardzo. Chciałabym jeszcze cienką, skórzaną, brązową kurtkę, nie umiałam znaleźć zdjęcia, ale widziałam taką przelotem na wystawie w New Looku. Taka jakby narzutko - katana. Na pewno wiecie o co chodzi ;))



MIŁEJ NIEDZIELI :))
 

wtorek, 17 marca 2015

'Karolina Na Detoksie' :)

Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się kupić książki tylko i wyłącznie dlatego, że spodobał mi się jej tytuł :) No ale musiał być ten pierwszy raz ;) Tytuł zachęcił mnie na tyle by ją kupić, no i mam. Poza tym jej zakup wydawał mi się dobrym pomysłem bo książka nawiązuje do moich odwiecznych planów - ciągle mam ochotę schudnąć, zacząć zdrowiej i świadomiej się odżywiać, no a dodatkowo moje imię umieszczone w tytule, to jakby sygnał, że książka jest wręcz stworzona dla mnie ;))))) Poza tym od razu pojawił się uśmiech na mojej twarzy, więc sami rozumiecie, że obojętnie obok tego przejść nie mogłam :) Kupiłam ją w Matrasie, na jakiejś promocji, pobieżnie przeleciałam kartki, dostrzegając ładne fotografie, a w domu zaczęłam ją na spokojnie i powoli 'wertować' dogłębniej ;)



Książka jest autorstwa Macieja Szaciłło, (który był kiedyś mężem Moniki Mrozowskiej i którego znam głównie ze zdrowego gotowania w TVN'ie, i który sprawiał wrażenie zawsze fajnego chłopaka), i Karoliny Kopocz, (która jest tytułową Karoliną na detoksie a poza tym jego nową, życiową partnerką ;)). Książka jest bardzo ładnie wydana, opatrzona pięknymi, kolorowymi, wręcz energetycznymi fotografiami i ma około 215 stron, normalnie kosztuje coś około 30 zł, ja kupiłam ją na jakiejś promocji, która akurat była. 



Bardzo spodobała mi się forma książki. Nie jest to taka zwykła książka z dietami i przepisami. Oprócz wielu cennych rad, i przepisów, zawiera także 'dziennik' w którym Karolina dzień po dniu zapisuje swoje wrażenia, poznane smaki, dzieli się informacjami na temat owego detoksu. Znajdziemy też wiele cennych rad i komentarzy bardzo mądrej i fachowej dietetyczki. 

Początek, pierwszy rozdział to bardzo dokładnie dopracowany i proponowany 'siedmiodniowy detoks'. Program stworzony jest dla ludzi pragnących bardziej o siebie zadbać, poprawić swój metabolizm, poczuć się lepiej. Proponowany detoks jest wprowadzeniem i przygotowaniem do właściwej, odpowiedniej diety, zdrowej dla organizmu. Przepisy są smaczne, nie są to żadne 'popularne' głodówki, które wręcz osłabiają organizm, tylko zdrowe, dostarczające odpowiednią dawkę energii i uwzględniające sezonowość produktów przepisy. 
Wraz z propozycjami przepisów, a także różnych wskazówek i porad dietetyczki, które zawarte są w pierwszej części książki, znajduje się także dziennik Karoliny, w którym opisuje ona swoje codzienne posiłki, samopoczucie, i godzinowy plan dnia. 



Kolejny rozdział zatytułowany 'po detoksie', to informacje zawarte na temat dobrych nawyków żywieniowych, błędów jakie popełniamy kończąc detoks, wskazówki, które mają nam pomóc by nie wracać do starych nawyków żywieniowych, opisane są także różne grupy pokarmowe, znajdziemy informację na temat glutenu, tłuszczy, cukrów, węglowodanów, itp. a także informacje na temat innych produktów, które są bezcenne dla naszego zdrowia. 



Karolina zrzuciła 20 kg, w zdrowy, naturalny dla organizmu, niewyniszczający sposób. Mimo, że kupiłam tą książkę w ciemno absolutnie nie żałuję tego zakupu. Nie trzeba od razu próbować 'początkowego całego detoksu', można też od czasu do czasu po prostu wykorzystać przepisy, które są fantastycznym pomysłem na zdrowsze odżywianie na codzień. Para prowadzi także bardzo pomysłowy portal medytujemy.pl, w którym można znaleźć setki przydatnych informacji na temat różnych przepisów, warsztatów, itp. 
Książka nie jest niezbędna, jednak uważam, że warto po nią sięgnąć, i co nieco podpatrzeć. 



Ta książka to jeden z motywatorów, by żyło mi się lepiej i zdrowiej. Chociażby, żeby przeczytać i dowiedzieć się o tylu mądrych sprawach. Ciągle obiecuje sobie, że zmienię swoje nawyki żywieniowe, będę bardziej zwracać uwagę na to co jem i rozsądniej wybierać produkty. Teraz aktualnie walczę z 'pokusą czekoladową', 'ciasteczkową', no i moją największą zmorą - 'chipsową' ;))) Staram się jak mogę, żeby po prostu tyle nie żreć ;)) Zaczęłam zabierać do pracy owoce, i przygotowane jedzenie w pudełku, żeby potem nie podjadać byle czego. Powoli, ale jakoś mi idzie... Zaczęłam też jeździć na rowerku, chociaż co drugi dzień, w zależności jak mam czas :) Mam nadzieję, że dupa do lata trochę spadnie ;)) Zresztą, to 'rozmiar dupy' nie jest dla mnie tak ważny, chciałabym po prostu kondycyjnie poczuć się lepiej. Zaczynam więc swoją walkę. Karolina będzie na Detoksie :) trzymajcie kciuki :)

Dużo mocy na ten tydzień!!! ;)

niedziela, 15 marca 2015

WOLNA NIEDZIELA

Mam ten 'przywilej', że pracuje tylko od poniedziałku do piątku. I choć lubię swoją pracę, to dzięki Bogu weekendy mam wolne. W sobotę jest zazwyczaj czas na sprzątanie, zakupy, pichcenie 'lepszego' obiadu, niż te w tygodniu, potem znowu sprzątanie, pranie, może jakaś impreza (ale to już coraz rzadziej, starzeje się ;)), itp... a Niedziela? Niedziela to mój chillout :) Chociaż nie zawsze. Czasem nawet w niedzielę zdarzy mi się dzikie buszowanie po centrach handlowych, zresztą to zajęcie, które bardzo lubię :) 


Lubię ten czas, kiedy nic nie muszę, i kiedy mogę poleżeć brzuchem do góry, jak na rysunku powyżej. Nadrobić zaległości serialowe, poczytać książkę, posiedzieć w necie, i poczytać ciekawe strony, czy blogi, wybrać się na wycieczkę, czy do kina lub zapalić świeczkę i cieszyć się tym dniem, bo zaraz już przecież goni nieszczęsny poniedziałek... 
Dzisiejszy dzień przywitał mnie nieśmiało wyglądającym słonkiem, wstałam dosyć wcześnie, przygotowałam sobie cudownie pachnącą kąpiel, zjadłam pyszne musli i wypiłam mega pyszną kawkę, zrobiłam razem z moim chłopem pierwszy raz kaczkę na obiad, siadłam, i złapałam się na tym, że zapatrzyłam się na widok za oknem, i było mi tak dobrze i błogo mogąc patrzeć na szczęśliwie gruchające ze sobą na drzewie gołębie, na mojego zadowolonego, mruczącego kota, i na leżącego na kanapie, pochłoniętego drzemką mojego chłopa :)) Lubię czasem się zatrzymać, choć wiem, że równie fajnie byłoby spędzić ten dzień jakoś aktywniej. Ale czasem i taka chwila wytchnienia jest potrzebna. Latem natomiast dość regularnie wybieramy się na różne wycieczki, gdy jest ładna pogoda, raczej w domu nie wysiedzimy :)

Napisałam tego posta na szybko, z ciekawości jak Wy spędzacie swój wolny czas. W sumie dawno nic nie pisałam, więc dobre i to ;))

I tak oto mija czas od weekendu do weekendu. 

Ciekawa jestem jak Wy lubicie spędzać niedziele. Czy to dla Was taki sam dzień jak wszystkie inne, czy może jednak celebrujecie go w jakiś szczególny sposób. 





poniedziałek, 23 lutego 2015

Codzienny , szybki makijaż / Ulubione produkty

Dzisiaj chciałam pokazać Wam moje ulubione kosmetyki, którymi robię mój codzienny, ekspresowy makijaż do pracy, co rano :) Choć mam mnóstwo kosmetyków i niestety, gdy coś wypatrzę to nieustannie kupuję nowe (powinnam się z tego leczyć!), to tych, których używam na codzień jest tak naprawdę niewiele... Są to sprawdzone i lubiane przeze mnie produkty, dzięki którym łatwo i szybko robię się 'na bóstwo' :D :P 

Ostatnio 'uczę się' i lubię robić różnego rodzaju kolaże, więc zebrałam swoje ulubione malowidła, by w ten sposób ładniej i przejrzyściej zaprezentować Wam całość, która prezentuję się tak: 


Astor, Mattitude High Definition, podkład HD, który jest moim absolutnym ulubieńcem, i zużyłam już kilka dobrych opakowań :) Kiedyś chyba muszę zrobić jego osobną recenzję. Podkład jest matujący, ma fajną konsystencję, którą łatwo rozprowadzić (ja robię to głównie pędzlem Hakuro H54 albo Flat Top Kabuki F60 z LancrOne. Próbowałam nakładać go również skunksem z Super Pharm, z serii Life, ale za dużo mi zżera tego podkładu).
Jak na moje potrzeby, dobrze kryje zaczerwienienia i niedoskonałości, jest podobno polecany dla skóry tłustej (oil free), ale ja mam skórę mieszaną, w kierunku do suchej i sprawdza się idealnie :) W mojej opinii jest niestety mało wydajny i to jedyna wada, jaką znajduje :) Aha, jako, że jestem bladziuchem mam odcień 001 IVORY. 

Gdy potrzebuję mocniejszego krycia, używam podkładu Dermablend z Vichy, który zapewnia naprawdę wysoki poziom krycia. Mam fluid korygujący - wersję dla skóry wrażliwej, odcień 15 OPAL. Oprócz tego, że jest niestety drogi (ja swój kupiłam na promocji w SP - 50%), to jak dla mnie innych wad nie ma. Kryje pięknie, jest trwały, nie zatyka, dodatkowo nawilża, doskonale wyrównuje kolor skóry i nie ma w składzie parabenów. Ma SPF 35, więc dodatkowy plus :) Wystarczy nałożyć go niewiele, gdyż krycie ma na prawdę bardzo dobre. 

Ulubiony puder prasowany, któremu jestem wierna już kilka ładnych opakowań, to Rimmel Stay Matte, w odcieniu 001 Transparent. Idealnie współgra z moimi podkładami, dobrze matuję, nie tworzy efektu maski, dla mnie w sam raz. Nie osypuje się podczas nakładania. Kolor jest idealny dla takich bladziuchów jak ja. Jedyne, do czego można się przyczepić, to felerne opakowanie, gdy spadnie, to po nim... ;) Ale nie to jest w tym wszystkim przecież najważniejsze. Naprawdę godny polecenia. 

Mój ulubiony korektor, którym tuszuję swoje wory pod oczami, to Nyx, Hihg Definition HD Photogenic Concealer Wand, korektor w płynie, jak się domyślacie, w najjaśniejszym odcieniu CWD01 Porcelain. Ma ładny, jasny kolor, rozświetla okolice pod oczami, odbija światło, bardzo dobrze kryje, nie wysusza i nie zbiera się w załamaniach. Warto go kupić i wypróbować. Sama swój kupiłam pod wpływem bloga Aliny Rose i przepadłam :) 

Baza pod makijaż Benefit, Stay Flawless, to produkt, od którego powinnam w sumie zacząć, bo jako pierwszy gości przecież na mojej twarzy. Baza jest 'mocna', przyciąga podkład jak magnes, dzięki sztyftowi jest wygodna w użyciu, robi co ma robić, więc jestem z niej zadowolona. Używam od niedawna, ale już podbiła moje serce. 


Jeśli chodzi o podkład, puder, korektor i bazę to by było na tyle. Bardzo lubię też podkłady z Max Factora (Lasting Performance - odcień 100 Fair, czy też nowy Skin Luminizer - mam w odcieniu 45 Warm Almond), latem lubię używać MACA Face&Body Foundation, mam w odcieniu N1). Przymierzam się natomiast do kupna Pro Longwear z MACA, którego jestem bardzo ciekawa. Jeśli chodzi o inne ulubione pudry, lubię też bardzo transparentny puder sypki z My Secret. Jest dobry, tani i niczym nie odbiega np. od tego z Max Factora. Marzy mi się natomiast Ben Nye Banana. Korektor lubię jeszcze ten z Maybelline, taki anty-age z gąbeczką, jednak nie kryje tak fajnie jak Nyx. Chciałabym też korektor z serii Pro Longwear z MACA, więc zobaczymy. Jeśli chodzi o bazę pod makijaż, to kiedyś długo stosowałam tą wygładzającą z Sephory, ale była mega silikonowa i zaczęło mi to przeszkadzać. 


Jeśli chodzi o brwi, to do gustu przypadło mi trio z Nyx'a, Eyebrow Powder, który mam w odcieniu 05 Brunette. Zestaw zawiera wosk, dwa brązowe cienie, ukośny pędzelek oraz szczoteczkę do wyczesania włosków. W Douglasie kosztował około 29 zł. Trio ma fajne, praktyczne opakowanie, łatwo się użytkuje i jest na pewno mega wydajne. 

Czasem, do podkreślenia swoich brwi lubię także używać po prostu kremowo - żelowego cienia Maybelline, Color Tatto, który mam w odcieniu 35 On and on Bronze, i nadaję się do tego idealnie. Gdy mam więcej czasu, bawię się natomiast farbką Ultra Aqua Brow Tint z Makeup Revolution, którą mam w odcieniu Fair, i mimo, że mam brwi bardzo ciemne, to ten odcień jest dla mnie idealny. 


Number one wśród moich ulubionych tuszy do rzęs to Benefit i They're Real! :) Uwielbiam go. Ma cudną szczoteczkę, pięknie wyczesuje, podkręca, wydłuża i unosi rzęsy, nie skleja, jednak by go polubić, trzeba nauczyć się nim malować. Jedyne, co mnie trochę smuci, to jego cena :/ Na codzień lubię używać tej małej, miniaturowej wersji, jest dla mnie wygodniejsza. 

Bardzo lubię też tani tusz do rzęs z Eveline, Extension Volume Mascara False Definition 4D, który ma fajną, silikonową szczoteczkę i ładnie mi te rzęsy rozdziela. Muszę jednak namachać się nim kilkakrotnie, żeby uzyskać pożądany efekt :) Ładnie wydłuża i trochę pogrubia. 


Jeśli chodzi o cienie, to na codzień wybieram raczej delikatny 'make up no make up'. Prawie codziennie używam pojedynczego cienia z Catrice Absolute Eye Colour 450 Oh, It's Toffeeful!. To taki jasny, delikatny, jedwabisty odcień jasno brązowo złoty. Delikatnie rozświetla powiekę, pięknie się prezentując. 

Ulubioną moją paletką jest na dzień dzisiejszy Naked 2 Urban Decay. Ma ładne, nudowe odcienie, które idealnie nadają się na codzień, można z nich stworzyć każdy rodzaj makijażu. Paletkę kupiłam ponad rok temu i do dzisiaj sprawdza się rewelacyjnie :) Mimo swojej wysokiej ceny, jest warta zakupu. 

Ostatnią nowością, która zdobyła moje uznanie jest kredka a raczej cień w kredce z IsaDory, który nabyłam całkiem niedawno w Douglasie, Twist-Up Eye Gloss Highter 02 Brown Sugar. Delikatny, ładny odcień brązu ślicznie prezentuje się na powiece, mieniąc i błyszcząc, ale bardzo delikatnie i subtelnie. Można nakładać na całą powiekę albo jako grubą kreskę, którą można rozetrzeć. Mam ochotę na inne odcienie :)


Jeśli o oczy chodzi, to lubię też paletki Sleeka, mam ich w 'swoim małym zbiorku' kilka :) Moja ulubiona to Storm i Au Naturel. Myślę też od jakiegoś czasu nad zakupem Oh So Special. 


Moje policzkowe cudaki, którymi się najchętniej na codzień maluję, to piękny róż z Pierre Rene, który mam w odcieniu 01 Soft Rouge. To bardzo ładny, chłodny, delikatny kolor różu, który idealnie stapia się ze skórą i nie ściera się z niej. Nie robi plam na buzi a kolor można stopniować. 

Mój drugi ulubieniec, to kupiony już wieki temu wypiekany róż do policzków z Lovely, z edycji zimowej Snow Blusher, w odcieniu Pink Princess. Daje bardzo delikatny efekt, ale przepięknie się 'mieni', robiąc wrażenie zimowej delikatnej tafli na policzku :) Absolutnie nie można sobie nim zrobić krzywdy. 

Odkąd kupiłam, nałogowo wręcz używam prawie codziennie... Mozaika z Essence, Multi Color Powder, Hello Autumn, to puder, bronzer i rozświetlacz w jednym :) I jest idealny, nic więc dziwnego, że tak szybko znikał z półek. 

Na codzień, w zależności od humoru, bardzo też lubię używać różu z Sephory, 20 Neon Orange, czy mozaikę z Nyx'a, w odcieniu MPB11 Truth, które pokazywałam Wam w T Y M poście. Bardzo lubię podkreślać policzki różem w kształcie serduszka, Blushing Hearts, z I <3 MakeUp, w odcieniu Candy Queen Of Hearts. 



I to by było na tyle, jeśli chodzi o mój zwykły, codzienny makijaż, wykonywany na szybko, co ranek. Wiadomo, że czasem lubię sięgnąć też po inne produkty, ale te pokazane tutaj wiodą w rankingu używalności :) Ciekawa jestem, czy Wy macie swoje ulubione kosmetyki, którym jesteście wierne co ranek :) 

POZDROWIENIA <3




piątek, 6 lutego 2015

Yankee Candle BLACK COCONUT

Jako, że za oknem jakby nie było zima, czasem nawet śnieg popruszy, to nie mam weny na pisanie, do tego jestem chora, z nosa mi się leje, i jeszcze inne niedobre szatańskie bakterie atakują mój organizm przy piątku, to dodatkowo ogarnął mnie leń, i teraz tylko leżenie i relaks sprawia mi przyjemność. Postanowiłam więc dzisiaj napisać parę słów o jednym z moich ulubionych wosków, które o dziwo dobrze pali i 'wącha mi się', gdy za oknem jest zimno i ponuro. Kupiłam go kiedyś, całkiem przypadkowo, myślałam, że spodoba się też mojemu facetowi, bo wizualnie wydawał mi się taki trochę męski i mało przypominał inne moje ulubione woski. Jakże się zdziwiłam. Szata graficzna to jednak nie wszystko. Co prawda, mój chłop powiedział, 'że zapach jest nawet ok i obleci', później, po kilku paleniach stwierdził, że nawet ładnie pachnie :)) 



Wosk kupiłam przez internet, więc nie miałam możliwości powąchać wcześniej, znałam jedynie jego opis: 'Zachód słońca w raju, bogaty zapach kokosa, drzewa cedrowego, i kwitnących kwiatów, które obiecują wieczór luksusowego wieczoru'. Myślałam, że to będzie taki bardziej świeży zapach, bo producent opisuje go, jako zapach z gamy fresh, jednak wosk Black Coconut, czyli czarny kokos, to nic z tych rzeczy. Zapach zaskoczył mnie bardzo. Ale na plus. Jest delikatnie słodki i przyjemny. Pachnie kokosem i rumem! Zapach kokosu jest jednak delikatny, nie przytłaczający. Podczas palenia czuć także migdały, które uwielbiam. Dla mnie jest idealny na zimowe popołudnia, swoim zapachem rozgrzewa wnętrze. Jest idealny na chwilę relaksu i odprężenia. Sam kolor wosku jest ciekawy i intrygujący. Tajemniczo błyszcząca się czerń. Nie wyobrażam sobie dnia bez palenia świeczki, czy wosku, szczególnie w tym okresie zimowym a Black Coconut stał się jednym z moich ulubieńców. Zapach, tak jak i wygląd tego wosku jest niebanalny i tajemniczy, dlatego myślę, że przypadnie do gustu niejednej z Was. Jest to już mój drugi wosk tego zapachu, coraz częściej myślę też, nad zakupem większej świecy. 



Jakiś czas temu pisałam o French Lavender, który też jest jednym z moich ulubionych wosków Yankee Candle. Możecie poczytać o nim T U T A J

Miłego, zdrowego weekendu!