wtorek, 7 kwietnia 2015

[So-Glam], czyli ulubieńcy marca! :)

Dzisiaj na szybko chciałam Wam przedstawić moich 'marcowych przyjaciół', mowa więc będzie o produktach kosmetycznych, których w ubiegłym miesiącu używałam najczęściej i najchętniej. 
Nie ma tego za wiele, ale ważne żeby było, krótko i na temat :)) Skupiłam się raczej na produktach do pielęgnacji, bo jeśli chodzi o kosmetyki do makijażu, to niedawno o moich codziennych ulubieńcach mogłyście poczytać <ulubione kosmetyki do makijażu>



Avon Advance Techniques, Spray dodający blasku, kupiony z najnowszego katalogu, z ciekawości. Bardzo fajna mgiełka, którą rozpylamy na lekko wilgotne lub suche włosy. Pamiętam, że Avon w swojej ofercie miał kiedyś podobny produkt, lecz nie za miłe mam z nim wspomnienia. Śmierdział i kleił się bardzo. Ten spray jest natomiast całkiem inny, nie dość, że uwielbiam jego zapach, który długo się utrzymuje, to włosy naprawdę są pięknie lśniące :) Trzeba tylko pamiętać, by psiknąć dosłownie odrobinę, żeby nie uzyskać przesadzonego 'efektu tłustych włosów'. W tym przypadku sprawdza się stwierdzenie, że co za dużo, to niezdrowo ;)) Mgiełki używam codziennie i jestem zadowolona. kosztował coś poniżej 10 zł, więc myślę, że warto. 

Jeśli jesteśmy w temacie włosów, to od jakiegoś czasu lubię używać Olejków na gorąco z pszenicą i kokosem z serii Nature Secrets, marki Oriflame, które mają tak piękny zapach, że czuć je już przez zamknięte opakowanie. Intensywnie odżywiają i regenerują suche włosy. Te małe, jednorazowe tubki kosztują coś poniżej 5 zł. Jak na olejki są dosyć wodniste, więc trochę trzeba uważać podczas aplikacji. Co jakiś czas zamawiam więc kilka takich opakowań, dzięki nim końcówki moich włosów są naprawdę gładziutkie, pachnące, zregenerowane i odżywione. Serdecznie Wam polecam. 

Jakiś czas temu, kupiłam na promocji w SP wodę micelarną do demakijażu z płatkami róży firmy Nuxe. I jestem zachwycona. Mimo, że nie do końca lubię różane zapachy, to ten jest dla mnie całkiem przyjemny. Produktu używam jednak głównie jako toniku, gdy makijaż mam już zmyty. Świetnie odświeża, jest polecany dla wrażliwej skóry, więc absolutnie nie podrażnia. Nie wiem, jak sprawdza się do zmywania makijażu, bo ja makijażu nim po prostu nie zmywam. Trochę stosuję go niezgodnie z przeznaczeniem, ale i tak jestem zadowolona. Wielka, 400 ml butla starczy na bardzo długo, poza tym na promocji kosztowała 34 zł, więc nic tylko brać :)) A że markę Nuxe bardzo lubię, więc dałam się skusić. 

Na przełomie stycznia i grudnia kupiłam na promocji serum przyśpieszające wzrost rzęs Long 4 Lashes, marki Oceanic, które używam do dzisiaj, więc to nie tylko taki marcowy ulubieniec. I muszę przyznać, że rzeczywiście widzę różnicę w długości moich rzęs. Są wyraźnie dłuższe :)) Szczególnie te, w zewnętrznych kącikach. Nie stosuję go niestety codziennie, prawie, ale jednak nie codziennie. Czasami, po ciężkim dniu, po kąpieli wprost padam do łóżka, i po prostu zapominam się nim maznąć, a i tak efekty widzę, więc nie jest źle.. Pewnie będę kupować to serum regularnie, co pół roku (na tyle ma starczyć jedno opakowanie), bo dzięki niemu mam po prostu ładniejsze spojrzenie ;)

Jakiś czas temu kupiłam duet marki Bioliq - krem kojąco-wzmacniający i intensywne serum rewitalizujące, które teraz doczekało się swojego 'używania'. Krem stosuję codziennie rano solo, serum natomiast najczęściej wieczorem razem z kremem. Dzięki tym produktom, moja skóra twarzy wyraźnie się wygładziła i odżywiła. Duet zredukował też moje niewielkie zaczerwieniania, i popękane naczynka. Krem idealnie nadaję się pod makijaż, dobrze współgra i z podkładem i z bazą. Serum jest bardzo wydajne, aktywnie nawilża, produkt aplikuję się za pomocą wygodnej i łatwej w stosowaniu pipetki. Ten duet sprawił, że nie mam już problemu z suchą skórą, jeśli będzie tak fantastycznie sprawdzał się dalej, to na pewno będę do niego wracać :)

Ostatni produkt, którym zachwycała się moja buzia w marcu, był wygładzający peeling do twarzy z Sylveco, który kupiłam u siebie w mieście na pasażowej Mydlarni. Peeling stworzony jest na bazie oleju słonecznikowego i palmowego i przeznaczony jest do oczyszczania suchej, zmęczonej skóry twarzy. Produkt zamknięty jest w odkręcanym słoiczku, z metalową nakrętką, ma formę twardego, gęstego, zbitego kremu, który przy kontakcie z ręką i wodą jakby się 'rozmiękcza'. Łatwo masować nim twarz, po spłukaniu zostawia lekko tłusty film (który mi akurat nie przeszkadza, bo dodatkowo nawilża), a skóra jest idealnie gładziutka i pięknie pachnąca. 
Jestem też bardzo ciekawa drugiej wersji peelingu - tej oczyszczającej, ale na razie nie mam aż takich problemów ze swoją skórą, ale myślę, że kiedyś też go wypróbuje. Z czystej ciekawości :)




sobota, 4 kwietnia 2015

Szybkie zakupy, szybki post... (#4)

Dzisiaj przybywam do Was z szybkim postem z cyklu 'Szybkie zakupy...' ;)) Ostatnio wybrałam się do Silesii w Katowicach w poszukiwaniach jakiejś fajnej wiosennej kurtki, a że zawsze jak się czegoś szuka, to akurat tego nie ma, no to skończyło się jak zwykle na innych drobnych zakupach, tylko że bardziej kosmetycznych ;) 


Wstępując do The Body Shop, miałam nadzieję kupić sobie rumiankowe masło do demakijażu, o którym bardzo dużo czytałam na innych blogach i które zapragnęłam mieć i ja, ale będąc w sklepie pani poinformowała mnie, że produkt nie za bardzo polecany jest do zmywania makijażu oczu, raczej twarzy, i ochota jakoś mi zmalała... Muszę więc jeszcze trochę więcej o tym masełku poczytać. Skusiłam się za to na jedno z kultowych maseł do ciała, które są teraz na promocji i wybrałam wersje Papaya Body Butter :)) Pachnie przepięknie, słodziutko ale nie mdląco. Obwąchałam prawie wszystkie wersje i to ta spodobała mi się najbardziej :) Słoik ma pojemność 200 ml, więc na pewno starczy na dłużej, ale cena - nawet ta na promocji 39 zł moim zdaniem to i tak lekka przesada :) W gratisie dostałam odlewkę kremu do rąk, Hemp Hand Protector, który myślałam, że spodoba się mojemu chłopowi, ale jednak go nie przekonał. Pomimo ogólnego blogowego zachwytu, mnie jakoś za bardzo nie zachwycił, mimo wszystko muszę przyznać, że konsystencja i działanie jest ok, ale ten specyficzny zapach niestety drażni mój nos :) 

Do Douglasa wpadłam na szybko, bardzo chciałam kupić któryś z nowych błyszczyków do ust Nyx'a, a właściwie Butter Gloss które widziałam już na kilku blogach i spodobały mi się bardzo. Prawie wszystkie kolory mi się spodobały, ale na razie skusiłam się na jeden, BLG08 Apple Strudel. Ma przepiękny zapach i fajną, gęstą konsystencję, w ogóle nie przypomina standardowego 'rzadkiego' błyszczyka. Jak na razie produkt bardzo mi się podoba, ma ładne, matowe wykończenie, nie klei się i jest dosyć trwały. Kolor, który wybrałam jest delikatny i raczej uniwersalny. Myślę, że będzie pasował każdej dziewczynie. Na pewno skuszę się na jeszcze inne odcienie. Kolejny w kolejce będzie na pewno Cherry Cheese Cake, piękny orange ;)) 

W Douglasie na zachętę 'wciśnięto' ;) mi jeszcze tusz do rzęs Clinique, a raczej wersję mini, lubianego tuszu High Impact Mascara, który już kiedyś miałam i pamiętam, że nie pałałam do niego siarczystym uczuciem, bo dawał baaaaardzo, ale to bardzo delikatny efekt, ale postanowiłam dać mu drugą szansę. Poużywam i zobaczymy jak się sprawdzi tym razem. Ale coś mi się zdaję, że Benefitu i tak nie przebije ;) No ale skoro kupiłam, to nie ma co narzekać ;))

Jako, że od jakiegoś czasu zapragnęłam być ruuuda, po drodze wstąpiłam do Super Pharm po farbę do włosów w wymarzonym kolorze ;)) Pech chciał, że nie było tej, która zawitała na moich włosach jakieś 3 tygodnie temu i miałam robić powtórne farbowanko (nie wiem, czy zmienili opakowania, czy ją wycofali, a ja głupia nie zapamiętałam, jaki to był numerek, pamiętałam jedynie kobitkę z opakowania), musiałam więc wybrać jakąś inną. Wszystkie te 'rude' wydawały mi się takie wręcz aż 'za bardzo chamsko rude', więc wybór padł na Palette Deluxe, 370 Szlachetna Jasna Miedź. Zobaczymy, jak wyjdzie. Jeśli kiepsko, będę szukać dalej. 

Na pasażu w Mydlarni kupiłam sobie w końcu odżywczą pomadkę z peelingiem z Sylveco, którą chciałam ją już od dłuższego czasu, ale ciągle jej nie było. Byłam bardzo ciekawa tego produktu, kiedyś miałam już podobną z Palmers'a (tylko wiśniową) i byłam zadowolona. Poza tym to zawsze to fajny 'gadżet' do torebki. Produkty Sylveco kuszą mnie już od jakiegoś czasu, na razie mam tylko peeling do twarzy, ale chciałabym, żeby moja znajomość z tą marką rozrastała się :))

W Super Pharm kupiłam jeszcze nowy tusz do rzęs Maybelline, Lash Sensational Multiplying Mascara, który ciekawił mnie już jakiś czas. Ma fajną, lekko zakręconą, ukośną, silikonową szczoteczkę, która bardzo dobrze rozdziela i podnosi i pogrubia włoski. Jak na razie jestem mega zadowolona z używania, ale poużywam trochę i zobaczymy. 

Przy kasie 'szarpnęłam się' jeszcze na krem pielęgnacyjny do stóp marki Gehwol, który mimo, że bardzo krótko się znamy, to już podbił moje serce. Bardzo intensywnie nawilża, przepięknie pachnie, skóra jest gładka i przyjemna w dotyku a sam krem bardzo szybko się wchłania. Zawiera substancje aktywne z miodu, mleka, mocznik i olejek z awokado. Jest to mój pierwszy produkt tej firmy, i odbieram go bardzo pozytywnie. 

To by było na tyle, jeśli chodzi o moje mini szybkie zakupy. Ciekawa jestem, czy znacie lub macie któryś z tych produktów, albo zastanawiacie się może nad zakupem.
Pozdrawiam, buziaki!



niedziela, 29 marca 2015

Wiosenna wishlista ubraniowa!!

Wczorajsze popołudnie miałam stricte 'myśleniowe' ;) usiadłam przy pysznej kawie i zaczęłam myśleć, o tym, że już coraz częściej robi się ładnie i ciepło a sklepy już chyba od lutego zaczynają kusić nowym towarem, nowymi wiosennymi kolekcjami. Ostatnio, sprzątając i robiąc porządki w swoich szafach, pozbyłam się tylu niepotrzebnych rzeczy, których od dawna nie nosiłam, i dzięki tym zrobiłam miejsce, na nowe ;) I jestem z siebie mega dumna, bo zawsze szkoda mi było wyrzucać ubrań, których mimo, że od dawna nie nosiłam (bo albo były za małe, albo po prostu nie nosiłam), to ciągle miałam do nich jakiś tam sentyment, lecz w końcu zrobiłam dobry uczynek - koleżanka z pracy dostała dwa worki ciuchów, dzięki temu dobry humor miałyśmy obie ;))
Ostatnimi czasy, próbuje ograniczać kupowanie 'pod wpływem chwili', czy to ubrań, czy kosmetyków. Możecie się śmiać, ale ja mam naprawdę z tym poważny problem. Powinno mi się poprzecinać wszystkie karty płatnicze, i zabronić wchodzenia do niektórych sklepów. Rozważniej zaczęłam więc planować swoje wydatki, teraz zanim coś kupię, pięć razy to przymierze a i tak jeszcze nie jestem pewna. Widzę, ile już na tym można zaoszczędzić... i pieniędzy i miejsca w szafie na niepotrzebne rzeczy, czy tonę podobnych kosmetyków, których i tak nie zdążę zużyć. Przeglądając kolorowe, kobiece magazyny, już od jakiegoś czasu moje zainteresowanie wzbudzały ubrania, które powinny znajdować się w mojej szafie na wiosenne wyjścia. Tak też powstała ta lista, dzięki której milsze będzie polowanie na promocjach :))



Oto rzeczy, na które mam wielką ochotę w tym sezonie! :))

1. Dzianinowa, dresowa narzutka. 
Te zdjęcie znalazłam w grafice u wujka Google, nie widziałam takiej jeszcze w żadnym sklepie, choć online pewnie nie będzie problemu z jej kupieniem. Na allegro już widziałam kilka. Bardzo też podoba mi się taki szary, bluzowy kolor. 

2. Torba typu shopper.
Nie za duża (takie wręcz mega mi się nie podobają), ale i nie za mała. Taka, jak na zdjęciu byłaby dla mnie w sam raz :) Najchętniej skórzana, matowa, czarna, ale coraz częściej myślę o brązowej. Widziałam kilka ładnych w Reserved, New Yorkerze, i w Zarze. Ale ciągle nie ma takiej, która zauroczy mnie od pierwszego wejrzenia ;))

3. Białe tenisówki.
Te na zdjęciu są z Lacoste. I bardzo mi się podobają. Trochę boli fakt, że trzeba na nie wydać dużo ponad 200 zł. Całe zeszłe lato przelatałam w białych, wkładanych 'laćkach', i moje nogi nigdy nie czuły się tak dobrze ;)) Pasują do jeansów, getrów, krótkich spodenek, czy spódniczek i sukienek, jednym słowem do wszystkiego i na każdą pogodę :)

4. Luźna, zwiewna, przeźroczysta bluzka. 
Ta ze zdjęcia jest z Reserved, kosztuje około 39 zł. Bardzo podobają mi się takie lekkie, zwiewne bluzki. Na pewno zaopatrzę się w kilka, podoba mi się kolor szary, biały i taki lekki pastelowy róż, jak na zdjęciu. 

5. Biała luźna koszulowa bluzka. 
Coś, czego wcześniej nigdy nie miałam potrzeby kupować. Urzekła mnie. Przecudnie wygląda wpuszczona do jeansów. Kopertowa, która jest na zdjęciu pochodzi z Zary, i taka podoba mi się najbardziej. Ale nie pogardziłabym też taką zapinaną na guziczki. Widziałam nawet w gazetce, że podobna będzie początkiem kwietnia w Biedrze ;))

6. Niebieskie jak niebo jeansy rurki.
Te ze zdjęcia są z Zary. Mają przeboski kolor. Idealnie pasowałyby do moich trampek, a także do białej koszuli ;)) Same więc widzicie, że zakup mega potrzebny ;))

7. Luźna, basicowa koszulka. 
Ta jest z H&M, i bardzo mi się podoba. Poza tym ubrania z linii Basic zawsze wyglądają dobrze i każda z nas powinna mieć kilka w swojej szafie. Można je łączyć z innymi ubraniami na wiele sposobów. Szara bardzo mi się podoba, mam już podobną białą, kupioną ponad rok temu, i jest to jeden z ulubionych ciuchów, jakie mam w szafie. ;)

8. Koszulka z wesołym napisem.
Widziałam podobne na targach Silesia Bazaar, i żałuję do dzisiaj, że nie wzięłam wtedy żadnej. Na czerwcowych targach już nie odpuszczę, i na pewno kupię taką, jak ta na zdjęciu, kusi mnie jeszcze taka z napisem 'gryfna frelka' ;)) Takie koszulki zawsze wywołują uśmiech na mojej twarzy :)

9. Zwiewna, jasna chustka.
Ta ze zdjęcia jest z H&M, a ja bardzo lubię chustki i kominy z H&M ;)) a że fajnych chustek nigdy dosyć, to chętnie sprawie sobie nową, jasną i wiosenną :) 


I dzisiaj to by było na tyle, jeśli chodzi o moje małe plany zakupowe. Pewnie spodoba mi się w międzyczasie mnóstwo fajnych ciuchów, o których tutaj nie napisałam, ale na dzień dzisiejszy te ciuchy podobają mi się bardzo. Chciałabym jeszcze cienką, skórzaną, brązową kurtkę, nie umiałam znaleźć zdjęcia, ale widziałam taką przelotem na wystawie w New Looku. Taka jakby narzutko - katana. Na pewno wiecie o co chodzi ;))



MIŁEJ NIEDZIELI :))
 

wtorek, 17 marca 2015

'Karolina Na Detoksie' :)

Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się kupić książki tylko i wyłącznie dlatego, że spodobał mi się jej tytuł :) No ale musiał być ten pierwszy raz ;) Tytuł zachęcił mnie na tyle by ją kupić, no i mam. Poza tym jej zakup wydawał mi się dobrym pomysłem bo książka nawiązuje do moich odwiecznych planów - ciągle mam ochotę schudnąć, zacząć zdrowiej i świadomiej się odżywiać, no a dodatkowo moje imię umieszczone w tytule, to jakby sygnał, że książka jest wręcz stworzona dla mnie ;))))) Poza tym od razu pojawił się uśmiech na mojej twarzy, więc sami rozumiecie, że obojętnie obok tego przejść nie mogłam :) Kupiłam ją w Matrasie, na jakiejś promocji, pobieżnie przeleciałam kartki, dostrzegając ładne fotografie, a w domu zaczęłam ją na spokojnie i powoli 'wertować' dogłębniej ;)



Książka jest autorstwa Macieja Szaciłło, (który był kiedyś mężem Moniki Mrozowskiej i którego znam głównie ze zdrowego gotowania w TVN'ie, i który sprawiał wrażenie zawsze fajnego chłopaka), i Karoliny Kopocz, (która jest tytułową Karoliną na detoksie a poza tym jego nową, życiową partnerką ;)). Książka jest bardzo ładnie wydana, opatrzona pięknymi, kolorowymi, wręcz energetycznymi fotografiami i ma około 215 stron, normalnie kosztuje coś około 30 zł, ja kupiłam ją na jakiejś promocji, która akurat była. 



Bardzo spodobała mi się forma książki. Nie jest to taka zwykła książka z dietami i przepisami. Oprócz wielu cennych rad, i przepisów, zawiera także 'dziennik' w którym Karolina dzień po dniu zapisuje swoje wrażenia, poznane smaki, dzieli się informacjami na temat owego detoksu. Znajdziemy też wiele cennych rad i komentarzy bardzo mądrej i fachowej dietetyczki. 

Początek, pierwszy rozdział to bardzo dokładnie dopracowany i proponowany 'siedmiodniowy detoks'. Program stworzony jest dla ludzi pragnących bardziej o siebie zadbać, poprawić swój metabolizm, poczuć się lepiej. Proponowany detoks jest wprowadzeniem i przygotowaniem do właściwej, odpowiedniej diety, zdrowej dla organizmu. Przepisy są smaczne, nie są to żadne 'popularne' głodówki, które wręcz osłabiają organizm, tylko zdrowe, dostarczające odpowiednią dawkę energii i uwzględniające sezonowość produktów przepisy. 
Wraz z propozycjami przepisów, a także różnych wskazówek i porad dietetyczki, które zawarte są w pierwszej części książki, znajduje się także dziennik Karoliny, w którym opisuje ona swoje codzienne posiłki, samopoczucie, i godzinowy plan dnia. 



Kolejny rozdział zatytułowany 'po detoksie', to informacje zawarte na temat dobrych nawyków żywieniowych, błędów jakie popełniamy kończąc detoks, wskazówki, które mają nam pomóc by nie wracać do starych nawyków żywieniowych, opisane są także różne grupy pokarmowe, znajdziemy informację na temat glutenu, tłuszczy, cukrów, węglowodanów, itp. a także informacje na temat innych produktów, które są bezcenne dla naszego zdrowia. 



Karolina zrzuciła 20 kg, w zdrowy, naturalny dla organizmu, niewyniszczający sposób. Mimo, że kupiłam tą książkę w ciemno absolutnie nie żałuję tego zakupu. Nie trzeba od razu próbować 'początkowego całego detoksu', można też od czasu do czasu po prostu wykorzystać przepisy, które są fantastycznym pomysłem na zdrowsze odżywianie na codzień. Para prowadzi także bardzo pomysłowy portal medytujemy.pl, w którym można znaleźć setki przydatnych informacji na temat różnych przepisów, warsztatów, itp. 
Książka nie jest niezbędna, jednak uważam, że warto po nią sięgnąć, i co nieco podpatrzeć. 



Ta książka to jeden z motywatorów, by żyło mi się lepiej i zdrowiej. Chociażby, żeby przeczytać i dowiedzieć się o tylu mądrych sprawach. Ciągle obiecuje sobie, że zmienię swoje nawyki żywieniowe, będę bardziej zwracać uwagę na to co jem i rozsądniej wybierać produkty. Teraz aktualnie walczę z 'pokusą czekoladową', 'ciasteczkową', no i moją największą zmorą - 'chipsową' ;))) Staram się jak mogę, żeby po prostu tyle nie żreć ;)) Zaczęłam zabierać do pracy owoce, i przygotowane jedzenie w pudełku, żeby potem nie podjadać byle czego. Powoli, ale jakoś mi idzie... Zaczęłam też jeździć na rowerku, chociaż co drugi dzień, w zależności jak mam czas :) Mam nadzieję, że dupa do lata trochę spadnie ;)) Zresztą, to 'rozmiar dupy' nie jest dla mnie tak ważny, chciałabym po prostu kondycyjnie poczuć się lepiej. Zaczynam więc swoją walkę. Karolina będzie na Detoksie :) trzymajcie kciuki :)

Dużo mocy na ten tydzień!!! ;)

niedziela, 15 marca 2015

WOLNA NIEDZIELA

Mam ten 'przywilej', że pracuje tylko od poniedziałku do piątku. I choć lubię swoją pracę, to dzięki Bogu weekendy mam wolne. W sobotę jest zazwyczaj czas na sprzątanie, zakupy, pichcenie 'lepszego' obiadu, niż te w tygodniu, potem znowu sprzątanie, pranie, może jakaś impreza (ale to już coraz rzadziej, starzeje się ;)), itp... a Niedziela? Niedziela to mój chillout :) Chociaż nie zawsze. Czasem nawet w niedzielę zdarzy mi się dzikie buszowanie po centrach handlowych, zresztą to zajęcie, które bardzo lubię :) 


Lubię ten czas, kiedy nic nie muszę, i kiedy mogę poleżeć brzuchem do góry, jak na rysunku powyżej. Nadrobić zaległości serialowe, poczytać książkę, posiedzieć w necie, i poczytać ciekawe strony, czy blogi, wybrać się na wycieczkę, czy do kina lub zapalić świeczkę i cieszyć się tym dniem, bo zaraz już przecież goni nieszczęsny poniedziałek... 
Dzisiejszy dzień przywitał mnie nieśmiało wyglądającym słonkiem, wstałam dosyć wcześnie, przygotowałam sobie cudownie pachnącą kąpiel, zjadłam pyszne musli i wypiłam mega pyszną kawkę, zrobiłam razem z moim chłopem pierwszy raz kaczkę na obiad, siadłam, i złapałam się na tym, że zapatrzyłam się na widok za oknem, i było mi tak dobrze i błogo mogąc patrzeć na szczęśliwie gruchające ze sobą na drzewie gołębie, na mojego zadowolonego, mruczącego kota, i na leżącego na kanapie, pochłoniętego drzemką mojego chłopa :)) Lubię czasem się zatrzymać, choć wiem, że równie fajnie byłoby spędzić ten dzień jakoś aktywniej. Ale czasem i taka chwila wytchnienia jest potrzebna. Latem natomiast dość regularnie wybieramy się na różne wycieczki, gdy jest ładna pogoda, raczej w domu nie wysiedzimy :)

Napisałam tego posta na szybko, z ciekawości jak Wy spędzacie swój wolny czas. W sumie dawno nic nie pisałam, więc dobre i to ;))

I tak oto mija czas od weekendu do weekendu. 

Ciekawa jestem jak Wy lubicie spędzać niedziele. Czy to dla Was taki sam dzień jak wszystkie inne, czy może jednak celebrujecie go w jakiś szczególny sposób.